Wiesław Molak: W
studiu w Parlamencie Europejskim w
Brukseli nasz kolejny gość: Marek Siwiec, europoseł Sojuszu Lewicy
Demokratycznej. Dzień dobry, witamy.
Marek Siwiec: Dzień
dobry, dzień dobry państwu.
Henryk Szrubarz:
Dziś poznamy dwa kluczowe stanowiska w Unii Europejskiej – przewodniczącego czy
też prezydenta Unii Europejskiej i szefa dyplomacji?
M.S.: No,
wszystko na to wskazuje. Ten kocioł kadrowy, bo to rzeczywiście jest kocioł,
gdzie krzyżują się rozliczne interesy, kilkadziesiąt nazwisk, jakby dobrze
policzyć, w pewnym momencie musi się jakoś zamknąć i wydać z siebie jakiś
produkt. Unia Europejska od 1 grudnia, o czym wszyscy wiedzą, będzie, jak to
się mówi, pod nowym traktatem, traktatem lizbońskim. I byłoby czymś totalnie
absurdalnym, aby po dobrych 7 latach oczekiwania mieć traktat, a nie mieć
dowódców Unii Europejskiej.
H.S.: Dlaczego tak
trudno wybrać te dwa stanowiska w tej chwili?
M.S.: Ktoś mi
powiedział bardzo mądrze, że gdyby to był konkurs piękności albo mądrości, to
można by w dość prosty sposób określić, kto jest najlepszy. Ale to jest
krzyżowanie interesów wielkich, małych, biednych i bogatych, Wschodu z
Zachodem, Południa z Północą...
H.S.: I jaki
interes ma Polska?
M.S.: No,
Polska w tej chwili... szczerze mówiąc ja nie jestem tutaj do końca obiektywny,
bo patrzę z pewnym zażenowaniem na niektóre nasze kroki. Wygląda tak jakby
jakiegoś wielkiego interesu nie miała, jakby spoczęła już z bronią u nogi,
uważając, że w momencie powołania Jerzego Buzka właściwie dostaliśmy to, na co
oczekiwaliśmy i na co sobie zasłużyliśmy. Nie wiem właściwie kogo Polska
popiera, polskie władze, natomiast obiektywnie jako kraj mamy interes taki, aby
Unia była lepiej zarządzana, aby była bardziej spójna, bardziej wyraźna, no i w
tym momencie wszystkie nazwiska, które dają tego typu perspektywę, wydają się
korzystne dla Polski. Druga (...)
W.M.: A ten pomysł
na casting, przepraszam?
M.S.: Ano to
jest dosyć kuriozalne. Ja patrzę teraz, jak się nasze władze wycofują z tego
pomysłu, ponieważ to, co brzmiało atrakcyjnie z punktu widzenia pi–arowskiego,
że powinno być transparentnie, demokratycznie, otwarcie, no i właśnie tak, żeby
wygrał najpiękniejszy albo najmądrzejszy, to akurat w tym rozdaniu nie
działa...
H.S.: Ale dzięki
temu, panie pośle, staliśmy się w centrum uwagi, do premiera Tuska dzwonią
najważniejsi politycy Unii Europejskiej, mamy poczucie...
M.S.: Ale dzwonią
do wszystkich.
H.S.: ...że
jesteśmy w centrum tej gry.
M.S.: No to
jeżeli to jest sposób na uzyskanie centralności w grze, to ja mogę tylko
pogratulować dobrego samopoczucia. Mnie się wydaje, że to mogło być wypowiedziane
jako pewien luźny pomysł, ale nie jako inicjatywa dyplomatyczna dużego kraju.
Od początku było wiadomo, że nic z tego nie będzie. Jeżeli to jest... Tak
nawiasem mówiąc dzwoni premier Szwecji do każdego premiera i nie trzeba było takich
kuriozalnych pomysłów prezentować, aby uzyskać telefon od premiera Szwecji.
Więc ja po prostu uważam – im szybciej zapomnimy o tym castingu, tym lepiej.
Nie wiem, jaki sposób nasze władze, minister spraw zagranicznych i jego
podwładni wyobrażali sobie, że oto premierzy i prezydenci będą przed sobą
defilować i opowiadać, jak to by chcieli ładnie zorganizować Unię Europejską. A
inni politycy też bardzo się cenią i w tym konkursie bardzo ważne jest to, kto
przegra i w jakim stylu przegra i żeby nie został upokorzony tą przegraną.
W.M.: A czy w
Polsce jest polityk, który mógłby wziąć udział w tej rozgrywce?
