Program 1... pod każdym względem

SYGNAŁY DNIA


Zróżnicowaniu tak, skrajnościom nie

30.05.2005 07:15

Grzegorz Napieralski

Rozmawiał Krzysztof Grzesiowski

Krzysztof Grzesiowski — Jak napisała dziś Gazeta Wyborcza, Sojusz Lewicy ma nową twarz, a w zasadzie dwie nowe twarze, chociaż ta druga nie taka do końca nowa. Pan Grzegorz Napieralski, Sekretarz Generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej, nowy Sekretarz Generalny. Dzień dobry.

Grzegorz Napieralski
— Dzień dobry państwu, witam, panie redaktorze.

K.G. — Były wiceprzewodniczący partii. Pana też trzeba było tak długo namawiać jak Wojciech Olejniczaka na start?

G.N.
— Myślę, że tu nie chodzi o namawianie, panie redaktorze, szanowni państwo. Otóż Wojtek Olejniczak, tak jak wczoraj powiedział, do tej decyzji dojrzewał. Podjęcie się takiego wyzwania w Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest wielką odpowiedzialnością. Proszę zauważyć, że nasza partia liczy ponad 80 tysięcy członków, olbrzymie struktury i zbliża się okres kampanii wyborczej, najtrudniejszy dla wszystkich partii politycznych. Dlatego też myślę, że Wojtek przemyślał to bardzo dokładnie i chciał ocenić własne szanse w poprowadzeniu partii do zwycięstwa w tych wyborach. Więc miejmy nadzieję, że ta decyzja, którą podjął Wojtek, będzie dobra dla Sojuszu i dla lewicy.

K.G. — A pan?

G.N.
— Było dla mnie zaskoczeniem, kiedy Wojtek zaproponował mi tą współpracę, dlatego że znamy się z Wojtkiem od wielu, wielu lat, oceniam go jako dobrego ministra, ale też dobrego działacza politycznego. Kiedy zatelefonował do mnie i zapytał się, czy moglibyśmy się spotkać i powiedział, że mógłbym z nim stworzyć duet, który by powalczył o dobry wynik w wyborach, był to dla mnie wielki zaszczyt. I powiedziałem: Wojtek, jeżeli chciałbyś ze mną i masz do mnie zaufanie, oczywiście, tak. Natomiast próbujmy powalczyć, od dzisiaj zaczynamy.

K.G. — Czym zajmuje się sekretarz generalny takiej partii jak SLD?

G.N.
— Sekretarz generalny czy sekretarz rady wojewódzkiej, czy rady powiatowej, bo w każdej strukturze partyjnej jest sekretarz, to jest bardzo odpowiedzialna funkcja pracy takiej mrówczej, jak to niektórzy działacze nazywają, czyli pracy bardzo organizacyjnej, od organizowania codziennej pracy partii do poprowadzenia kampanii wyborczej, więc pracy jest olbrzymio dużo.

K.G. — Gdyby pan był sekretarzem generalnym w 2001 roku, kierowałby pan strukturą 160-tysięczną, dziś będzie pan kierował strukturą 80-tysięczną. Sporo się zmieniło przez te niecałe cztery lata.

G.N.
— Na pewno tak. Odejście wielu członków partii, bardzo uczciwych, bardzo dobrych, bardzo wartościowych to wielka strata dla Sojuszu. No, tak się stało. Dzisiaj dla nas dwóch, dla Wojtka i na mnie, jest bardzo duże wyzwanie, aby wiele z tych osób, które odeszły z przyczyn ideowych z SLD namawiać do powrotu albo przynajmniej do tego, aby odbudowali swoje zaufanie dla SLD.

K.G. — Przy okazji wyboru Wojciecha Olejniczaka i pana na najważniejsze funkcje w partii pojawia się co chwila pytanie: a kto panami będzie kierował z tylnego siedzenia?

