Politycy Prawa i Sprawiedliwości zaapelowali dziś do liderów Platformy Obywatelskiej o pilne zajęcie się sprawą samorządowców z PO. To sprawa bardzo ważna i dla PO i dla naszego sojuszu, tak ocenił publicznie prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wczoraj po tym jak radni PiS oraz LPR złożyli wniosek o odwołanie Wojciecha Kozaka z funkcji szefa stołecznej Rady Miasta, Kozak uznał, że PiS zerwały koalicję we władzach Warszawy. Ale politycy PiS twierdzą, że zarzuty iż ugrupowanie zerwało porozumienie są bezpodstawne. Szef klubu PO, Jan Rokita, powiedział, że nie zamierza ingerować w sprawy samorządu warszawskiego. Dziś Rokita publicznie powtórzył dziennikarzom w Sejmie, że na temat spraw rozgrywających się w samorządach, w tym także w warszawskim PO z PiS nie będą w ogóle rozmawiać. Musielibyśmy oszaleć gdybyśmy w Sejmie rozwiązywali sprawy problemy poszczególnych gmin, powiedział Rokita. Według niego sprawy konfliktów, także wewnątrz warszawskich muszą rozwiązywać sami działacze samorządowi. O co chodzi w tych oskarżeniach? Przy naszym telefonie prezydent Warszawy, pan Lech Kaczyński. Dzień dobry.
Lech Kaczyński: Dzień dobry.
O co dokładnie chodzi? Na czym polega ta sprawa?
L.K.: O co dokładnie chodzi to chyba wszyscy wiedzą. Sytuacja wygląda w ten sposób, że z nastaniem nowych rządów w Warszawie, ujawniane są coraz to nowe sprawy. Myśmy pod tym względem wykazali dużo cierpliwości, ale kiedy już w trzeciej sprawie, po sprawie tzw. złotych tarasów i w sprawie SEDEKO mamy do czynienia z występowaniem, w tym ostatnim przypadku pośrednim, z góry mówię, że nie chodzi tutaj przynajmniej na razie o czyny zarzucane w sensie prawa karnego, ale brak nadzoru nad skandaliczną inwestycją, kiedy występuje ta sama osoba, która jest przewodniczącym Rady Miasta, to jest to już tutaj wniosek Ligi Polskich Rodzin, gdyby nie został przez członków PiS-u poparty to by wyglądało na to, że my tego rodzaju osób, w stosunku do których, powtarzam, nie prasa-prasa robi bardzo cenne rzaczy, ale może się mylić, dokumentacja kontrolna jest tą przesłanką, że mamy już trzecią tego rodzaju sprawę, to trzeba wreszcie zareagować. Z tego punktu widzenia sprawa jest prosta, sprawa jest bardziej skomplikowana, jeśli wziąć pod uwagę to, że PO jest dzisiaj silna, że na pewno będzie elementem składającym się na system władzy po wyborach. Jeżeli ten system władzy ma być zdolny do przeprowadzenia w Polsce radykalnych zmian, to sam nie może być uwikłany.
Panie prezydencie, czy tu chodzi o samą osobę pana Kozaka, czy tu chodzi jeszcze o jakieś inne osoby z PO ?
L.K.: Oczywiście chodzi o wiele osób, ja nie uważam że pan Wojciech Kozak jest osobą, która byłaby najbardziej obciążona ze wszystkich.
Ale wokół niego wszystko się skupiło.
L.K.:Wszystko się na nim skupiło. Pan Wojciech Kozak jakby czasami wykonywał polecenia, z którymi do końca się nie zgadza, ale dopóki tego nie powie to się skupia na nim. Ale to już jest jego sprawa, ja w to nie będę ingerował. Notomiast są osoby niektórych burmistrzów wysuniętych przez PO , czy wiceburmistrzów, no i są osoby, które już dzisiaj w samorządzie warszawskim nie funkcjonują. Kto był szefem przez dłuższy czas w tym zakresie Warszawy, tu już nie chodzi o urząd prezydenta, to już wszyscy wiedzą. Ja sądzę, że główny problem polega także i na tym, że ta osoba jest wyjątkowo potężna w PO, bo jeżeli wziąć pod uwagę dzisiejsze deklaracje Jana Rokity w stosunku do tego, co nawet wczoraj publicznie mówił, że rozmów nie będzie. Ja byłem u pana Rokity, przez cały czas utrzymujemy, że koalicja z Platformą może być utrzymana, chodzi tylko o zmianę przewodniczącego. To wskazuje na potęgę Pawła Piskorskiego, bo niby jaki powód ma Jan Rokita, który cały czas podkreśla, że Polska ma być niejako, jeżeli chodzi o stan spraw w państwie, żeby rzucać cień na własne ugrupowanie.
Czy na podstawie raportu NIK, bo tego raportu tak naprawdę oficjalnie ciągle nie ma, dziennikarze nie mogą go dostać...
L.K.: Ja mam od dłuższego czasu wystąpienie NIK, wystąpienie to nie jest to samo co informacja. Te dokumenty wskazują na osobę w największym stopniu, którą ja jednym pociągnięciem pióra usunąłem z pracy, mogli to zrobić moi poprzednicy, ale oni wcześniej usuniętego na to stanowisko go przywrócili. Twierdzenie, że oni nie mieli pojęcia, co on robi w jednej z najważniejszych, sztandarowych warszawskich inwestycji naprawdę jest nieporozumieniem.
Dziękujemy za rozmowę. A w naszym studiu główny oskarżony, o którym od wczoraj bardzo dużo się mówi w Warszawie, Wojciech Kozak. Witamy.
Wojciech Kozak: Dzień dobry.
Wygląda na to, że jest pan powodem dla którego koalicja może się rozpaść, no chyba że pana uda się usunąć.To wtedy koalicja PO i PiS ma jeszcze sznasę. Ja to przynajmniej tak zrozumiałem, i pewnie słuchacze podobnie.
W.K.: Myślę, że tak. Ale tu trzeba parę rzeczy wyjaśnić. Po pierwsze jest mi bardzo przykro, że osoba, z którą współpracowałem 14 misięcy, mam na myśli pan prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wielokrotnie w rozmowach indywidualnych powtarzał mi, że on mnie przecież nie atakuje i mojego nazwiska publicznie nie wymnienia w jakimkolwiek akcie oskarżenia, akcie doniesienia do prokuratury. Ja nie wiem czym ja zawiniłem panu prezydentowi Kaczyńskiemu, żeby w tej chwili się tak o mnie wypowiadał.
Wykonywał pan polecenia, z którymi pan się sam nie zgadzał-zapisałem sobie.
W.K.: Tutaj z jednej strony chcę podziękować panu prezydentowei Kaczyńskiemu, za to co powiedział, że użył takich słów, że ja nie jestem taką najgorszą osobą. Co do faktów. Powołujemy się na wystąpienie kontrolne NIK. To wystąpienie kontrolne może mnie dotyczy, ale ja go dostałem od dziennikarzy. A ja powinienem normalnym trybem od prezydenta Warszawy, który powinien umożliwić złożenie byłemu prezydentowi miasta wyjaśnień w tej sprawie. Nie dostałem. W zamian za to usłyszałem, że kierowane jest kolejne doniesienie do prokuratury w tej sprawie. Ja w tym wystąpieniu przeczytałem następujące stwierdzenie: po pierwsze, że inwestycja jest źle przygotowana, tzn. została przygotowana źle w roku 1996 i 1997.
Mówimy o tych słynnych warszawskich mostach, "afera mostowa"
W.K.: Ja bym nie używał raczej tak mocnych słów. W tych latach, kiedy zawierano umowy z projektantem Trnsprojektem Gdańskim ja nie byłem urzędnikiem Miasta Stołecznego Warszawy. Ja zacząłem pracować w Urzędzie Gminy Centrum w marcu 1998 roku, a zostałem wiceprezydentem tego samego roku w czerwcu. W związku z tym nie mogłem wziąć udziału w podpisywaniu umowy z Transprojektem Gdańskim i nie mogłem wziąć udziału w przygotowaniu tej inwestycji w tym okresie. Jest zarzut NIK, że w tym czasie nie rozpoczęto i nie realizowano wykupu gruntów.Nie mogłem wykupywać tych gruntów, bo nie pracowałem w urzędzie. Jest zarzut taki, że w późniejszych czasach za drogo wykupywano grunty. Za grunty była odpowiedzialna gmina Centrum i gmina Wawer. Nie pracowałem w tym czasie w żadnym z tych miejsc. Jest konkretna transakcja- pokazano, że za działkę w 2000 roku zapłacono 730 złotych za metr kwadratowy, podczas gdy sąsiednia działka była kilkadziesiąt razy tańsza. Ja merytorycznie nie zgadzam się z zarzutami, wierzę że ci ludzie, którzy to realizowali robili to dobrze. Bo dzięki tym, ludziom grunty zostały wykupione, bo dzięki tym ludziom, którzy to zrobili mamy dzisiaj most, a inwestycja mogła być zrealizowana. Ale ja nie mogłem tej działki wykupić, bo ja nie pracowałem w tym czasie w gminie Centrum. Mówi się o aneksach, które były podpisywane przy projektach z Transprojektem Gdańskim, te aneksy musiały być podpisane, bo zmienił się plan zagospodarowania przestrzennego, bo byłe nowe decyzje o warunkach zabudowy, bo nowe odcinki my dołożyliśmy. My - nowe władze władze Warszawy w latach 1998-2002,i je Trasa Siekierkowska objęła. Ale nie sprawowałem bezpośredniego zarządu nad Zarządem Dróg Miejskich, od tego były inne osoby.
b> Ale te osoby panu później podlegały.
W.K.: Ale te aneksy były wcześniej podpisane i nie ma zarzutów w stosunku do tych osób.
Ja próbowałem się w to wszystko wgryźć. Najpierw przeczytałem, że prezydent Warszawy i jego pracownicy mówią, że te aneksy to jest w ogóle celowa robota. Czyli to jest tak, że najpierw się zawiera kontrakt i niby on jest bardzo korzystny i pokazują, że warunki są świetnie wynegocjowane, one świetnie wyglądają na papierze. Ale potem po cichu zawiera się jeden aneks, drugi aneks no i suma gwałtownie rośnie. Drugi zarzut jest taki, że owszem pan bezpośrednio nie, ale potem był pan szefem tych co to robili. Trzeba było wyciągnąć konsekwencje.
W.K.: Teraz jest taka tendencja, że szuka się, szuka,szuka a potem do prokuratury. Ale się nie naprawi. My mieliśmy inną filozofię. Naprawiliśmy to, co powinniśmy zrobić. Jeśli 1996 zostały zawarte nie najlepsze umowy, trzeba było przeprojektować ulicę Czerniakowską, to my wtedy zdecydowaliśmy się to poprawiać, a nie składać doniesienia do prokuratury.
Ale to trzeba było zgłosić.
W.K.: Trzeba było nie zbierać podpisów, trzeba było nic nie robić i nie byłoby żadnych zarzutów.
Co teraz zrobić w takiej sytuacji?
W.K.:Wziąć się za robotę.
Ale pan prezydent mówi, że nie chce pracować z panem. Owszem jest gotów tę koalicje ratować, bo wczoraj to wyglądało, że to już w ogóle koalicji nie ma. Dzisiaj wygląda na to, że ona jednak mogłaby być pod warunkiem , że nie ma tam Wojciecha Kozaka. Szefowie PO mowią, że nie będą się tym zajmować, bo to jest sprawa warszawska. Ale tak naprawdę to też rzutuje, to jest jednak stolica Polski, ważna sprawa, bardzo znani politycy, znane nazwiska wszystkich panów z pierwszych stron gazet no i pat. Konflikt.
W.K.: Mimo tego, co się stało ja szanuję pana prezydenta Kacdzyńskiego i ten szacunek okazywałem przez 14 miesięcy wpólnej pracy w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy i dalej będę ten szacunek okazywał. Po drugie ja będę dalej wykonywał swoją pracę. Dopóki rada Miasta Stołecznego Warszawy będzie mi powierzała mandat przewodniczącego, będę te obowiązki wykonywał najlepiej jak umiem.Po trzecie to jest tak, że nam się mówi, że to jest problem PiS-u i PO, żeby nie było Wojciecha Kozaka. Ale z nami to nikt wczoraj na ten temat nie rozmawiał. Wniosek został podpisany przez 4 radnych LPR, teraz się mówi, że to był wniosek klubu LPR, 2 radnych nie podpisało wniosku i aż 11 radnych z PiS-u podpisało ten wniosek. Albo żyjemy w schizofrenii politycznej albo żyjemy w takiej logice, że koalicyjny klub 11 głosami wystąpił przeciwko koalicjantowi. To znaczy , że zerwał koalicję. Tu nie może być o czym innym mowy. Przez 14 miesiący PO chciała i w dalszym ciągu chce popierać dobre propozycje składane przez prezydenta Kaczyńskiego. Jeśli nie podoba mu się praca na zasadzie koalicji czy porozumienia niech prezydent Kaczyński sobie sam rządzi i niech w tym momencie przychodzi, żeby szukać większości w radzie, do PO również, niech szuka porozumienia z SLD, LPR. Niech rządzi układ mniejszościowy w Warszawie a prezydent Kaczyński niech szuka porozumienia w radzie, żeby dostać aprobatę budżetu, żeby dostać aprobatę dla wykonania budżetu za poprzedni rok, żeby organizować plany zagospodarowania przestrzennego. Standardy takie są przyjęte. Natomiast naprawdę nie sprowadzajmy wszystkiego do Wojciecha Kozaka, bo tak nie jest. Ten raport, o który się dzisiaj mitycznie powołujemy, to wystąpienie pokontrolne, pokazuje jeszcze jedną rzecz. Na grunty w celu wykupu Trasy Siekierkowskiej wydaliśmy w poprzednich latach 111 milionów złotych. Na grunty w tej samej sprawie pan prezydent wydał w 2003 roku zaledwie 1 milion złotych. Dla mnie jest jeden wniosek z tego. Zacznijmy pracować dla tego miasta a nie kłóćmy się. I o to apeluję do prezydenta Kaczyńskiego.
Wojciech Kozak, szef stołecznej Rady Miasta. Gość Z pierwszej ręki.
Wszystkie uwagi proszę kierować na adres omen@radio.com.pl