M.S.: No są
politycy, którzy mają takie kwalifikacje. Natomiast nie zostali do tej
kwalifikacji akurat na tym etapie zgłoszeni. Całe nasze aktywa zostały, jakby
to powiedzieć, wykorzystane, gdy zabiegano o pozycję dla Jerzego Buzka. W tej
chwili już się nie liczymy w tej grze.
H.S.: A teraz
musimy walczyć o dobrą tekę komisarza Unii Europejskiej dla Janusza
Lewandowskiego rozumiem.
M.S.: Ja
myślę, że to nie jest aż tak trudne, dlatego że Janusz Lewandowski ma bardzo
dobrą reputację, był przez 2,5 roku przewodniczącym Komisji Finansów. Zapewne
przewodniczący Komisji widzi go gdzieś w tym obszarze. To nie jest też tak, że
dla Barroso jest zupełnie obojętne, kto jaką tekę obejmie, dlatego że on albo
będzie miał pożytek z dobrego człowieka w dobrym miejscu, albo będzie miał
kłopoty związane z brakiem kompetencji. Więc myślę, że tu jest znacznie
prościej.
H.S.: Panie pośle,
NATO jest bardzo zaniepokojone ostatnimi manewrami na granicy rosyjsko–białoruskiej,
na granicy blisko Polski. Jest się czego bać istotnie?
M.S.: Ja
myślę, że tu nie chodzi o strach. Ja nie wierzę, aby Polacy odczuwali coś w
rodzaju zagrożenia, natomiast reakcja władz polskich i w konsekwencji
stanowisko Sojuszu jest bardzo właściwa, dlatego że dzisiaj w Europie, jeżeli
ktoś organizuje manewry, w których chce stłumić powstanie mniejszości
narodowej, a mowa o rzecz jasna mniejszości polskiej na Białorusi, albo chce
bronić bezpieczeństwa rurociągu, który jeszcze nie istnieje, Rurociągu
Północnego...
H.S.: Albo
odeprzeć atak z Zachodu.
M.S.: No, tam
zdaje się te dwa cele, o których ja powiedziałem, były przede wszystkim wyeksponowane.
To jest tak jakby po prostu zachęcać do niebezpiecznej gry. Na razie to jest
gra strategów, na razie to się odbywa z udziałem ograniczonej ilości wojska,
ale to się już zaczyna mentalnie odbywać. To jest mniej więcej tak, gdyby
Sojusz Północnoatlantycki zgromadził 40 tysięcy żołnierzy, 100 samolotów i 1000
czołgów, bo zdaje się takie siły ćwiczyły po naszej wschodniej granicy na
Białorusi, i gdybyśmy my szykowali się do odparcia ataku z Zachodu. Ciekaw
jestem, jakby Rosjanie zareagowali, pewnie byliby zdziwieni i mieliby pełne
prawo zapytać swoich partnerów z Sojuszu, bo są partnerami Sojuszu
Północnoatlantyckiego, co wy tak naprawdę robicie i co wy o nas myślicie.
H.S.: NATO
zaniepokojone tym, co działo się w czasie tych manewrów i ćwiczeń, natomiast
szczyt Unia Europejska – Rosja przebiegał w zaskakująco chyba dobrej
atmosferze.
M.S.: No tak,
po pierwsze przebiegał. Ja bym to słowo zaakcentował, dlatego że Rosjanie w
ogóle nie chcieli tego szczytu, oni byli tak oburzeni na Szwedów, którzy
porównali wojnę gruzińsko–rosyjską do inwazji hitlerowskiej na Europę...
H.S.: No ale teraz
Szwedzi zgodzili się na budowę Gazociągu Północnego.
M.S.: No,
przede wszystkim odbył się szczyt, więc dlatego ja stwierdzam, że to jest
ważne. Po drugie tam jednak był taki roboczy ton rozmowy, dlatego że pakiet
dyskusji między Rosją i Unią Europejską jest bardzo szeroki i jednak
wymieniłbym w kolejności tak: to, co nas interesuje to bezpieczeństwo
energetyczne, to, co ich interesuje to wizy. Cały czas trwają negocjacje nowej
umowy, nowego porozumienia między Unią Europejską a Rosją. Tak że powiedziałbym
zrobił się z tego roboczy, całkiem rzetelny szczyt i jedna wiadomość z tego
szczytu jest bardzo ważna. Otóż Rosjanie decydują się na wprowadzanie ograniczeń
emisji dwutlenku węgla, więc gdyby tak się stało i w kontekście np. decyzji
chińskich i amerykańskich, no to jednak zyskują dobrą reputację w oczach Europejczyków.
