Wiesław Molak: W
studiu nasz pierwszy gość: Grzegorz Napieralski, Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Dzień dobry, witamy.
Grzegorz
Napieralski: Dzień dobry, witam serdecznie.
Henryk Szrubarz: Panie przewodniczący, powstanie komisja
śledcza, by wyjaśnić aferę hazardową?
G.N.: Mam
wielką nadzieję, że tak się stanie.
H.S.: Nadzieję to
wielu posłów ma z różnych opcji politycznych.
G.N.: Ja
jestem zawsze optymistą i wierzę głęboko, że słowa, które padają ze strony
innych polityków, są dotrzymywane, szczególnie polityków rządzących. Premier
obiecał, że powstanie komisja śledcza, aby zbadać to, co dzieje się na zapleczu
Platformy Obywatelskiej, wiemy dokładnie, że przewodniczący klubu Platformy
Obywatelskiej, były już przewodniczący Zbigniew Chlebowski i minister
Drzewiecki i wielu innych ważnych polityków Platformy w niejasny sposób jest
powiązane z biznesmenami związanymi z hazardem czy czymś niesympatycznym. No i
taka jest idea właśnie powołania komisji, żeby to zbadać.
H.S.: Pan chce,
żeby komisja śledcza zajęła się tym, co dzieje się czy działo się na zapleczu Platformy
Obywatelskiej, tymczasem Platforma Obywatelska chce zająć się również tym, co
się działo na zapleczu być może Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Prawa i
Sprawiedliwości w sprawie właśnie hazardu, ustawy hazardowej już od 2003 roku.
G.N.: Jest mi bardzo
przykro, że politycy Platformy Obywatelskiej zamiast trzymać się pewnych
standardów, zamiast być formacją, która chce wyjaśnić to, co działo się w szeregach
tej formacji, formacji rządzącej dzisiaj, próbuje rozmywać sprawę i te standardy,
o których Donald Tusk tak pięknie mówił w kampanii wyborczej, te standardy
nagle się rozmywają.
Ale fakty. Pierwszy fakt jest następujący – otóż dzięki
mediom wiemy, że ważni politycy Platformy są zamieszani w tzw. aferę hazardową.
Wiemy, że politycy Platformy Obywatelskiej wpływali na bieg ustawy, czym
uszczuplili dochody budżetu państwa o prawie pół miliarda złotych. Wiemy, bo przeczytaliśmy
to choćby ze stenogramów w gazecie Rzeczpospolita.
I to są fakty.
Jeżeli Donald Tusk, marszałek Komorowski czy inny polityk
Platformy Obywatelskiej ma wiedzę, że w roku 2003, 2004 albo w każdym innym
roku coś działo się wokół ustawy, to niech zgłosi to do prokuratury. My jako
SLD mamy do prokuratury zaufanie. Jeżeli ktoś coś wie więcej niż jest
powszechna wiedza, że jakiś poseł w tamtych latach bądź minister ma coś na
sumieniu, niech zgłosi to do wymiaru sprawiedliwości, niech zgłosi to do
prokuratora. Jeżeli natomiast nie wie nic, to nie ma sensu rozszerzać tej
komisji na lata 2003–2009. Dlaczego? Otóż ta ustawa, czyli ustawa o grach...
ustawa o hazardzie, żeby było szybciej, miała od roku 2003 do roku 2009 osiem
nowelizacji, nad tą ustawą pracowało ponad stu parlamentarzystów, może nawet
więcej, ale tyle przynajmniej się doliczyliśmy. Nad tą ustawą pracowało ponad
dziesięciu wysokich urzędników państwowych, już nie mówię o pracownikach
departamentów poszczególnych resortów. Nad tą ustawą pracowały służby. Jak Platforma
Obywatelska chce tych wszystkich ludzi przesłuchać?
I najważniejsze – otóż idea komisji śledczej jest
następująca: powołuje się komisję śledczą, jeżeli ci, którzy dzisiaj rządzą, w
tym przypadku Platforma Obywatelska, są podejrzani, to właśnie po to jest
komisja, aby zbadać tę sprawę i żeby nie było podejrzenia, że rządzący, którzy
mają dzisiaj wpływ na prokuraturę, wymiar sprawiedliwości, będą po prostu na to
wpływali.
H.S.: Czyli
komisja śledcza zawsze ma być batem czy biczem na obecnie rządzących.
G.N.: Nie
batem, nie batem i nie biczem. Komisja ma dać poczucie Polakom, że skoro jest
tam i opozycja, i rządzący, i są eksperci zapraszani do prac tej komisji, to
daje poczucie, że rzetelnie będzie zbadana dana sprawa. A sprawa jest niebłaha,
dlatego że jak czytamy materiały, które pojawiły się w mediach dotyczące tej
sprawy, no to widzimy, że politycy Platformy byli bardzo mocno zaangażowani, aby
ta ustawa nie weszła w życie, to znaczy, że ta ustawa, która mogłaby być
dzisiaj w obiegu, uszczupliłaby dochody dzisiaj branży hazardowej o pół
miliarda. Ponieważ nie weszła w życie, w budżecie państwa nie ma dziś pół
miliarda złotych. I pytanie dzisiaj jest następujące: czy politycy Platformy
Obywatelskiej blokowali ją dlatego, że być może było podej... czy jest
podejrzenie o korupcję, czy był przeciek z kancelarii pana premiera Donalda
Tuska, kiedy otrzymał informację o tych zdarzeniach i czy Donald Tusk
poinformował swoich kolegów o tym, bo oni ewidentnie zmienili swoje zachowanie
po wizycie Mariusza Kamińskiego? Tych pytań jest bardzo dużo.
H.S.: No tak, ale
jeżeli Platforma Obywatelska będzie obstawała przy swoim i chce, żeby
ewentualna komisja śledcza zbadała lata również począwszy od 2003 roku, to Sojusz
Lewicy Demokratycznej i Prawo i Sprawiedliwość raczej Platformy nie
przegłosuje.
G.N.: No,
prawo jest następujące: większość ma większość.
H.S.: No właśnie.
G.N.: Dzisiaj
jest tak, że Platforma i PSL mają większość w parlamencie i oni mogą przegłosować
wszystko. I tak się najprawdopodobniej stanie. Dlatego powiedziałem: bardzo
żałuję, że Platforma jakby nie dotrzymuje słowa. Dlaczego nie dotrzymuje słowa?
Po pierwsze – w kampanii wyborczej w roku 2007 Platforma mówiła o pewnych
standardach, o tym właśnie, że jak tylko pojawi się korupcja na ich zapleczu,
niedociągnięcia, niesubordynacja, niekompetencja, to będzie Donald Tusk bardzo szybko
reagował. Kiedy pojawią się zjawiska korupcyjne, będzie komisja śledcza. No i
my dzisiaj wiemy dokładnie, że są podstawy ku temu, aby sądzić, że coś się
działo złego przy pracy nad tą ustawą w tej kadencji.
H.S.: No ale
Platforma twierdzi, że coś się działo złego w tej sprawie również wcześniej...
G.N.: No to
tłumaczę...
H.S.: ...i jeżeli
już wyjaśniamy, to wyjaśnijmy i to, co było wcześniej złego.
G.N.: To
tłumaczę. Wszystkie niejasności w latach 2003–2005 zostały wyjaśnione przez
prokuraturę. Wszystkie. Podwójnie nawet, bo dwa razy była sprawa kierowana do
prokuratury i dwa razy sprawa została zakończona. I nikt nie dostał... nikomu
nie zostały postawione żadne zarzuty. Nikomu. I przypominam, że w latach 2003–2005... mówię tylko o rządach
SLD, bo rządy PiS-u mnie nie interesują, że w latach 2003–2005 również byli
przesłuchiwani i również byli w kręgu, że tak powiem, zainteresowania
prokuratury politycy Platformy Obywatelskiej, również Zbigniew Chlebowski. Ale
prokuratura zakończyła te sprawy i nie dopatrzyła się żadnych uchybień.