G.N.
— Myślę, że to są głosy jakichś przeciwników bardziej chyba z zewnątrz niż z wewnątrz partii, bo proszę zauważyć, my jesteśmy osobami, które są już jakiś czas w polityce i do tej pory nikt mną w województwie zachodniopomorskim czy Wojtkiem w ministerstwie, czy też w działalności partyjnej tutaj, w Warszawie, nie kierował. I to jest taka próba tej przemiany, która wydarzyła się w SLD już w dzisiaj, pomniejszania tego sukcesu, który się wydarzył, bo z jednej strony wszystkie środowiska, nawet zewnętrzne, mówiły o odmłodzeniu w partii, kiedy to nastało, to próbuje się ten sukces pomniejszać. Więc to jest taka dosyć nieuczciwa ocena. Wojtek sam powiedział, że w swoich decyzjach jest autonomiczny, jedynie z kim będzie współpracował, to ze ścisłym kierownictwem, zarządem krajowym partii. Więc ci, którzy będą mieli wpływ na decyzje, to są ci, którzy statutowo będą do tego uprawnieni.

K.G. — Tak, ale ta opinia o tym tylnym siedzeniu i kierowaniu z tylnego siedzenia nie pochodzi z ust kogoś z zewnątrz partii, tylko pana poprzednika na funkcji sekretarza generalnego, Marka Dyducha, który powiada, że prezydent razem z Janikiem i Borowskim dążą do zniszczenia partii; chcą, by na jej czele stanął ktoś młody, którym da się kierować z tylnego siedzenia.

G.N.
— Myślę, że sekretarz generalny Marek Dyduch miał coś innego na myśli, no, taka zbitka słowna, akurat tutaj niefortunna. Nie ma takiej możliwości, żeby ktokolwiek próbował [wpływać] na suwerenne decyzje przewodniczącego czy sekretarza generalnego, czy zarządu partii]. Proszę zauważyć, że partia to nie tylko dwie osoby, to nie tylko przewodniczący czy sekretarz, to nie wiceprzewodniczący, to też jest Rada Krajowa SLD, która w najważniejszych sprawach podejmuje decyzje, ten organizm to 140 osób w partii. Więc ja bym naprawdę był spokojny o to, czy ktoś będzie z tylnego siedzenia kierował partią.

K.G. — Czyli pan nie wierzy w taki scenariusz tej trójki wspomnianej, by partię zniszczyć, przejąć strukturę i przejąć majątek, i to między innymi pana rękami zrobić?

G.N.
— Absolutnie. Panie redaktorze, szanowni państwo, otóż wiele głosów pojawiało się przez ostatni rok dotyczących Sojuszu Lewicy Demokratycznej, że niektórzy ludzie chcą jego upadku, że niektórzy ludzie nie wierzą już w Sojusz. Otóż i Wojciech Olejniczak, i moja skromna osoba po to startujemy, po to walczymy w tej partii, dlatego że wierzymy w jej sukces. Gdybyśmy nie wierzyli, dawno byśmy z tej partii odeszli. Gdyby pan pojechał w teren, tam, gdzie są struktury powiatowe, gminne, do kół, ja przez ostatni rok bardzo często tam bywałem, tam naprawdę są wspaniali ludzie. I gdybym ja dzisiaj gdzieś w zamyśle miał próbę zniszczenia Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to bym był albo strasznym cynikiem, albo hipokrytą, a ani jednym, ani drugim człowiekiem nie jestem. Ja wierzę w Sojusz, dlatego z Wojtkiem wystartowaliśmy.

K.G. — No dobrze, a co pan chce zrobić, by z tych pięciu, sześciu, siedmiu, no, ostatnio było bodaj osiem procent poparcia dla Sojuszu pójść w górę, nie wiem, do dziesięciu, dwunastu procent?

G.N.
— My z Wojciechem Olejniczakiem mamy chyba jedno najważniejsze zadanie dzisiaj — pokazać te wszystkie dobre strony Sojuszu Lewicy Demokratycznej, bo ich jest bardzo dużo, te dobre aspekty rządzenia SLD, które przez ostatnie cztery lata... Naprawdę ten dorobek jest duży. I myślę, że my dzisiaj z Wojtkiem, osoby, które jakby są obdarzone większym zaufaniem... Nie wiem, skąd to wynika, że aż taka wielka chęć odmłodzenia w SLD jest dzisiaj, ale jest takie coś, i odmłodziliśmy się. Więc myślę, że nasz dzisiaj głos w mediach, na spotkaniach, w debatach politycznych będzie bardzo wiarygodny. Musimy pokazać to wszystko, co jest dobre w Sojuszu, pokazać, że to, co złe, już tego nie ma, już tego się pozbyliśmy i pokazać wszystkie pozytywy. I to, myślę, że jeżeli będziemy mówili takim prostym, bardzo prostym językiem do mieszkańców naszego kraju, to spowoduje odbudowanie wizerunku SLD.