W.M.: Włodzimierz
Cimoszewicz jeszcze raz powiedział, jeżeli chodzi o kandydaturę na prezydenta:
nie, nie i jeszcze raz nie. Ale dodał, jak zwykle: ale gdyby groziła reelekcja
Lecha Kaczyńskiego, to wtedy wystartuję. To nie jest zagrożenie dla Sojuszu
Lewicy Demokratycznej?
M.S.: Zagrożeniem
jest taki stan między ustami a brzegiem pucharu, kiedy nie wiadomo, czy
właściwie Włodzimierz Cimoszewicz chce kandydować, czy nie chce kandydować.
Mnie się wydawało i nie tylko mnie, ja czytam wnikliwie to, co ten polityk
mówi, że zrezygnował z kandydowania. I jeżeli zrezygnował, to powinien to jasno
powiedzieć. Jeśli zamierza kandydować, to też powinien to jasno powiedzieć. Dla
Sojuszu niedobrą sytuacją jest to, gdy my właściwie nie wiemy, co wokół tej
osoby może się wydarzyć, czyli trwa taki stan takiej szarości. Otóż on
zapełnia, Włodzimierz Cimoszewicz zapełnia pewną przestrzeń emocji prolewicowego
elektoratu, dlatego że jest dobrze oceniany przez bardzo wielu Polaków i tak
długo, jak myśli się o nim jako o potencjalnym kandydacie, to nie myśli się o
kim innym. Natomiast sytuacja, w której...
M.S.: Rozumiem, że
chce pan, żeby Włodzimierz Cimoszewicz złożył jasną deklarację.
M.S.: Tak,
zdecydowanie, bo deklaracja jego na tak oznacza, że my jako partia będziemy
wobec tej kandydatury opowiadać się, pewnie się opowiemy pozytywnie, natomiast
deklaracja, że nie, będzie oznaczała, że musimy wskazać swojego kandydata. I to
jest proste i tego bym oczekiwał, żeby to się zdarzyło do grudnia, bo my w
grudniu będziemy na naszej konwencji mówić o tym, kto ma stworzyć alternatywę
dla tej niby alternatywy pisowsko–platformianej.
H.S.: Panie pośle,
płaci pan abonament?
M.S.: Płacę, oczywiście.
H.S.: A co pan
zrobi, żeby płacenie abonamentu stało się powszechne?
M.S.: Wie pan,
ja bym chciał przede wszystkim... Skoro pytanie jest osobiste, to ja odpowiem
bardzo osobiście. Otóż ja się czuję osobiście obrażany przez przedstawicieli
Platformy, którzy stworzyli z wojny z abonamentem taką marną wojenkę o tani poklask.
Jeśli chce Polska i Polacy mieć dalej media publiczne, a udało się je ochronić w
najtrudniejszym okresie, bo ten okres ekspansji mediów komercyjnych (i chwała,
że tak się stało) był trudnym momentem, w którym jednak media publiczne się
obroniły. To jest naprawdę żywa struktura bardzo zróżnicowanej oferty programowej
od radia, mimo wszystko ciągle patrząc na telewizję. I teraz jeżeli to dobro
wspólne zostaje narażone poprzez takie właśnie kacykowe deklaracyjni, wojenki,
o to... opór publiczny, niezgoda obywatelska, i stoi na czele tego premier, ja
się po prostu buntuję i czuję się obrażony jako obywatel, który temu
obowiązkowi się poddaje. Tak, ja się poddaję, czasami mam opóźnienia, dostaję ponaglenie,
płacę jakąś karę, ale tak, ja płacę abonament i namawiam wszystkich, którzy z
czystym sumieniem myślą o przyszłości tej sfery życia publicznego, aby po
prostu płacili, aby po prostu pokazali w ten sposób przysłowiową figę albo bardziej
dosadnie panu premierowi i platformianym dowódcom, że na to nie ma zgody.
W.M.: Panie pośle,
a mówi się w Brukseli o wirusie AH1N1?
M.S.: Oczywiście
że się mówi, to wisi. Z tym, że powiem uczciwie – ten moment, kiedy dociera do
świadomości publicznej informacja o pierwszej ofierze śmiertelnej, to jest taki
moment, kiedy ta informacja już nie to, że się o niej mówi, tylko że ona puka
do drzwi i wtedy zaczyna być czymś materialnym. Tu jeszcze czegoś takiego nie
było. Ta epidemia idzie ze wschodu, wiemy, co się dzieje na Ukrainie, wiemy, co
się dzieje w Polsce, w innych krajach. Więc oni mają najgorsze przed sobą, ale
zdecydowanie są lepiej przygotowani. I mają szczepionki.
W.M.: Bardzo
dziękujemy za rozmowę. Marek Siwiec, europoseł, Sojusz Lewicy Demokratycznej.
(J.M.)