Wiesław Molak: W
naszym studiu kolejny gość: Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej
Grzegorz Napieralski. Dzień dobry, witamy w Sygnałach.
Grzegorz
Napieralski: Witam serdecznie, dzień dobry.
Jakub Urlich: Pan,
panie przewodniczący, domaga się
odwołania ministra skarbu, pana Grada. Także domaga się pan zwołania
nadzwyczajnego posiedzenia komisji skarbu. Tymczasem minister Aleksander Grad
mówi, że nie ma żadnej afery związanej ze sprzedażą stoczni i te afery
wymyśliły CBA i media.
G.N.: Znaczy
ja nie mogę zrozumieć cynizmu i dobrego samopoczucia członków rządów Donalda
Tuska i polityków Platformy Obywatelskiej. Fakt – nie ma dzisiaj stoczni w
Szczecinie, nie ma stoczni w Gdyni. Fakt – ludzie są bezrobotni, firmy, które
współpracowały z tymi stoczniami, są na skraju bankructwa. Nie udały się
negocjacje w Unii Europejskiej, nie udała się sprzedaż i prywatyzacja stoczni i
wokół tego jest wiele napięć.
Co wiemy? Wiemy, że Agencja Rozwoju Przemysłu, która
prowadziła ten przetarg, ma wiele uchybień na swoim koncie. Słuchając wczoraj
pana prezesa, nic się nie dowiedziałem. Więcej powiem – konferencję prasową,
którą zwołał, prowadziła jego rzeczniczka i odpowiadała na pytania, nie on sam.
Na konkretne pytania dziennikarzy uchylał się od odpowiedzi. Nie powiedział, dlaczego
faworyzował jednego z kontrahentów, dlaczego tylko tak zwany katarski inwestor
miał kupić stocznie. Nie powiedział, czy miała być podtrzymana produkcja
statków. Nie odpowiedział, dlaczego w pewnym momencie zlecił ekspertyzę, czy
można przetarg przerwać. Nie powiedział, kto to był ten tak zwany tajemniczy
pośrednik, handlarz bronią. Więc nic nie wiemy, ale wiemy jedno – dzisiaj
ludzie są bez pracy, dzisiaj ludzie nie mają zatrudnienia, a pan Grad jest w
dobrym nastroju.
W.M.: Podobnie
mówił dziś w Sygnałach Dnia poseł Jarosław Gowin, że nie ma żadnej afery, że
nikt nie chciał kupić tych stoczni, był jeden kontrahent i trzeba było go
dopieścić, żeby kupił.
G.N.: Posłużę się
pytaniem dziennikarzy, które wczoraj padało: dlaczego tylko jednego kontrahenta
wspierano, a innych nie? Odpowiedź była pana prezesa następująca: „no, baliśmy
się, że wycofa pieniądze”. Inni kontrahenci też chcieli wycofać pieniądze i
nikt ich nie powstrzymywał. Więc co się stało? Znaczy widać, że jest bardzo
dużo nieprawidłowości wokół stoczni, przyznał to sam urzędnik pana premiera,
który skierował sprawę do prokuratury. Więc coś jest na rzeczy.
J.U.: Ale, panie
przewodniczący, przecież o tym, że wokół stoczni źle się dzieje, wiemy od wielu
miesięcy, bardzo dużo się o tym mówiło w sierpniu, we wrześniu, potem sprawa
ucichła i nagle znowu wybucha. Dlaczego wybucha? Dlatego, że pokazują się
dokumenty ujawniane przez CBA. Nie ma pan wrażenia, że to jest... że może SLD
także pada ofiarą trochę manipulacji, gry politycznej?
G.N.: My
jesteśmy dalecy od jakichkolwiek manipulacji. Oceniamy fakty i oceniamy to, co
się dzieje. Od samego początku konsekwentnie domagamy się prawdy na temat
stoczni. Przypominam: na nasz wniosek było spotkanie pana ministra z
parlamentarzystami, czyli debata parlamentarna. Ale co się wtedy wydarzyło? Pan
minister Grad mówił
jeszcze mniej niż jego urzędnik, czyli szef Agencji Rozwoju Przemysłu. Pan minister nie
ujawnił żadnych szczegółów, nie powiedział nic, nie odpowiadał na żadne pytania
parlamentarzystów. Więc ewidentnie
widać, że rząd ma coś do ukrycia.
Ale powiadam jeszcze raz – ja nie chcę się teraz wciągać
w to, czy urzędnicy Agencji kontaktowali się, czy może jest domniemanie
korupcji, czy dlatego, że to był taki, a nie inny inwestor, on był ceniony. Ja
wiem tylko jedno dzisiaj – nie ma produkcji stoczniowej, każdy dzień zwłoki to
jest zabójstwo dla tych zakładów pracy. Dlaczego? Dlatego, że kontrakty na
budowę statków po prostu uciekają nam koło nosa.
Wiem następne – że jeżeli stocznie nie będą dalej
produkowały, no to wiele, kilkadziesiąt mniejszych i większych firm w całej
Polsce upada, ludzie po prostu są bez pracy.
J.U.: Panie przewodniczący, a pan pewny jest, że te
kontrakty w ogóle jakiekolwiek przechodzą nam koło nosa, czy są zupełnie
hipotetyczne?
G.N.: Nie
wiem, czy panowie wiecie, że stoją niedokończone na przykład w Szczecinie
statki, które trzeba dokończyć. Teraz nie wiem, czy trzeba dokończyć, czy nie,
ale moim zdaniem trzeba było dokończyć, wybudować i oddać armatorowi. Więc na
świecie buduje się statki, to nie jest tak, że się nie buduje. W Stocznię
Szczecin, z mojego miasta, z którego pochodzę, w tę stocznię zainwestowano nowe
technologie, zainwestowano mnóstwo pieniędzy, wykształcono znakomitych
pracowników i ta stocznia zdobyła renomę. Dzisiaj upadła, ludzie nie mają
pracy, a na zapleczu rządu są domniemania afery. I są na to dowody. I nagle
rząd mówi, że wszystko jest w porządku, że to jest tylko wydumana sprawa CBA.
W.M.: Ale te
stocznie upadły przez polityków Platformy Obywatelskiej?
G.N.: Przez
ich nieumiejętne (...)
W.M.: A poprzednie
ekipy rządowe?
G.N.: No, ja
pamiętam ekipę rządową Sojuszu Lewicy Demokratycznej, która uratowała upadającą
Stocznię Szczecin. I udało się. Dzięki zabiegom ministra gospodarki, dzięki
zabiegom ministra skarbu uratowaliśmy stocznię w Szczecinie. Więcej powiem – ta
stocznia dostała bardzo dobre zamówienia na statki, budowała statki o
najwyższym standardzie, niektórzy mówili: „mercedesy wśród statków”. I co jest
ważne – były kontrakty. I nagle wszystko się nam rozjechało, a rząd rozkłada
ręce i minister mówi w czasie debaty: „no nie udało mi się”. No przepraszam...
J.U.: Panie przewodniczący, w takim razie pana
zdaniem Mariusz Kamiński zasłużył na dymisję z szefa Centralnego Biura
Antykorupcyjnego? Bo można odnieść wrażenie, że tylko się wam przysłużył,
ujawniając najpierw aferę, tak zwaną aferę hazardową, teraz stoczniową.
G.N.: Problem
z CBA jest taki, że ustawa napisana jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości jest
zła. Mówiliśmy o tym od samego początku bardzo konsekwentnie, że delegowanie ministra
Kamińskiego na to stanowisko też było złe, dlatego że jest to działacz jednej
formacji politycznej i będzie takie podejrzenie. Nikt nas nie słuchał. Platforma
Obywatelska nie chciała wysłuchać argumentów SLD. Więcej powiem – wtedy, za
czasów jeszcze właśnie Jarosława Kaczyńskiego sama Platforma atakowała SLD, że
nie chcemy tego CBA. Kiedy doszło do różnych perturbacji, Donald Tusk w czasie
kampanii roku 2007 zapowiedział likwidację CBA. Nie zrobił tego, bo mówił, że
ta służba jest w porządku. My wtedy złożyliśmy projekt nowelizacji ustawy,
który zakładał bardzo głęboką reformę tej służby. Została odrzucona ta ustawa w
pierwszym czytaniu.
J.U.: Czy Mariusz
Kamiński zasłużył na dymisję?
G.N.: Naszym
zdaniem nie powinien być szefem, zdaniem SLD, to jasne. Natomiast w opinii
dzisiaj społecznej może być takie poczucie, że Donald Tusk mści się na Kamińskim,
dlatego że ta służba właśnie uderzyła dzisiaj w Platformę. I to jest... Ja
spotykam się z wyborcami, przychodzą ludzie na dyżury poselskie do mojego biura
i mówią: w ich odczuciu to jest zemsta.
W.M.: Czy komisja
śledcza ds. afery hazardowej powinna zająć się też domniemaną aferą stoczniową?
Czy powinna być powołana według pana nowa komisja, jeszcze jedna komisja?
G.N.: Ja
zaproponowałem taki dosyć moim zdaniem pozytywny scenariusz, jeżeli chodzi o
stocznie, znaczy coś trzeba zrobić, aby rozwiązać problem ludzi, bo dzisiaj w
tej całej bójce i bitwie między Platformą a PiS-em wszyscy zapominają o
ludziach, o stoczniowcach, o tych, którzy pracują choćby w zakładach Cegielskiego
w Poznaniu czy w innych firmach. Otóż żeby nadzwyczajne posiedzenie komisji
skarbu odbyło się z udziałem pana ministra, z udziałem szefa Agencji, z
udziałem szefa Bumaru, bo tam też się pojawia firma produkująca broń w Polsce
jako jeden element tych wszystkich spekulacji, i aby tam wyjaśnić wszystko. Ale
więcej – żeby Ministerstwo Skarbu przedstawiło specjalny plan ratowania tych
stoczni, co dalej ma się wydarzyć, czy sprzedaż tego majątku spowoduje, że
statki będą budowane dalej? Natomiast dziś powinna być jak najszybciej
powołana... szkoda, że to się nie stało na ostatnim posiedzeniu sejmu, to się
stało niestety dzięki Platformie, to ona wstrzymała te prace, powinna zostać
powołana komisja do wyjaśnienia afery hazardowej, bo tu ewidentnie widać, że
najważniejsi politycy Platformy Obywatelskiej blokowali ustawę i blokowali
niekorzystne zapisy dla hazardu.
J.U.: Ale komisja,
która miałaby badać to, co działo się wokół ustaw hazardowych od 2002 roku czy
tylko te ostatnie wydarzenia?
G.N.: A po co
tak daleko?
J.U.: No bo wtedy
trwały prace, wtedy także rządziły rządy między innymi SLD.
G.N.: Tak. I
słuchałem, jadąc tutaj do radia, pana posła Gowina. Otóż apeluję do pana posła,
aby nie wprowadzał w błąd słuchaczy Polskiego Radia, bo mija się z prawdą, bo
powiedział rzecz następującą, że rzekomo to rząd Donalda Tuska dużo zrobił. No
nic nie zrobił dla tego, aby unormować sprawy hazardu w Polsce. Otóż rząd
Donalda Tuska zrobił tyle ze swoimi politykami, że ponad rok blokował ustawę, dlatego
że miała niekorzystne dla hazardu zapisy i uszczupliłaby wpływy do budżetu państwa
o pół miliarda złotych. SLD jako jedyna partia, jako jedyna partia w dziejach
po 89 roku wprowadziła zapisy do ustawy, które w końcu opodatkowały te automaty
do gry. Do tej pory, do roku 2001, do czasu naszych rządów, podatek wynosił
zero. To my w programie wyborczym powiedzieliśmy: naprawimy to, zlikwidujemy
szarą strefę. I zrobiliśmy to. I od tej pory nic w tej materii się nie działo.
W.M.: Czy teraz
obiektem ataku Sojuszu Lewicy Demokratycznej będzie pani minister Julia Pitera?
Bo takie pogłoski się pojawiły, że też musi odejść.
G.N.: To nie
jest atak, tylko zwróćcie panowie uwagę – zostaje z wielkim szumem powołany
minister do spraw korupcji. Pani Pitera jako ten szeryf (nawet porobiła sobie
takie zdjęcia, przypominam, w jednej z gazet) miała tropić korupcję,
szczególnie w rządzie, powiedziała: „Moi koledzy, moje koleżanki nie mogą czuć
się bezpiecznie, jeżeli ktoś będzie chciał nadużywać prawa”. I co się dzieje?
Mamy pierwsze działanie pani minister – ścigała swoich kolegów i koleżanki za kolację, że wydali
z karty kredytowej za dużo na dorsza czy na jakieś inne posiłki. Oczywiście,
żadnych konsekwencji dla tych ministrów nie było.
Natomiast
na zapleczu rządu dzieją się rzeczy karygodne. Jeżeli szef klubu pani
minister Pitery prowadzi takie spotkania i prowadzi takie rozmowy, w których
ewidentnie widać, że stara się o zmianę ustawy na korzyść lobbystów, na korzyść
branży hazardowej, a pani minister nie reaguje, to dzisiaj każdy słuchacz,
który nas słucha, zadaje sobie pytanie: to po co grube tysiące złotych
miesięcznie na urząd pani... gdzie tam, to są miliony złotych, które idą na
urząd pani minister Pitery? Ten urząd jest niepotrzebny. Więc... A po drugie
okazał się nieskuteczny. Więc pani minister powinna odejść z tego urzędu, bo traci nasze pieniądze,
pieniądze podatników.
W.M.: Ale w
sprawie na przykład sprzedaży stoczni w Gdyni i w Szczecinie działała przecież
tarcza antykorupcyjna, która miała wykluczyć wszelkie spekulacje na temat
ustawiania czegoś, sprzedawania pod stołem i tak dalej.
G.N.: Jak
zwykle w tych rządach nie zadziałała, bo po pierwsze mamy spekulacje, mamy
domysły, mamy wiele pytań, mamy niejasności, nie wiemy, kto był inwestorem, nie
wiemy, skąd się wzięły pieniądze, pojawiają się plotki, że polski zakład oddał
pieniądze inwestorowi zagranicznemu, a ten dzięki temu wpłacił wadium. No,
pytań jest mnóstwo.
W.M.: No tak, ale
Komisja Europejska też przyglądała się całemu temu procesowi. Więc tu jakby
tych zabezpieczeń było mnóstwo.
G.N.: Ale nie
zadziałały. Zwróćcie uwagę – stocznie nie funkcjonują, inwestora nie ma, widać...
czytający stenogramy z podsłuchów... jest wiele pytań do pana prezesa Agencji
Rozwoju Przemysłu, dlaczego faworyzował jednego z oferentów? Dlaczego takie, a
nie inne rzeczy działy się w czasie tego przetargu? No, nic nie zadziałało.
J.U.: Jak to
wszystko wyjaśnić, panie przewodniczący?
G.N.: Jak
najszybciej.
W.M.: Dużo tych
pytań: dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dziękujemy bardzo za rozmowę. Grzegorz
Napieralski, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, był gościem Sygnałów
Dnia.
G.N.: Dziękuję
bardzo.
(J.M.)