K.G. — Czy dla wczorajszych uczestników konwencji liczyło się przede wszystkim to, że młody oznacza lepszy, czy były jeszcze inne argumenty na panów rzecz?

G.N.
— Panie redaktorze, ciekawa była dyskusja, która się odbywała, która mówiła o w ogóle kierunku funkcjonowania SLD. Wojtek Olejniczak, który był już od wielu miesięcy uważany za takiego lidera, który mógłby dobrze poprowadzić partię, bo to jest człowiek sukcesu, dobrze zarządza ministerstwem, jest odbierany bardzo dobrze przez dużą grupę społeczną, jaką są rolnicy, i to była taka nadzieja w SLD właśnie na taką postać, która mogłaby być takim prawdziwym liderem. I myślę, że to przeważyło.

Myślę, że jest jeszcze jeden bohater tej konwencji, o czym się nie mówi w mediach, zawsze się mówi o tych, którzy wygrywali, natomiast bardzo dobrą postawą i też pokazującą o dobrych zasadach funkcjonujących w SLD, jest postawa ministra Jacka Piechoty, bo proszę zauważyć, że Jacek Piechota dotrzymał słowa, bo powiedział, że jeżeli pojawi się prawdziwy lider, który jest tą zmianą pokoleniową w SLD, który przyniesie tą dużą nadzieję w SLD, to on ustąpi i tak też uczynił. To jest, myślę, pokazanie, jakie metody funkcjonowania SLD są i dobrze to świadczy o Sojuszu.

K.G. — Przyjdzie panu startować do walki (jeśli to właściwe słowo, jeśli nie, to proszę sprostować) z tak doświadczonymi ludźmi, jak „baronowie” eseldowscy. Będzie chciał pan postawić na swoim, jak się to panu uda?

G.N.
— Myślę, że walka to złe jednak słowo. I Wojciech Olejniczak, i moja skromna osoba powiedzieliśmy wczoraj rzecz następującą: otóż doświadczenie i młodość, myślę, to jest najlepsza mieszanka w SLD. Pamiętam, jak byłem przewodniczącym Rady Miejskiej SLD w Szczecinie, byłem bardzo młody, bo miałem niespełna 27 lat, sekretarzem Rady Miejskiej SLD był Jerzy Fydrych, człowiek ode mnie starszy, który de facto mógłby być moim ojcem. Proszę zauważyć, że takie połączenie dwóch działaczy: młodego, z entuzjazmem, który ma głowę pełną pomysłów, i człowieka starszego, z dużym doświadczeniem, który bardzo spokojnie porusza się w życiu politycznym i nie tylko, takie mieszanki są bardzo dobre dla SLD. W Szczecinie to okazało się dużym sukcesem w różnych wydarzeniach. Myślę, że podobna rzecz może być tutaj, w Warszawie. Doświadczenie naszych starszych kolegów, przewodniczącego klubu, odchodzącego przewodniczącego, ale również szefów rad wojewódzkich SLD, którzy nie są całkowicie tacy starzy, bo na stanowiskach szefów rad wojewódzkich dokonało się również dużo zmian, choćby w Białymstoku, choćby w Kielcach, choćby w Opolu. To są nowe twarze, ludzie średniego i młodego pokolenia. Więc myślę, że tu będzie raczej taka twarda współpraca, taka dobra współpraca, aniżeli walka.

K.G. — Tak, w Kielcach i w Opolu te zmiany dokonały się niekoniecznie dlatego, że sami zainteresowani chcieli zrezygnować z tych funkcji.

G.N.
— Ale nieważne, jak, panie redaktorze, ważne, że się dokonały, to jest sukces.

K.G. — Kto będzie decydował o listach wyborczych Sojuszu? Przewodniczący z panem, czy tylko przewodniczący?

