Program 1... pod każdym względem
SYGNAŁY DNIA
Plan Hausnera trzeba wykonać z nawiązką
28.04.2004 07:20 Leszek Balcerowicz
Rozmawiał: K.Grzesiowski i H.Szrubarz
04-04-28 Balcerowicz LeszekZapisz
Henryk Szrubarz — Rada Polityki Pieniężnej bardziej restrykcyjna? W studiu Sygnałów Dnia profesor Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego. Dzień dobry.Leszek Balcerowicz — Dzień dobry państwu.
Krzysztof Grzesiowski — Co to znaczy, panie profesorze, że Rada zmieniła swoje nastawienie w polityce pieniężnej z neutralnego na restrykcyjne?


L.B. — To znaczy, że Rada jest konsekwentna, albowiem po wcześniejszych swoich posiedzeniach zapowiadała, że taki ruch jest możliwy, to znaczy, że Rada bardzo poważnie traktuje swój mandat konstytucyjny i powiedziałbym: wręcz moralną odpowiedzialność, aby uzyskaną stabilność cen dla Polski i Polsce utrzymać. I w obliczu nowych informacji, które świadczą o tym, że zwiększa się w pewnym stopniu ryzyko inflacyjne, Rada daje sygnał, że gdyby to miało się potwierdzać, to nie będzie biernie się takiemu rozwojowi wypadków przyglądać.
K.G. — Ale czy to jest otwarcie drzwi w kierunku podniesienia stóp procentowych?
L.B. — Samo określenie restrykcja nie oznacza, oczywiście, że jeśli stopy miałyby się zmieniać, to jest dużo większym prawdopodobieństwem w kierunku podwyżki, niż przeciwnym.
H.S. — Ale rozwija nam się gospodarka, zatem dlaczego jest to ryzyko inflacyjne?
L.B. — Bardzo dobrze, że się rozwija i ona się rozwija szybciej niż większość obserwatorów i analityków oczekiwało. To jest bardzo pozytywne i na tym tylko rodzi się obawa, żeby to nie było przerwane przez zawirowania i zamieszanie w systemie politycznym, co doprowadziłoby do zaniechania niezbędnej dla rozwoju zmian uzdrowienia finansów publicznych. Jednocześnie szybkiemu rozwojowi gospodarki towarzyszą efekty uboczne w postaci wzrostu popytu, który rodzi ryzyko inflacyjne. I aby zapobiec przekraczaniu przez inflację pewnych wyznaczonych z góry poziomów w ramach celu inflacyjnego wszystkie władze monetarne starają się działać zawczasu. Oprócz tego w Polsce mamy do czynienia od paru dobrych miesięcy ze wzrostem oczekiwanej przez ludzi inflacji, co mogłoby bez odpowiedniego przeciwdziałania doprowadzić do swego rodzaju samospełniającego się proroctwa, że to, co ludzie oczekują poprzez ich działania w zakresie kształtowania cen i płac, mogą wywołać rzeczywiście faktyczną wyższą inflację, zwłaszcza w połączeniu z szybkim wzrostem popytu. No i pamiętajmy również o tym, że złotówka wskutek obaw rynków finansowych co do stanu finansów naszego państwa od września zeszłego roku bardzo wyraźnie się osłabiła.
K.G. — Mamy jeszcze wzrost płac, chociaż nie wszyscy w to wierzą, mamy także...
L.B. — Wzrost płac jest bardzo wyraźny. Na szczęście on jest oparty, jak do tej pory, na bardzo szybkim wzroście wydajności pracy, co znaczy, że przedsiębiorstwa przede wszystkim sektora prywatnego nie zmarnowały tych lat. One się naprawdę głęboko reformowały i one z powodzeniem w ogromnej większości są w stanie moim zdaniem stawić czoła konkurencji zewnętrznej z krajów Unii Europejskiej.
K.G. — Mamy jeszcze droższą ropę naftową i mamy coś, co się nazywa finansami publicznymi. A jaki będzie los reformy tych finansów? Teraz to już chyba nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.
L.B. — Ja mogę tylko powiedzieć, że zgadzam się z opiniami wszystkich poważnych instytucji, jak Bank Światowy, które uważają, że Polsce potrzebny jest bardzo wzrost gospodarczy. On jest możliwy, ale pod warunkiem, że w systemie politycznym nareszcie — i to szybko i w zasadniczy sposób — pojawi się reforma finansów naszego państwa.
H.S. — Panie profesorze, wzrost stóp procentowych to oznaczać może również wzrost kosztów kredytu, a to może spowodować zapał do inwestowania.


L.B. — Najważniejsze dla rozwoju gospodarki, najważniejsze z tego, co dla rozwoju może włożyć polityka pieniężna, to jest to, żeby inflacja była niska i stabilna. Polityka to jest bardzo ważny fundament, ale, oczywiście, nie jedyny i on nie zastąpi uzdrawiania finansów publicznych, zapewniania większej konkurencyjności gospodarki dzięki usuwaniu różnych przepisów. To jest zadanie innej części władz, ta, która objawia się w działaniach parlamentu i rządu. Rada Polityki Pieniężnej stara się zgodnie ze swoim mandatem konstytucyjnym, tak jak powiedziałem, zapewnić Polsce to, co jest najlepsze w dziedzinie pieniądza i cen — niska inflacja i stabilny pieniądz.
K.G. — A jaki poziom inflacji prognozuje pan na koniec tego roku?
L.B. — Dążymy w swoim działaniu do tego, żeby faktyczna inflacja była jak najbliższa wyznaczonemu z góry celowi, który jest celem ciągłym i przypomnę, że on wynosi 2,5%. Oczywiście, przejściowo faktyczna inflacja może się odchylać, bo działa tu wiele różnych sił, ale każdy wiarygodny bank centralny dąży do tego, by w jak największym stopniu zrealizować wyznaczony cel inflacyjny.
K.G. — Niektórzy prognozują między 1,5 a 3,5. To przyzna pan, że stuprocentowa różnica to ogromna różnica i możliwość pomyłki jest raczej...
L.B. — To obrazuje zakres niepewności, jaki istnieje w każdej żywej gospodarki. Ogromna niepewność, o której mówiliśmy, co do stanu finansów publicznych ona także objawia się w zwiększonej niepewności do rynków finansowych, co do kursu waluty i w konsekwencji także co do poziomu inflacji. I dlatego Rada Polityki Pieniężnej, patrząc na te wszystkie sygnały i dane, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, dała taki sygnał, który ma być sygnałem uspokajającym opinię publiczną.
H.S. — No dobrze, ale nawet zakładając, że ta inflacja wyniesie czy wynieść może 3%, to i tak przecież jest niewiele w porównaniu z naszymi poprzednimi doświadczeniami z poprzednich lat.

L.B. — I całe szczęście, że Polska doszła do stabilności cen, mając przecież wiele, wiele lat wysokiej, choć obniżającej się inflacji, doszła do sytuacji, co do której każdy poważny ekonomista jest zdania, że trzeba ją utrzymać. Ale żeby to utrzymać, to trzeba prowadzić mądrą politykę pieniężną. A także potrzebne jest ważne uzupełnienie w postaci rozsądnej polityki w innych dziedzinach — w dziedzinach finansów publicznych, reform strukturalnych. Takie ukształtowanie innych dziedzin polityki państwa jest bardzo ważne również dla rozwoju, dlatego żeby te tendencje rozwojowe, jakie się zarysowały, tendencje do powiększania zatrudnienia i dzięki temu obniżania bezrobocia nie uległy załamaniu. Chcę powiedzieć tak: awanturnictwo w polityce — oby to nas nie spotkało — bardzo drogo by kosztowało polskie społeczeństwo, a szczególnie ludzi biednych.
K.G. — Kiedy zostawał pan szefem resortu finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, przypomina pan sobie, jaka była inflacja?
L.B. — Ona w drugiej połowie 89 roku w przeliczeniu na roczną wynosiła ponad 2000%. Z czego się wzięła? Tolerowania ogromnego deficytu finansów publicznych, który był wówczas finansowany po prostu w dodrukowaniu pieniądza. Zresztą odnajduję w programach niektórych ugrupowań te same pomysły — dodrukować pieniądz, tylko to się teraz nazywa „rozwiązanie rezerwy rewaluacyjnej”.
K.G. — Tak, albo zmienić metodę liczenia deficytu budżetowego, bo to też wtedy nieco zmienia...
L.B. — Stłuc termometr, żeby pacjent nie wiedział, że rośnie gorączka.
K.G. — Panie profesorze, kiedy do strefy euro powinniśmy wejść? 2007, pan powiada, zdaje się, ale są propozycje, że w 2009, tak będzie lepiej.
L.B. — To tylko zależy od tego, jak szybko uzdrowimy chorobę finansów publicznych. Są kraje, o których z dużą pewnością można powiedzieć, że wejdą szybko, bo się z tym uporały. To jest Litwa, inne kraje nadbałtyckie, być może Słowenia, Słowacja jest niezwykle dzielnym reformatorem. W Polsce, jeżeli proces uzdrawiania finansów publicznych, tak potrzebny dla naszego rozwoju, będzie się opóźniać, to, oczywiście, będzie również się opóźniać wejście Polski do strefy euro i będzie się opóźniać uzyskiwanie bardzo ważnych korzyści dla polskiej gospodarki.
H.S. — Czyli plan wicepremiera Hausnera powinien być jak najszybciej jednak zrealizowany?
L.B. — Absolutnie i to z nawiązką. Znaczy ten plan należałoby uzupełniać, wzmacniać, a nie osłabiać. Ja tu obserwuję z niepokojem, jak w miarę zbliżania się wyborów coraz więcej uczestników życia politycznego składa deklaracje o swojej wrażliwości społecznej, co praktycznie, jak tak popatrzeć i dać się nabrać na ten cyniczny slogan, to oznacza, że będą przeciwdziałać uzdrawianiu finansów naszego państwa.
K.G. — Pan jeszcze wierzy w coś takiego, jak plan Hausnera i możliwość jego realizacji?
L.B. — Ja uważam na podstawie i naszej historii, i historii innych krajów, że o rzeczy dobre dla ludzi trzeba zawsze systematycznie zabiegać i nie załamywać rąk. Im więcej ludzi będzie tego typu, tym większa szansa, że siły etatyzmu, populizmu, które by chciały z Polski faktycznie zrobić Białoruś, nie wygrają.
H.S. — Czy z tego punktu widzenia misja profesora Belki powinna się powieść?
L.B. — Nie chciałbym się odnosić do bieżących spraw politycznych, chcę natomiast powiedzieć, że scenariusz polityczny, jaki Polska potrzebuje, to szybkie wprowadzenie w życie poprzez parlament, bo to parlament musi zatwierdzić, od dawna odkładanych reform i potrzebnych reform. Gdyby nie było torpedowane w latach 98–2000, wtedy kiedy ja osobiście starałem się o uzdrowienie finansów publicznych, to Polska miałaby o wiele mniejsze problemy i o wiele lepsze perspektywy rozwoju.
K.G. — Na koniec wróćmy jeszcze, panie profesorze, do kwestii inflacji, stóp procentowych. Jeśli tak, to kiedy, jeśli podwyżka, to od kiedy? Kiedy mogą państwo taką decyzję podjąć, Rada Polityki Pieniężnej? Co musiałoby się wydarzyć?
L.B. — To będzie rozstrzygane na podstawie analizy danych, które napływają, przed każdym kolejnym posiedzeniem są dane, których treści nie da się przewidzieć dokładnie, bo gospodarka jest żywa i w związku z tym nie da się z góry zapowiedzieć tego, czego się nie wie. Znaczy jakie będą dane, które mają wpływ na obraz przyszłej inflacji.
H.S. — Czyli jeżeli Rada uzna, że inflacja może rosnąć, to wtedy będą podwyżki stóp procentowych?
L.B. — Oczywiście, staramy się na podstawie analizy wszystkich ważnych informacji wyciągać wnioski co do przyszłej inflacji. Jakie dane są potrzebne? Bo jaka jest siła ożywienia gospodarki i efekty uboczne w postaci presji inflacyjnej? Co się dzieje z oczekiwaniami inflacyjnymi? Czy one nadal rosną? Co się dzieje z cenami ropy? Jaką dynamikę wzrostu wykazują płace? Co z cenami żywności? To są te przykłady informacji, które bierzemy pod uwagę na każdym posiedzeniu bardzo uważnie, posługując się ekspertyzami Narodowego Banku Polskiego, analizami innych ośrodków, tak, aby podejmować najlepsze decyzje.
K.G. — W każdym razie kiedy by ta decyzja nie zapadła, to możliwości jest wiele, bo dzisiejsze gazety publikują wypowiedzi ekonomistów, analityków bankowych, którzy powiadają o terminie wprowadzenia wyższych stóp, m.in. tak: „Wrzesień lub październik, czerwiec–lipiec, koniec III kwartału, sierpień–wrzesień albo przyszły rok”.
L.B. — Każdy ma prawo do swojego zdania. Mogę powtórzyć, że decyzje podejmujemy nie patrząc na zewnętrzne opinie, bo nie one są najważniejsze. Najważniejsza jest analiza napływających danych z gospodarki.
H.S. — Profesor Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego, gościem Sygnałów Dnia. Dziękujemy bardzo.
L.B. — Dziękuję bardzo.