Wiesław Molak: W
naszym studiu Paweł Poncyljusz, Prawo i Sprawiedliwość. Dzień dobry, witamy.
Paweł Poncyljusz: Dzień
dobry państwu, dzień dobry panom.
Henryk Szrubarz: Posłowie
Prawa i Sprawiedliwości ochoczo przyłączyli się do populistycznej hucpy, panie
pośle?
P.P.: Nie
sądzę, bo rozumiem, że mówimy o ustawie hazardowej.
H.S.: Tak jest,
tak to określa Marek Migalski, eurodeputowany z Prawa i Sprawiedliwości.
P.P.: Ja się z
Markiem Migalskim nie zgadzam. W Prawie
i Sprawiedliwości wolno się nie zgadzać między sobą, aczkolwiek też w
odpowiednim stylu. Rząd Platformy Obywatelskiej w temacie ustawy hazardowej
zachował się po pisowsku, to znaczy jest bardzo ostry, jeśli chodzi o
rozwiązania. My możemy tylko, jeśli chodzi o samego ducha tej ustawy, to
przyklasnąć. To, co dzisiaj budzi nasze wątpliwości, to dwie rzeczy: tempo, dwa
lata nic nie robiono z tym, dwa lata...
H.S.: No,
pisowskie tempo, jak pan to określił właściwie.
P.P.: To zaraz
wrócę do tempa. Ja rozumiem, o co panu chodzi, ale jeżeli mamy bolesne
doświadczenia z czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości, że za szybkie
przyjmowanie ustaw kończy się źle w Trybunale Konstytucyjnym, to dokładnie to samo
może spotkać ustawę hazardową. I jest drugi właśnie element tej
niekonstytucyjności, bo mamy bardzo surową opinię Biura Analiz Sejmowych, która
mówi, że co najmniej 5, może 7 punktów całej tej nowelizacji jest niezgodnych z
Konstytucją i prawdopodobnie przysłowiowy pan Sobiesiak, który złoży skargę do Trybunału
Konstytucyjnego, za pół roku będzie zacierał ręce, ciesząc się z tego, że ta
ustawa nie obowiązuje.
H.S.: Ale
przykładacie do tego rękę.
P.P.: Nie
przykładamy do tego rękę. Jak będziemy głosować jutro, nie przesądzałbym. Ja
osobiście jestem zwolennikiem w ogóle nieuczestniczenia w finałowym głosowaniu.
Ja jestem...
H.S.: Słucham? Nie
będzie pan brał udziału w tym głosowaniu?
P.P.: W tym
głosowaniu finalnym, w którym mówi: kto z państwa jest za przyjęciem ustawy?. Ja
osobiście jestem sceptycznie nastawiony w ogóle do głosowania, ale to na znak
protestu, jeśli chodzi o styl i tryb uchwalania tej ustawy. Jeśli wczoraj
komisja finansów publicznych zaczęła prace w godzinach przedpołudniowych, a jak
ja wychodziłem o godzinie 19 z sejmu, to jeszcze cały czas ta praca...
H.S.: Czyli nie
rozumiem. Prawo i Sprawiedliwość popiera ideę, ustawę hazardową, a nie będzie za
nią głosowała?
P.P.: Panie
redaktorze, gdybyśmy tylko mówili o samych zapisach, o tym, że powstrzymujemy
od hazardu młodzież, która dzisiaj masowo uczestniczy, szczególnie przy jednorękich
bandytach, w grach na stacjach benzynowych, barach, restauracjach, to byśmy nie
mieli cienia wątpliwości. Ale jeżeli to jest tak, że w ciągu tygodnia galopem
przeprowadza się ustawę, która jest bardzo poważna, rodzi i skutki finansowe, i
skutki również takiego obciążenia politycznego, no bo jak będziemy się czuli za
pół roku, jeśli okaże się, że to był bubel legislacyjny z każdej strony, to
znaczy że ani nie ograniczyliśmy dostępu do jednorękich bandytów, z drugiej
strony właściciele kasyn i tak mają się dobrze, bo przypominam, że ta ustawa
proponuje zwiększenie limitu jednorękich bandytów, czyli tych maszyn takich, o
które przede wszystkim chodzi w kasynach, więc krótko mówiąc, co do idei tak...
H.S.: To po co
pracujecie nad tym, a dlaczego głośno nie protestujecie?
P.P.: Nie,
protestujemy, tylko też, panie redaktorze, dobrze wiemy, że dzisiaj
jakiekolwiek słowo krytyki ze strony Prawa i Sprawiedliwości jest oceniane
potrójnie źle na zasadzie, że rządzili, to teraz narzekają, z drugiej strony:
no bo to PiS, to wiadomo, że musi narzekać, i jeszcze trzeci argument: no,
sypią piach w tryby po to, żeby rząd nic nie mógł zrobić.
H.S.: W każdym
razie odrzucacie taki argument Marka Migalskiego, że zapowiedź delegalizacji
hazardu to zamach na wolność gospodarowania?
P.P.: Tu ja
bym był po... Nie, to nie. Ja stoję z boku, jeśli chodzi o taką ocenę, uważam,
że to jest branża, w której wolno nam ograniczać, ale też ograniczać zgodnie z
Konstytucją, i tutaj Biuro Analiz Sejmowych ma wątpliwości, czy to ograniczenie
jest zgodne z Konstytucją, czy nie idzie za daleko, bo między innymi chce się
za grę hazardową uznać gry bez żadnych wygranych, gdzie są jakieś fanty, losy i
tak dalej. Tak że trochę chyba przesadzono. Natomiast idea walki z hazardem,
delegalizacji części tego hazardu jest jak najbardziej po naszej myśli.
Natomiast styl, w jakim to się robi, tempo, w jakim to się robi, gdzie dwa lata
nic nie proponowano sensownego, no, budzi nasze wątpliwości.
W.M.: Komisja
śledcza ds. afery hazardowej – są świadkowie już wyznaczeni, między innymi Donald
Tusk, Grzegorz Schetyna, Mirosław Drzewiecki, Zbigniew Chlebowski, Mariusz
Kamiński, Adam Szejnfeld i Jacek Rostowski. Zadowala to Prawo i Sprawiedliwość?
H.S.: Obawy PiS-u były
bezzasadne w związku z tą listą potencjalnych świadków.
P.P.: A może to było tak, że gdyby te obawy nie były
na wstępnym etapie zgłaszane, to dzisiaj nie byłaby to tak długa lista. Ja mam
nadzieję, że z każdym dniem komisja hazardowa, komisja śledcza po pierwsze
rozpędza się i to w dobrym kierunku, to znaczy że nie ginie w proceduralnych
dyskusjach, kruczkach, co mieliśmy okazję obserwować na pierwszych posiedzeniach
tej komisji, a z drugiej strony...
H.S.: Czyli PiS zaczyna
cieplej się wyrażać o tej komisji?
P.P.: Nie,
nie, ja mówię tylko o tym, że jeśli się zgłosi... Znaczy cieplej. Oczywiście że
cieplej, bo jeżeli panowie mnie pytają, co ja na to, że jest tak długa lista i
że wszystkie osoby, które PiS zgłaszał...
H.S.: Nie no, bo
do tej pory byliśmy przyzwyczajeni do dosyć rytualnego krytykowania, jeszcze
zanim komisja powstała, właśnie tejże komisji, że Platforma chce właściwie
wszystko zmieść pod dywan.
P.P.: Nie, ale
możliwe, że te ostatnie tygodnie, gdzie również surowo został oceniony przewodniczący
Mirosław Sekuła, gdzie próbował ograniczać ilość pytań zadawanych pani minister
Suchockiej–Roguskiej, tp też spowodowało może to, że jest jednak krok wstecz ze
strony Platformy Obywatelskiej, która może zorientowała się, że takie kneblowanie
ust, ograniczanie listy świadków tylko jej szkodzi. I możliwe, że jest jakiś pozytywny
efekt z tego, że Prawo i Sprawiedliwość krzyczało, tupało nogą i mówiło:
pozwólcie komisji bez ograniczeń...
W.M.: Czyli krok
wstecz czy krok do przodu?
P.P.: Zależy,
dla kogo. Znaczy jeśli chodzi o Platformę Obywatelską, wydaje mi się, że to
jest krok wstecz, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to znaczy że ten upór
na samym początku, który prezentowała Platforma Obywatelska, szczególnie od
momentu, kiedy zadecydowano, że to jednak przewodniczący z Platformy
Obywatelskiej, jednak ten upór widać, że trochę lżeje i to akurat jest zwiastun
ewentualnej dobrej pracy w tej komisji. Mam nadzieję, ale to jest w interesie
również... o, to jeszcze chciałem ostatnią rzecz powiedzieć, również Platformy
Obywatelskiej, bo jeśli ta komisja nie odkryje wszystkiego, co jest do
odkrycia, to będziemy świadkami kolejnych odsłon za pół roku, za dziewięć
miesięcy, a to myślę, że wtedy będzie duży kłopot dla osób, które się z gazet
będą dowiadywały, jaką miały naprawdę rolę w tej aferze.
H.S.: Pojawili się
inwestorzy, którzy chcą kupić majątek stoczni w Gdyni i w Szczecinie.
P.P.: Ja się
cieszę i cieszyłem się...
H.S.: To dobra
zapowiedź?
P.P.: Byłem
optymistą wczoraj, kiedy zadawano mi to pytanie, czy wierzę, że w ogóle ktoś
złoży oferty po całym tym zamieszaniu katarskim. Cieszę się, dlatego że
uważam... zawsze jest lepiej, kiedy w stoczniach będą konkretni właściciele,
konkretni inwestorzy, niż ma tam hulać wiatr. Oczywiście nie cieszę się...
W.M.: Ale nie
wiadomo, czy będą budowane statki.
P.P.: Właśnie.
Nie cieszę się z tego, bo wiem, że prawdopodobnie nie przybędzie miejsc pracy
tak nagle tylko z tego powodu, że ten majątek polikwidacyjny zostanie objęty
przez jakichś inwestorów.
H.S.: Ale ktoś to
kupi i coś tam będzie produkowane.
P.P.: Ale ktoś
to kupi... Ale ten przetarg z Katarczykiem w tle też pokazał, że kilka
prywatnych firm stoczniowych pojawiło się w tym przetargu i ja byłem
zwolennikiem od razu sprzedania pojedynczo, po kawałku tych stoczni polskim inwestorom,
którzy budują statki. Bo na przykład firma Chris
produkowała m.in. dziób do największego statku pasażerskiego przynajmniej w
Europie, jeżeli nie na świecie, Queen Mary 2. A więc mamy w praktyce polskie
firmy, które na branży stoczniowej mają dobrą renomę i potrafią wykonywać
elementy, sekcje, komponenty dla zachodniego światowego przemysłu stoczniowego.
Tylko pozwólmy im normalnie funkcjonować i nie straszmy jakimś Katarczykiem,
nie obiecujmy gruszek na wierzbie, bo tak niestety trochę przebiegał poprzedni
przetarg. Więc jeśli uda się, co prawda wiem, że nie na wszystkie składniki
tego majątku pojawili się inwestorzy, ale jeśli to jest tak, że 7 chyba z 18
elementów Stoczni Gdynia ma szansę być sprzedane, to ja się cieszę, bo to oznacza,
że tam wróci normalność.
Nawiązując jeszcze do zwalnianych stoczniowców – dzisiaj mamy
paradoksalną sytuację, Stocznia Gdańska potrzebuje 400 stoczniowców i nie mogą
się w niej zatrudnić zwolnieni z Gdyni i ze Szczecina, dlatego że jeśli
zdecydowali się na program osłonowy przekwalifikowania na przykład na stylistę
psich fryzur, to taki stoczniowiec dzisiaj nie może z tego zrezygnować przed
upływem końca tego całego programu, no i z jednej strony brakuje nam
stoczniowców w Gdańsku, a z drugiej strony stoczniowcy Gdyni uczą się
strzyżenia psów.
W.M.: A jak w
Gdyni i w Szczecinie powstaną tylko apartamentowce na tym terenie, hotele?
P.P.: Nie
sądzę. Znaczy tak – powiedzmy sobie szczerze, to będzie też zależało dzisiaj od
włodarzy obu tych miast, bo jest plan zagospodarowania przestrzennego, który
jasno mówi: to są tereny przemysłowe. Więc jeśli prezydenci Gdyni czy Szczecina
podejmą takie decyzje, to sami piłują sobie gałąź, na której siedzą, bo szkodzą
de facto tej branży i mieszkańcom prawdopodobnie swojego miasta czy swoim nawet
wyborcom. Więc na pewno część tych terenów będzie prędzej czy później
przekwalifikowana na apartamentowce. Tak było w Gdańsku. Też w Gdańsku plan
(...) zakłada te apartamentowce w jakiejś części. Natomiast nie wierzę, że jak
ktoś kupuje duży dok czy mały dok w Gdyni czy suwnice, to w tym miejscu
powstaną apartamentowce, bo to się w żaden sposób nie opłaca.
H.S.: Panie pośle,
jest pan za tym, żeby krzyże były w przestrzeni publicznej?
P.P.: Jak
najbardziej.
H.S.: To dlaczego
pan nie podpisał projektu uchwały ugrupowania Polska+ w tej materii?
P.P.: No ale
to tak samo można zapytać mnie, dlaczego nie podpisałem sensownych projektów
ustaw, które zgłasza SLD czy PSL, czy PSL, czy Platforma Obywatelska...
H.S.: Nie podpisał
pan, dlatego że to robi konkurencja rozumiem.
P.P.: Znaczy
każdy jest kowalem własnego losu. Ja odbyłem rozmowę z przedstawicielami
Polski+, gdzie właśnie była propozycja, żeby się podpisać pod tego typu
inicjatywą. No, Polska+ nie podpisuje się pod inicjatywami Prawa i
Sprawiedliwości, tak że nie ma...
H.S.: I na odwrót,
bo władze PiS-u zakazują tego rodzaju praktyki.
P.P.: Ale
czemu się tu dziwić? Jest tak, że każda partia pilnuje swojej grupy, swoich pomysłów
i stara się być matką jakichś pomysłów (...)
W.M.: A czy to
jest tak, że Prawo i Sprawiedliwość się spóźniło, że to właśnie Prawo i
Sprawiedliwość powinno złożyć taki projekt?
P.P.: No,
myślę, że szczególnie ci posłowie, którzy są związani z takimi środowiskami
katolickimi, mogliby o tym pomyśleć. Dzisiaj to już jest troszkę za późno,
poniewczasie i to za chwilę... gdyby dzisiaj Prawo i Sprawiedliwość przygotowało
taki projekt uchwały, to już by było trochę odbierane jako taki szach dla
Polski+. Więc moim zdaniem tu się nie ma co ścigać, tutaj trzeba rozwiązać
problem, który jest niestety już szaleństwem europejskim, a nie stanowi to dyskusji
w Polsce. Na szczęście przynajmniej na razie, chociaż pani Senyszyn.
H.S.: A kto będzie
prezydentem Unii Europejskiej, kto szefem dyplomacji? Ma pan swoje typy?
P.P.: Nie, ja nie mam żadnych swoich typów. To
szczerze mówiąc trochę jest odległe od Polski. Może też dlatego, że polski rząd
na dość wstępnym etapie wyraził swoje desinteresment,
czyli brak zainteresowania wobec tych kandydatur, twierdząc, że jak Jerzy Buzek
jest już przewodniczącym Parlamentu, to już o nic więcej się nie można starać.
No, jest taki przykład Hiszpanii, kiedy z jednej strony pan... był
przewodniczący Parlamentu Europejskiego właśnie z Hiszpanii z grupy
socjalistów, pan Borrell bodajże, a z drugiej strony Javier Solana. Czyli są
przypadki państw, które starają się o pełną pulę. Natomiast myślę, że dzisiaj
będziemy się dowiadywać co do formuły wybierania tych kandydatów na przewodniczącego
Rady Unii Europejskiej, jak i również na szefa dyplomacji. Cały czas jest
dyskusja, czy to ma być naprawdę człowiek, który jest osobowością i który
kreuje cokolwiek, nawet jeżeli będzie to człowiek, który ma przede wszystkim
doprowadzać do kompromisu, czy to ma być kaowiec, który będzie fundował
ciasteczka i herbatki, uśmiechał się, a główne decyzje będą zapadały w Berlinie
i w Paryżu, bo taka jest obawa, że zrobiliśmy... jest traktat europejski, mają
być (...)
H.S.: Ale według
ostatnich informacji Polska odgrywa znaczącą rolę, jeśli chodzi o sposób
wybierania kandydatów.
P.P.: To
znaczy Polska znacząco... Znaczy na razie jest propozycja ministra spraw zagranicznych
odnośnie trybu wyboru ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej i to jest
dobry kierunek, ale powiedzmy sobie szczerze, to jest tylko dyskusja o
procedurze, a nie o kandydatach z polskimi nazwiskami.
W.M.: Panie pośle,
płaci pan abonament?
P.P.: E...
H.S.: O, długo się
pan zastanawia.
P.P.: Tak,
długo się zastanawiam, bo ja zmieniam mieszkanie, tak że z tego powodu
poprzednio...
H.S.: No ale
radioodbiornik pan posiada? Czy nie?
P.P.: Słucham?
H.S.: Radioodbiornik
pan posiada?
P.P.: No
posiadam...
H.S.: No to musi
pan płacić...
P.P.: Za
chwilę...
H.S.: ...w myśl
obowiązującego prawa.
P.P.: Tak, ale
to powiem szczerze, że właśnie to muszę uzupełnić, bo jestem w nowym
mieszkaniu, tak że będę płacił...
H.S.: A ma pan
jakiś pomysł... Dziękujemy.
P.P.: Dla
panów, bo to też rozumiem, że jest dziś kryzysowa sytuacja.
H.S.: Obecność
polityków w mediach publicznych jest realizowaniem misji właśnie.
P.P.: Misji,
jak najbardziej. Tak że właśnie ostatnio sobie uświadomiłem, że mogę poczuwać
się jako osoba (...)
W.M.: Mogę pomóc.
H.S.: Co pan
jeszcze zrobi poza tym, że zapłaci pan abonament, na rzecz mediów publicznych?
W.M.: Co można
zrobić właśnie, żeby płacili wszyscy?
P.P.: Znaczy
dobrze by było, gdyby w sejmie odbyła się taka trochę apolityczna dyskusja,
jeżeli można mówić o jakiejkolwiek dyskusji w parlamencie apolitycznej, w
której uzgodnimy pewną formułę finansowania mediów publicznych, ale nie w toku
awantury i przepychanki, czyj ma być prezes Polskiego Radia czy czyj ma być
prezes Polskiej Telewizji. W tej kadencji sejmu dwa razy koalicja poniosła
klęskę właśnie dlatego, że pod płaszczykiem niby ustanowienia jakiegoś
sztywnego finansowania mediów publicznych tak naprawdę dążono do wymiany zarządów
i to było głównym powodem, że te ustawy nie przechodziły. Natomiast mam
nadzieję, że po tych dwóch klęskach przyjdzie za chwilę moment, może i po
aferze hazardowej, do tego, żeby usiąść i porozmawiać...
H.S.: W tym roku
jeszcze?
P.P.: ...we
wszystkie strony polityczne o tym, jak finansować. I moim zdaniem to powinien
być jakiś dodatek do podatku, to znaczy my i tak ten podatek płacimy, no bo
abonament jest parapodatkiem, tylko żeby to zrobić na takich zasadach, że nikt
nie ma szansy ucieczki przed tym. I powiedzmy sobie szczerze, dzisiaj nie ma
Polaka...
H.S.: Również z Prawa
i Sprawiedliwości.
P.P.: Również
poseł Paweł Poncyljusz, nie ma Polaka, który by tak naprawdę nie miał dostępu w
swoim domu co najmniej do radia, a i też do telewizora. Więc myślę, że to już
nie jest dyskusja, że ktoś ma telewizor, a ktoś go nie ma. Po prostu gdyby to
był dodatek do każdego PIT–u, chyba byłoby to najprostsze. I takie propozycje
się pojawiały, ale one zostały odrzucone na zasadzie: każdy pomysł dobry, byle
narodził się w naszej głowie. Ponieważ nie narodził się w głowie koalicji, no
to musiał zostać odrzucony.
W.M.: Paweł
Poncyljusz, Prawo i Sprawiedliwość. Dziękujemy bardzo.
P.P.: Dziękuję.
W.M.: I proszę nie
zapomnieć o wizycie na poczcie.
P.P.: Już idę
dzisiaj.
(J.M.)