H.S.: Panie pośle,
te wszystkie rzekome czy rzeczywiste afery jakoś nie dotykają Platformy
Obywatelskiej jeśli chodzi o sondaże, w sondażach popularności Platforma
Obywatelska bije na głowę wszystkie ugrupowania.
G.N.: Prawda.
H.S.: Nie
frustruje to pana?
G.N.: Nie. Ja
jestem przygotowany na to, aby budować formację i zaufanie na długą drogę,
powoli, spokojnie będziemy przekonywali, że jesteśmy alternatywą dla dwóch
prawicowych partii – dla PiS-u i dla Platformy...
H.S.: Ale to
bardzo powoli, opornie idzie przekonywanie.
G.N.: To też
nie jest tak, że jedna afera czy jedno zdarzenie momentalnie odsuwa elektorat
od jednej partii politycznej. Wyborcy czekają, czekają na reakcję Platformy
Obywatelskiej, będą oceniali prace przy okazji afery stoczniowej, afery
hazardowej. Ja nie jestem politykiem, który się gorączkuje. Sojusz Lewicy
Demokratycznej był w kryzysie i to bardzo dużym, nie zmieniał nazwy, nie
zmieniał logo, pokazywał, że potrafi się zmieniać wewnętrznie. Dzisiaj mamy
kilkanaście procent poparcia, to jest dużo...
H.S.: Albo kilka
procent, w zależności od sondażu.
G.N.: Sondaże...
prawda, natomiast był najlepszy sondaż i najbardziej wiarygodny, to są wybory do
Parlamentu Europejskiego kilka miesięcy temu i ten sondaż pokazał wprost, że te
kilkanaście procent to jest to, co Sojusz uzyskał w tych wyborach. To pokazuje
pewną stabilizację naszego poparcia i daje nam taki piękny asumpt do tego, żeby
dzisiaj to poparcie powiększyć.
H.S.: Mówi pan o gorączkowaniu
się. Nie gorączkuje się pan, kiedy pan się dowiaduje á propos tych sondaży, że
najlepszym kandydatem z lewicy byłby Wojciech Olejniczak na prezydenta?
G.N.: To
znakomity polityk.
H.S.: A coś
więcej?
G.N.: Kto będzie
naszym kandydatem, to ogłosimy niebawem.
H.S.: Ale jak pan
to ocenia, komentuje? Tego rodzaju sukces jednak.
G.N.: Ja się
bardzo cieszę, jeżeli politycy SLD mają dobre wyniki, cieszą się zaufaniem, nie
tylko Wojciech Olejniczak, ale Jolanta Szymanek–Deresz, a w niedawnych
sondażach polityk lewicy Włodzimierz Cimoszewicz wygrywał nawet z Donaldem
Tuskiem...
H.S.: A Grzegorz
Napieralski na czwartym miejscu?
G.N.: Grzegorz
Napieralski już wielokrotnie deklarował, co będzie robił w czasie kampanii
wyborczej, w kampanii prezydenckiej, więc...
H.S.: Wspierał
kandydata Sojuszu. Kiedy to się rozpocznie?
G.N.: Mamy
swój kalendarz przyjęty. Nie ulegamy tej histerii dzisiaj w walce już wyborczej
Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, więc naprawdę my spokojnie przygotowujemy
się, dlatego że dla nas oprócz ważne jest, kto to będzie, ale ważne też, z jaką
ofertą pójdzie do Polaków. Więc prace bardzo trwają rzetelnie na zapleczu SLD i
my tej histerii, jeszcze raz przypomnę, tej, która dziś już trwa wyborczej
Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, nie ulegamy.
W.M.: Posłowie
sejmowej komisji ds. służby specjalnych spotkają się dziś z szefem ABW
Krzysztofem Bondarykiem i wiceszefem Agencji Jackiem Mąką. Czego pan oczekuje
po tym spotkaniu?
G.N.: Dobrze,
że to się stanie, to dobra decyzja komisji. Po pierwsze – od szefa ABW
wyjaśnień, co się dzieje tak naprawdę w jego Agencji. Od wiceszefa ja oczekuję,
że złoży rezygnację i odejdzie.
H.S.: Za co?
W.M.: To chodzi o nieprawidłowości
w związku z podsłuchami dziennikarzy.
G.N.: No,
jeżeli podsłuchuje się osoby prywatne i ich prywatne rozmowy i one nie są
likwidowane, nie są kasowane, nie są niszczone, więcej – są przechowywane,
wiceszef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego używa tych podsłuchów do swoich
prywatnych celów, czyli do swojej rozprawy w sądzie...
H.S.: No ale ABW
mówi, że to nie my, to przecież prokuratura zezwoliła się na to czy domagała
się wręcz.
G.N.: Dlaczego
te nagrania prywatnych rozmów nie dotyczące sprawy nie zostały zniszczone?
Dlaczego adwokat wiceszefa ABW poprosił o takie materiały? Skąd miał taką
wiedzę, że akurat tak trafnie zgłosił się do prokuratury? Dlaczego znowuż te
podsłuchy wypłynęły? No, ja czuję się... po tych informacjach czuję się w Polsce
bardzo nieswojo, znaczy taka atmosfera duszności dzisiaj w Polsce postaje, że
każdy...
H.S.: Nie
przesadza pan?
G.N.: Nie. Że
każdy może być podsłuchany, że jest podsłuchiwana jakaś osoba, przecież ta
osoba kontaktuje się z dwudziestoma innymi osobami i te dwadzieścia osób
kontaktuje się z następnymi, czyli każdy może być przy okazji podsłuchiwania
jednej osoby podsłuchiwany. No, ja się czuję naprawdę nieswojo. Nie wiem, czy
ja jestem podsłuchiwany, czy nie, nie wiem i nawet nie chcę wiedzieć, nie
interesuje mnie to. Ale naprawdę Polacy dzisiaj czują się nieswojo, to znaczy
że każdego można podsłuchać, prywatne rozmowy...
H.S.: No bo skoro
jest na przykład 12 służb, które mogą podsłuchiwać, legalnie nawet obywateli,
bo prawo na to zezwala...
G.N.: No oczywiście,
że mogą, znaczy z mojej wiedzy wynika, że one mogą, 9 służb ma takie szybkie
uprawnienia do zakładania podsłuchów.
H.S.: To trzeba to
zlikwidować, czyli zmienić prawo?
G.N.: Nie,
trzeba mieć kontrolę nad służbami, dlatego żeby nie było tak, że prywatna
rozmowa, nasza prywatna rozmowa o pogodzie, o problemach rodzinnych, o
problemach w pracy, o przyjemnościach, o wakacjach nie stała się przedmiotem
debaty publicznej, bo to jest naprawdę...
H.S.: Ale to chyba
nie jest zainteresowanie... tego rodzaju rozmowy nie są przedmiotem
zainteresowania specjalnych służb.
G.N.: Ale jak widać
z ostatnich wydarzeń, są, ponieważ wyciekły do mediów. I to jest bardzo niepokojące.
Otóż jeżeli jest prowadzone postępowanie wobec jakiejś osoby, która jest
podejrzana o popełnienie przestępstwa, proszę bardzo, podsłuchujmy, budujmy
wokół tej osoby siatkę agentów, żeby sprawdzić, jakiego typu przestępstwo
mogłaby popełnić. Ale jeżeli nagrywa się prywatne rozmowy ludzi, którzy
rozmawiają o różnych rzeczach i tych rozmów się nie kasuje i nie niszczy, one
są przez jakiś czas, nie wiadomo jaki przechowywane i później ujawniane mediom,
każdy z nas, naprawdę każdy z nas może stać się ofiarą takich podsłuchów.
W.M.: Panie przewodniczący, kolejna afera, afera
stoczniowa, a tymczasem Aleksander Grad, minister skarbu, mówi, że prowadzone
są rozmowy z inwestorami, którzy mają być zainteresowani kluczowymi częściami
majątku stoczni i w Szczecinie, i w Gdyni.
G.N.: Ja
dziwię się bardzo, że Donald Tusk nie wyciągnął konsekwencji od ministra Grada,
że dalej jest na swoim stanowisku. Fakty są takie...
H.S.: Bo ma
jeszcze do wykonania pewne zadania, jak mawiał premier.
G.N.: Tylko że
raz je wykonał bardzo nieudolnie. Informacja była następująca – że stocznie
zostaną sprywatyzowane, sprzedane i będą produkowały statki, ludzie będą mieli
pracę i zakłady kooperujące też będą pracowały dalej dla stoczni. To się nie
udało mimo wszystkich zapewnień. Wiemy dzisiaj fakt następny, że są niejasności
w prowadzeniu przetargu i że te niejasności są udokumentowane. Ja nie wiem, czy
tam była próba korupcji, czy po prostu nieudolność pracowników. To jest sprawa
drugorzędna do wyjaśnienia przez odpowiednie służby. Ale dla mnie istotne jest
to, że dzisiaj nie ma produkcji w stoczni, już któryś miesiąc nie produkuje się
statków, że kontrakty nam uciekają, a ludzie tracą pracę.
W.M.: A minister
Grad mówi: pojawiają się inwestorzy, przyjeżdżają na spotkania, rozmowy,
wizytują stocznie, „nie daliśmy się zwariować psychozie”.
G.N.: Coś mi
się tak przypomina, że podobne słowa padały w czasie kampanii wyborczej kilka
miesięcy temu.
H.S.: Ale teraz
nie ma żadnej na razie kampanii wyborczej.
G.N.: „Przyjeżdżają
inwestorzy, będzie wszystko w porządku”, a więcej było powiedziane: nagle
sukces, mamy inwestora, który nie wiadomo, kto to jest, bo do dzisiaj nie
wiemy, co to był za inwestor, to jest mgliste tłumaczenie. Oby się udało, tylko
naprawdę nie wierzę, że znowuż człowiek, który potknął się, który dokonał złych
działań i nie ma dzisiaj inwestora, znów prowadzi takie negocjacje. W
normalnych demokratycznych państwach ponosi się odpowiedzialność polityczną.
Minister czy osoba, która prowadzi takie działania, jeśli się jej nie udaje, ta
osoba traci stanowisko, dlatego że doprowadziła do upadku ważnych negocjacji.
W.M.: To zwolnił
pan dzisiaj szefa ABW i ministra Grada.
G.N.: Wiceszefa.
W.M.: Wiceszefa.
G.N.: Wiceszefa,
dlatego że ewidentnie wskazanie jest na wiceszefa ABW, że popełnił bardzo
radykalne i bardzo konkretne błędy.
H.S.: I ministra
skarbu.
G.N.: Pan
minister Grad, od dawna mówimy: powinien odejść ze stanowiska. Zresztą Donald
Tusk to zapowiedział: jeżeli nie uda się dokończyć sprawy stoczni do końca
sierpnia, minister Grad będzie musiał odejść. Pytanie: co się stało, co
minister Grad wie, jaką ma wiedzę i dlaczego Donald Tusk go chroni?
H.S.: Mówi pan
teraz jak prezydent Lech Kaczyński.
G.N.: Nie
wiem, co mówi Lech Kaczyński...
H.S.: No właśnie
stawia te same pytania.
G.N.: To są
pytania opozycji i pytania wielu ekspertów i specjalistów, to nie są pytania
prezydenta. I to są pytania zwykłych ludzi w Szczecinie.
W.M.: Dziękujemy
bardzo. Grzegorz Napieralski, Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w
Sygnałach Dnia.
(J.M.)