G.N.
— Wojtek zaproponował pewną formułę dochodzenia do list wyborczych i myślę, że na czas takiej walki wyborczej to jest dobra propozycja, natomiast cała procedura dochodzenia do list wyborczych została przyjęta rok temu w lipcu na konwencji krajowej SLD i ona mówi dokładnie, jak dochodzi się do list wyborczych. Wojtek chciałby mieć tylko ostateczny wpływ na to, co się będzie działo, jeżeli chodzi o lidera, o układ miejsc na liście. I myślę, że to dobrze, w czasie walki dowódca musi mieć pełną władzę.

K.G. — A kto będzie na pierwszym miejscu listy do Sejmu z Sojuszu Lewicy Demokratycznej z Łodzi?

G.N.
— Trudno jeszcze na ten temat powiedzieć, naprawdę, cała procedura dopiero się rozpoczyna, więc proszę nam dać chwilę czasu.

K.G. — No dobrze, to teraz proszę powiedzieć mi, jak pan widzi możliwość współpracy z Socjaldemokracją Polską?

G.N.
— Wielokrotnie i ja, i wiele osób w SLD mówiło, że nie ma wroga na lewicy. Dziwiliśmy się takim atakom, które były w SDPL Marka Borowskiego dotyczące dawnych koleżanek i kolegów, którzy zostali w Sojuszu. To, oczywiście, powodowało naturalną reakcję działaczy SLD i dochodziło naprawdę do dużego podziału i budowania dużego rowu. Panie redaktorze, mieszkańcy naszego kraju, Polacy są przyzwyczajeni do tego (i zresztą tak jest na całym świecie), że prawica może się dzielić, na to jest jakieś przyzwolenie, natomiast lewica musi być zjednoczona. My dostaliśmy duży minus za to, że się podzieliliśmy. Dzisiaj, jeżeli chcemy myśleć poważnie o przyszłości, o przyszłych wyborach samorządowych za rok, następnych wyborach parlamentarnych czy prezydenckich, lewica musi szukać wspólnego języka i musi szukać drogi do zjednoczenia, bo inaczej przegramy wszyscy.

K.G. — No dobrze, ale jeśli Marek Borowski powiada, że wszystko zależy od stosunku nowych władz SLD, czyli także pana, do ludzi odpowiedzialnych za upartyjnienie, nepotyzm i korupcję, to jak pan na to odpowie? Co pan musiałby zrobić, żeby Marek Borowski uznał partię, swoją byłą partię za godną tego, by z nią współpracować?

G.N.
— Dziwnie to zabrzmi w ustach działacza lewicy, ale odniosę się do Pisma Świętego: „Nie widzisz belki w swoim oku, a drzazgę u kogoś”. Myślę, tak, że tu trzeba rzetelnej oceny wszystkich struktur lewicowych, bo z mojego doświadczenia i z mojej wiedzy wiem, że również w partii Marka Borowskiego takie zapędy nepotystyczne są, jak i w SLD. To zresztą jest wszędzie, w każdej formacji. A najważniejszą rzeczą, żeby władze tych partii nie dopuszczały do tego, żeby to stało się normą.

K.G. — A jak będzie z kandydatem Sojuszu Lewicy Demokratycznej na prezydenta? Kiedy dowiemy się z ust Jerzego Szmajdzińskiego, że zgodził się kandydować? Czy to jest wciąż na zasadzie: może tak, może nie?

G.N.
— Nie, nie, tutaj proszę zauważyć, że to nie jest „może tak, może nie”. Jerzy Szmajdziński wyraził swoją gotowość do startu, jeżeli to ma pomóc SLD, jeżeli to ma pomóc lewicy, to, oczywiście, on się oddaje do dyspozycji. Ale postawił jedną bardzo ważną rzecz, on i władze krajowe SLD, otóż my chcemy przeprowadzić z kołami, z radami powiatowymi, z radami gminnymi konsultacje na temat Jurka Szmajdzińskiego i nie tylko, całej kampanii prezydenckiej, i po efekcie tych konsultacji wewnątrzpartyjnych zapowiedzieliśmy, że 11 czerwca będzie decyzja. I tutaj czekamy spokojnie. Więc tutaj nie ma żadnego opóźnienia, toteż do wszystkich radiosłuchaczy od razu chciałem zaapelować o to, żeby... SLD nie jest w tyle, przecież dopiero kilka dni temu dowiedzieliśmy się dokładnie o dacie wyborów parlamentarnych i prezydenckich, więc SLD do tej pory zaczynało bardzo późno swoje konwencje prezydenckie, bo zawsze lipiec, sierpień, więc mamy spokojnie czas, tu nie ma jakiejś nerwowej sytuacji. I bardzo dobrze się stało, że słuchamy dzisiaj głosów z dołu, czyli z kół, z powiatów i z gmin. Więc myślę, że spokojnie do 11 czerwca wytrzymamy.

K.G. — Czyli spokojnie możemy powiedzieć, że będzie co najmniej dwóch lewicowych kandydatów na prezydenta.

G.N.
— Bardzo prawdopodobne, chociaż jest jeszcze może iskierka nadziei, że będzie jeden.

K.G. — Czy pan jest raczej z nurtu socjalnego, czy raczej z nurtu liberalnego, bo to podobno dyskusja na ten temat była dość długa?

G.N.
— Była taka dyskusja, tylko nikt chyba do końca nie potrafił sprecyzować, co znaczy być liberałem czy co znaczy być...

K.G. — No właśnie, co to znaczy tak na dobrą sprawę? Czy jeśli pan rozdaje pieniądze ludziom, to jest pan z nurtu socjalnego, a jeśli pan nie rozdaje, to z nurtu liberalnego, czy jak?

G.N.
— Jeżeli już mówić o liberaliźmie, to ja widzę taki liberalizm w SLD dotyczący światopoglądu, czyli czy chcemy być wierzący, czy niewierzący, czy jaką religię będę wyznawał. Drugi liberalizm, który ja bym popierał w naszej formacji to jest taki, że mamy wolność wyboru jeżeli chodzi o swoich partnerów życiowych i tak dalej, i tak dalej. Natomiast, oczywiście, że jesteśmy partią lewicową, czyli socjalną, czyli dbającą o najsłabszych, ale ważne jest też — i tego nie możemy jako partia lewicowa zapominać — żeby pomagać najsłabszym. Żeby wspomagać najsłabszych w naszym kraju, to musimy mieć silne państwo, które jest bogatym państwem, które może pomagać tym najsłabszym. I tutaj trzeba racjonalnego wyważenia. Ja bym przestrzegał przed jakimś dzieleniem SLD na takie nurty, bo dwa skrajne nurty czasami mogą się wykluczyć i wtedy tak jakbyśmy odcięli dwa skrzydła i zostanie sam korpus u ptaka, który może upaść. Myślę tak: partia SLD musi być zróżnicowana wewnętrznie, musi być ta debata wewnętrzna programowa cały czas żywa, ale przestrzegam przed skrajnościami.

K.G. — Profesor Jacek Raciborski pytany przez Gazetę Wyborczą o niedzielną konwencję i o to, czy warto się nią zajmować, powiedział, że warto, bo kryzys lewicy jest przejściowy.

G.N.
— Też tak sądzę. Zresztą to mówiliśmy wielokrotnie, ja wielokrotnie w różnych debatach politycznych powiedziałem, że czasami odnoszę się do roku 1990, gdzie lewica miała bardzo podobny problem, kiedy wszystko, co najgorsze, spadało na lewicę, za rządu jeszcze wtedy PZPR. Dzisiaj wszystko co najgorsze próbuje się zrzucić na rządy Leszka Millera. Ale tutaj się na chwilę zatrzymam, otóż Leszek Miller dobrze powiedział wczoraj — że próbuje się sukcesy zabrać lewicy tylko po to, żeby przypisać sobie, dlatego że wiele partii prawicowych nie ma tych sukcesów, a kiedy przegrywały, zmieniały szyldy i oszukiwały nasze społeczeństwo. Więc myślę, że ten kryzys jest naprawdę przejściowy i lewica, a szczególnie SLD odbuduje swoją pozycję, odbuduje zaufanie i naprawdę jeszcze będzie zdolne zawiązywać koalicje i rządzić tym krajem.

K.G. — Sekretarz Generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej, pan Grzegorz Napieralski, Gość Sygnałów Dnia. Dziękuję za rozmowę.

G.N.
— Dziękuję bardzo.

J.M.

polecamy:

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Fonograficzna| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

Mapa strony RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone