Program 1... pod każdym względem

SYGNAŁY DNIA


Nie atakować posłańców

01.10.2003 07:20

Leszek Balcerowicz

Rozmawiał: Krzysztof Grzesiowski

Euro drożeje. Czy inwestorom puszczają nerwy?

Gość Sygnałów Dnia: prof. Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego.

Panie prezesie, wczoraj za 1 euro rano trzeba było płacić 4,65 zł. To najwyższy kurs w historii. Może być jeszcze droższe?

Leszek Balcerowicz
— Jest, jak widać, spora niepewność na rynku walutowym i spore zmiany w ostatnim okresie. One w części wynikają z czynników wewnętrznych, a mianowicie euro wzmacniało się w stosunku do dolara, w związku z tym złoty słabł w stosunku do euro, ale wciąż niewątpliwie wahania i niepewność odbijają zaniepokojenie perspektywami finansów naszego państwa. I mógłbym powiedzieć, że oczywiście w interesie naszego rozwoju leży usunięcie źródeł tych niepokojów. Nie chodzi o to, żeby to robić dla analityków albo dla rynków. Chodzi o to, żeby to zrobić dla Polski, czyli dla własnego kraju. Mówię o tym, że rząd wobec sytuacji narastającej choroby finansów publicznych, która zagraża trwałości naszego rozwoju, ma po prostu odpowiedzialność za to, żeby źródła choroby usunąć, czyli zrobić to, o czym wiadomo przecież od dłuższego czasu — wprowadzić w życie i to szybko pakiet rozwiązań, które by uzdrowiły finanse naszego państwa, więc zredukowały wydatki, usunęły straty w przedsiębiorstwach dzięki ich reformie, usunęły przepisy, które paraliżują przedsiębiorczość. Co powinno być w takim pakiecie, wiadomo jest od dłuższego czasu. M.in. otrzymujemy raporty międzynarodowych instytucji, takich jak Bank Światowy. Jest po prostu naprawdę najwyższy czas, żeby to zrobić tak, aby nasz rozwój gospodarczy, przyspieszający obecnie, nie był zagrożony.

Po wczorajszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej na konferencji prasowej odniósł się pan do założeń do projektu budżetu na rok 2004 i do dokumentu, który nosi nazwę „Średniookresowa strategia finansów publicznych”. Może od tego drugiego, panie profesorze, zacznijmy, bo ten, zdaje się, panu spodobał się co do treści.

L.B.
— Może tytuł trochę wprowadza w błąd, bo słowo „strategia” sugerowałoby program działania, który usuwa problemy. Ten dokument o nazwie „Strategia” jest natomiast diagnozą obecnej sytuacji oraz zagrożeń, które doszłyby do skutku, gdyby na czas nie podjęto działań doradczych. Jako diagnoza jest to dokument, uważam, solidny i rzetelny, bo w tym dokumencie rządowym zwraca się uwagę na to, że narastanie długu publicznego wypycha wydatki inwestycyjne przedsiębiorstw, tzn. im więcej, bardziej rząd się zadłuża, tym mniej środków inwestycyjnych zostaje dla przedsiębiorstw, co oczywiście oznaczałoby brak możliwości czy ograniczenie możliwości zwiększania zatrudnienia. Po drugie zwraca się słusznie uwagę w dokumencie na to, że duży deficyt, rosnący deficyt, narastający dług publiczny oznacza, że rosną rynkowe stopy procentowe. I to się, niestety, już dzieje. My coraz więcej musimy płacić (mówię „my”, mam na myśli państwo), zaciągając nowe długi, a jeżeli podbija się rynkowe stopy procentowe, to i kredyt staje się przecież droższy. Po trzecie w tym dokumencie słusznie też zwraca się uwagę, że jeżeli jest niepewność dotycząca stanu finansów państwa, to ona rzutuje również na rynek dewizowy. A rosnąca niepewność w gospodarce generalnie źle służy podejmowaniu szczególnie ważnych inwestycji, jakimi są decyzje o inwestycjach. Więc rząd zrobi rzetelną diagnozę. Chodzi o to, żeby z tej diagnozy wysnuto jak najszybciej praktyczne wnioski.

Natomiast co do projektu budżetu na rok 2004 powiedział pan, panie profesorze, coś takiego, użył pan takiego mało ekonomicznego pojęcia, że „ten budżet zostanie zrealizowany, o ile nam dopisze szczęście”. Szczęście w podręczniku do ekonomii nie występuje raczej. Cztery warunki, które muszą być spełnione, żeby ten budżet był zrealizowany. Jakie?

L.B.
— I ja zaraz wyjaśnię to. Chciałem powiedzieć, że przedstawiłem opinię Rady Polityki Pieniężnej. Do takiej opinii Rada jest z mocy prawa zobowiązana. Opinia została przekazana Sejmowi, a także również społeczeństwu, opinii publicznej. Tu chodzi o to, czy przyszłoroczny budżet doprowadzi do przekroczenia kolejnego progu zadłużenia państwa. Kolejny próg to jest 55% naszego produktu krajowego brutto. Niestety, obecnie już przekraczamy 50. Przypomnę, że trzy lata temu mieliśmy tylko 40 i sytuacja była pod kontrolą. Teraz jest 50. No, ale następny próg to jest 55. Ustawa o owych progach czy ustawa o finansach publicznych po to została wprowadzona w życie, żeby zapobiec takiej sytuacji, żeby nie było tak, że przekracza się pierwszy, po czym się prezentuje budżet, który w gruncie rzeczy zakładałby przekroczenie następnego progu ostrożnościowego. Otóż w projekcie budżetu przyjmuje się, że tego drugiego progu się nie przekroczy.

Analiza założeń, dzięki którym uniknie się tego niebezpieczeństwa wykazuje, że tylko przy bardzo szczęśliwym zbiegu okoliczności można rzeczywiście tego uniknąć, a mianowicie jeżeli wzrost wyniesie 5%, a nie mniej, jeżeli kurs złotówki do euro i do dolara się wzmocni, jeżeli przychody z prywatyzacji wyniosą 7 miliardów, a nie mniej (tu mamy złe doświadczenia, bo generalnie w bardzo małym stopniu realizowano plany rządowe w tej dziedzinie), jeśli wreszcie w różnych funduszach poza budżetem centralnym nie wynikną większe deficyty większe o 2 miliardy niż się zakłada. Otóż jednoczesne zajście takiego splotu wypadków jest mało prawdopodobne, choć, oczywiście, nie można powiedzieć, że zupełnie niemożliwe. Ale da się, niestety, powiedzieć, że proponuje się budżet, który z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi czy może doprowadzić do przekroczenia kolejnego progu ostrożnościowego. I takiego budżetu nie należałoby, moim zdaniem, proponować. Tutaj czas ma znaczenie.

Jeżeli choroba finansów państwa narasta, a ona przecież narasta co najmniej od 2001 roku, tzw. dziura Bauca była ostrzeżeniem. To był rezultat sytuacji, która wynikła wskutek uchwalania szkodliwych ustaw a Parlamencie w 2001 roku. Zaczęło się to trochę wcześniej. Ja osobiście będąc jeszcze w rządzie doszedłem do wniosku, że nie mogę po prostu wobec takiej sytuacji w Parlamencie kontynuować swojej działalności rządowej i ustąpiłem. Nie mogłem się z tym godzić. Ale dziura Bauca była ostrzeżeniem, co trzeba zrobić, żeby usunąć chorobę. Jak widać (po ilu latach? — 2001, 2, 3, mówimy o budżecie na 2004 rok), mamy do czynienia z rozwojem czy wzrostem niebezpieczeństwa. I ta prawda, to nie jest przesadą, że jest najwyższy czas, żeby wprowadzić w życie pakiet środków, o których mówi się od dłuższego czasu tak, aby nasz wzrost gospodarczy był trwały, bo na tym chyba wszystkim zależy.

A czy w obecnej chwili, kiedy rozmawiamy, jest to dobry moment, żeby mówić o kryzysie finansów publicznych?

L.B.
— Unikam słów takich bardzo emocjonalnych. Z całą pewnością obecna sytuacja Polski jest różna, inna od sytuacji krajów, które były ogarnięte kryzysami, natomiast to nie jest sytuacja, w której należy atakować posłańców, którzy przychodzą z ostrzeżeniami i traktować ich jako wrogów klasowych. To jest sytuacja, w której ci, co odpowiadają za państwo powinni wprowadzić w życie pakiet leżący w najbardziej żywotnym interesie polskiego społeczeństwa.

Czyli niezupełnie zgadza się pan z tym, co powiedział pana kolega z Rady Polityki Pieniężnej Bogusław Grabowski, oceniając projekt budżetu, że „lecimy jak ćma do ognia”?

L.B.
— Nie chcę odnosić się do doboru słów. Ważniejsze od doboru słów jest to, czy dążymy od tego, żeby zapomnieć zagrożeniom, czy lekceważymy zagrożenia. To jest naprawdę istota sprawy. I jest oczywiste, że kontynuacja gwałtownego narastania długu publicznego doprowadziłaby do coraz poważniejszych problemów i nie dałaby się pogodzić z tym, co jest ważne dla wszystkich ludzi w Polsce — szybkim rozwojem gospodarki, zmniejszaniem bezrobocia, wzmacnianiem pozycji Polski w Unii Europejskiej, bo przecież wkraczamy do Unii Europejskiej. Jeżeli chcemy naszą pozycję wzmacniać, to musimy być krajem prężnym gospodarczo. Więc te wszystkie narodowe cele zostałyby podważone przez brak wprowadzenia na czas odpowiedniego pakietu działań.

„O kryzysie mówi część ekonomistów, którzy zawsze się mylą”, twierdzi premier Leszek Miller. I nie jest wykluczone, że również w tym gronie znajdzie się pana osoba, bo choćby z powodu tego zdania, które co jakiś czas się pojawia: „Nie trafiają w prognozę inflacyjną, a tymczasem chcą, oceniają budżet państwa na przyszły rok w sposób negatywny”.

L.B.
— Uważam, że źle służy życiu publicznemu i rozwiązywaniu narodowych problemów. Wdawanie się w ten typ dyskusji ponadrywał wagę zasadniczych spraw, a zasadnicze sprawy są jasne. Starałem się o tym powiedzieć. Albo będziemy się szybko rozwijać dzięki wprowadzeniu na czas (i to nie jest kwestia miesięcy, tylko to powinny być dni co najwyżej, tygodnie) pakietu rozwiązań, o którym wiadomo od dłuższego czasu, albo się zlekceważy ostrzeżenia i wtedy nasz rozwój, trwały, szybki rozwój gospodarczy stanie pod ogromnym znakiem zapytania. To jest naprawdę istota problemu. Nie warto się wdawać, jakby tu delikatnie określić te wypowiedzi, w taki dialog dotyczący osób, a nie problemów.

Swoją drogą ciekawe, w jakiej sytuacji byłby rząd, gdyby był zmuszony do stworzenia i zrealizowania zrównoważonego budżetu. Co tu ciąć?

L.B.
— Otóż, proszę państwa, Polska nie jest pierwszy krajem, który dla swojego rozwoju musi ograniczyć nadmierne wydatki. A wydatki są nadmierne wtedy, kiedy przewyższają dochody i prowadzą do gwałtownego narastania długów. I wtedy jest mniej istotne, ile poszczególnym dziedzinom przydzieli się środków. Wtedy idzie o interes całości, czyli każdej części. Każdemu powinno zależeć na tym, żeby finanse publiczne nie były w bardzo poważnej sytuacji. A ponadto analizy, o których mówiłem, pokazują, że w Polsce jest bardzo wiele marnotrawstwa w wydatkowaniu środków publicznych, bardzo, bardzo wiele. I jest gdzie — może użyję niewłaściwego słowa — racjonalizować, a jak to inaczej: oszczędzać.

Prof. Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego, gościem Sygnałów Dnia. Dziękuję.
Wszystkie uwagi proszę kierować na adres infointernet@radio.com.pl
polecamy:

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Fonograficzna| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

Mapa strony RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone