Krzysztof Grzesiowski: Naszym gościem w szczecińskim studiu Sygnałów jest poseł Grzegorz Napieralski, Sekretarz Generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Dzień dobry, panie pośle.
Grzegorz Napieralski: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.
K.G.: Nie wiem, czy miał pan w ręku dzisiejszą „Rzeczpospolitą”, a tu najnowszy sondaż, czyli kto znalazłby się w Sejmie, gdyby wybory odbyły się w czerwcu. Sojusz miałby uzyskać 25 mandatów, a poparcie w ciągu ostatnich dwóch tygodni, bo te badania są robione przez GFK Polonia co dwa tygodnie, spadło o 3 punkty procentowe. Krótko mówiąc, gdzie jest Sojusz Lewicy Demokratycznej?
G.N.: Tak, widziałem te badania, mam nawet „Rzeczpospolitą” tutaj w studiu przed sobą. Naprawdę już tak nie wierzę w te badania, ponieważ 4% miał mieć Sojusz w piątek przed samymi wyborami parlamentarnymi w zeszłym roku, później okazało się, że mieliśmy prawie 12%, czyli trzy razy tyle. Więc pytanie: na jakiej grupie, ile osób na to pytanie odpowiadało? W czasie aktu samego głosowania jest to zawsze inaczej. Przypominam, że jakieś dwa tygodnie temu były opublikowane inne badania, gdzie pokazywano zjednoczoną lewicę, która miała prawie 18%. Więc raz lepiej, raz gorzej. Bez emocji.
K.G.: Z politykami to już tak jest, że jak jest dobry sondaż, to w ten sondaż wierzą, a jak jest zły, to nie wierzą.
G.N.: Nie, naprawdę od pewnego czasu wszyscy politycy Sojuszu podchodzą do badań z dużą dozą nieufności, dlatego że na własnej skórze wielokrotnie przez ostatnie lata odczuliśmy, że one są zawsze niedoszacowane. Więc naprawdę jest to dla nas sygnał absolutnie do tego, żeby wziąć się do pracy, natomiast wierzymy, że one są w rzeczywistości całkowicie lepsze.
K.G.: Publicysta „Życia Warszawy” Igor Zalewski pisze dziś o Sojuszu, że nie stanie się arką młodej lewicy. W konkluzji pisze: „Sojusz musi pozostać anachroniczną strukturą polityczną, w której pierwsze skrzypce będą grali weterani i bezideowi aparatczycy”. Czy to właściwy wniosek?
G.N.: Jak najbardziej niewłaściwy i nieuczciwy, myślę. Otóż powiem szczerze, że jestem lekko znudzony. Może to zabrzmi bardzo brzydko, ale naprawdę jestem lekko znudzony taką ciągłą analizą wewnętrznej sytuacji Sojuszu Lewicy Demokratycznej i ciągłą krytyką tej wewnętrznej sytuacji, dlatego że Sojusz Lewicy Demokratycznej jest chyba jedyną partią po roku 1989, która popełniając błędy potrafiła wyciągać z niej wnioski, nie zmieniając szyldu ani nazwy potrafiła się wewnętrznie zmieniać i dalej się wewnętrznie zmienia. Ciągła krytyka i ciągły atak na Sojusz Lewicy Demokratycznej nie jest dla mnie zrozumiały. Przypomnę, że warto by zobaczyć, jakie są korzenie Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej, jak te formacje zmieniały czy, przepraszam, nawet nie formacje, jak ci liderzy, którzy dzisiaj stoją na czele tych formacji zmieniali poszczególne partie polityczne, kiedy im działo się źle, kiedy było niebezpieczeństwo nie wejścia do Parlamentu.
Więc apeluję do wszystkich publicystów, którzy tak przyglądają się Sojuszowi. Oczywiście, warto analizować to, co dzieje się w Sojuszu, ale też warto dojrzeć rzeczy pozytywne. SLD zmienia się i w województwach, w powiatach, SLD zmienia się w Warszawie. Jest to proces długotrwały, to nie jest tak, że pstrykniemy i nagle wszystko się zmienia. Jest to ewolucja, nie rewolucja w Sojuszu Lewicy Demokratycznej i wierzę, że jest to dopiero początek drogi, który doprowadzi Sojusz, ale też, myślę, zjednoczoną lewicę do zwycięstwa.
K.G.: Ano właśnie, jak daleko jest w tej chwili od Sojuszu Lewicy Demokratycznej do przyszłej, być może zjednoczonej lewicy?
G.N.: Myślę, że nie być może, tylko to już jest fakt przesądzony, dlatego że we wszystkich województwach zostały podpisane porozumienia i ze związkami zawodowymi, i z dwiema partiami lewicowymi – Unią Pracy i SDPL. Przygotowujemy porozumienie centralne w tej sprawie. Podpisują z nami porozumienia również mniejsze organizacja i stowarzyszenia. Więc jestem tutaj przekonany, że w okres wakacyjny (przepraszam, że tak to nazwę) wejdziemy już jako jednak grupa wyborcza, zjednoczona lewica.
K.G.: Bo idą wybory samorządowe?
G.N.: Bo idą wybory samorządowe, ale nie tylko. Dlatego, że na lewicy jest przekonanie i w Sojuszu jest przekonanie, że tylko silni, zjednoczeni, a nie podzieleni jesteśmy w stanie powstrzymać to, co się dzieje po prawej stronie sceny politycznej, a dzieje się niedobrze.
K.G.: Panie pośle, wiceprzewodnicząca Sojuszu Joanna Senyszyn podczas sobotniej Parady Równości mówi: „Niech ta parada zmieni oblicze ziemi, tej ziemi”. To fragment wojny SLD z Kościołem?
G.N.: Nie ma żadnej wojny, myślę, wszystko, co miało być powiedziane w tej sprawie zostało powiedziane. Ci, którzy podnieśli największy krzyk na panią poseł Senyszyn, czyli Liga Polskich Rodzin, a dokładnie Młodzież Wszechpolska, nie ma moralnego prawa w ogóle atakować pani poseł. Przypomnę, jakie pojawiały się artykuły i zdjęcia Młodzieży Wszechpolskiej, z jakimi gestami i co tam się działo na tych zdjęciach. Aż szkoda to powtarzać na antenie Polskiego Radia, to po pierwsze.
Po drugie – ten język, który dzisiaj proklamuje poseł Wierzejski – język nienawiści, agresji, który dzieli społeczeństwo i próbuje wprowadzić naprawdę całkowicie inną postawę niż postawę współpracy i braterstwa w naszym kraju – więc ci ludzie nie mają moralnego prawa absolutnie przypuścić tak wielkiego ataku na panią poseł. Ja już wielokrotnie w tej sprawie się wypowiadałem. Pani poseł miała intencję taką i ja w to wierzę, bo tak to mówiła, jej intencją było to, aby w Polsce nie było uprzedzeń do innej narodowości, do innej wiary niż tylko jedna, do innej orientacji seksualnej, żeby po prostu wszyscy byli Polakami czy wszyscy byli braćmi w tym rozumieniu, że nie ma żadnych uprzedzeń, a przede wszystkim nie ma nienawiści, bo to doprowadzi do burd, doprowadzi do ataków, do rozbojów, do morderstw na tle rasowym. A już takie sytuacje znamy z historii.
K.G.: No dobrze, ale Wojciech Olejniczak, lider SLD, mówi, że odcina się od takich słów. A pan? Od takich słów, które wypowiedziała Joanna Senyszyn.
G.N.: Powtórzę jeszcze raz, wielokrotnie to mówiłem ostatnio – otóż jestem przeciwnikiem używania czy cytowania słów, które wychodzą z wiary katolickiej czy też innej w języku politycznym. Ja bym takich słów nie użył, natomiast wierzę w intencje pani poseł, że były słuszne. I to jest mój komentarz w tej sprawie. W tej sprawie już zostało powiedziane tyle, że naprawdę nie ma sensu do tego już wracać.
K.G.: Ale jednak „Trybuna” na przykład dzisiaj twardo przy sprawie pozostaje. „Przepraszam za pana Olejniczaka” – pisze Krzysztof Pilawski i zarzuca Wojciechowi Olejniczakowi...
G.N.: Czytałem.
K.G.: Właśnie. Że jest młody, więc niech mu młodość wszystko wybaczy, a po drugie nie ma on najmniejszego prawa do cenzurowania wypowiedzi wiceprzewodniczącej SLD. Zgadza się pan?
G.N.: „Trybuna” czy pan redaktor Pilawski przedstawia pewien nurty myślowy, który jest obecny w naszym kraju i ma prawo do wypowiadania swoich poglądów i tak to odbieram. Myślę, że niepotrzebnie wokół tego jest taki szum i niepotrzebnie jest taka debata, jak powiadam, a rozpętali ją ci, którzy mają do tego najmniejsze prawo. Więc to jest dla mnie w ogóle dziwne, że ci młodzi posłowie, którzy zorganizowali tę konferencję prasową i przypuścili taki zajadły atak, który później odbił się w mediach naprawdę, moim zdaniem... To jest w ogóle dziwne, nie mają takiego prawa w ogóle, moim zdaniem.
K.G.: Czy politycy Sojuszu byli w jakikolwiek sposób zaangażowani we wczorajszy protest młodzieży, Inicjatywy Uczniowskiej przed Ministerstwem Edukacji Narodowej?
G.N.: Jak słucham pana ministra Giertycha, to odnoszę wrażenie (to też by zaprzeczało temu naszemu pierwszemu tematowi), że Sojuszu jest olbrzymią, silną partią, świetnie zorganizowaną, która ma niesamowicie wielkie wpływy w społeczeństwie. Bo co chwila słyszę, że SLD za czymś stoi, za jedną manifestacją, drugą, trzecią, za protestem nauczycieli w jednym mieście, w drugim, za to, że są strajki, za to, że ludzie w ogóle protestują w kraju. Oczywiście, już mówiąc na poważnie, to jest bzdura, co mówi pan minister Giertych. Za niczym nie stoimy, nic nie inspirujemy. Popieramy, oczywiście, te manifestacje, ponieważ one są słuszne. I też jesteśmy przeciwni panu Giertychowi, on powinien odejść, dlatego że w jego zapleczu stoi Młodzież Wszechpolska, o której przed chwilą tak szeroko się wypowiadałem, nie chcę tego powtarzać, ale organizacja, która szerzy nienawiść w naszym kraju. Więc jak taki człowiek może być ministrem edukacji i dzisiaj mieć wpływ na to, co najmłodsi mają się uczyć w naszych szkołach? Więc absolutnie się z tym solidaryzujemy, co mówią młodzi ludzie, którzy manifestują przeciwko panu ministrowi.
K.G.: A czy akcja policji to przesada?
G.N.: Absolutnie tak.
K.G.: Można było w inny sposób załatwić, rozwiązać?
G.N.: Myślę, że tak. Przecież pan minister Giertych mógł wyjść do tych młodych ludzi i z nimi porozmawiać. Może by pogwizdali, może by pokrzyczeli, ale to jest też trochę prawo młodości, ale z młodymi ludźmi trzeba rozmawiać, trzeba prowadzić dialog. Minister jak tchórz wyszedł gdzieś bocznym wyjściem i pojechał niby na posiedzenie rządu. Nie chciał z tymi młodymi ludźmi rozmawiać, nie chciał pokazać, że jest ministrem, który dba o interesy młodych ludzi. A tak silna interwencja policji była niewspółmierna do tego, co tam się działo. Ale taka jest już dzisiaj władza – władza siły, pięści, brutalna akcja policyjna to nie pierwsze takie wydarzenie. I to nas będzie czekało. Zbliżamy się do państwa, które będzie totalitarne, policyjne. To już mieliśmy próbkę na różnego rodzaju wydarzeniach. Pan premier Dorn, minister spraw wewnętrznych i administracji pokazuje swoją siłę – protestujesz, wylatujesz z pracy, protestujesz, jesteś aresztowany. No, takie mamy państwo.
K.G.: Panie pośle, tak na koniec, jako że dzisiaj cały polski piłkarski świat będzie żył meczem w Dortmundzie z Niemcami. W ogóle trudno było dzisiaj znaleźć polityków i zaprosić do studia, bo wszyscy kierunek Dortmund obrali. Pan nie, tak się składa, co chyba nie oznacza, że nie interesuje się pan piłką nożną, jak rozumiem.
G.N.: Interesuję się, będę dzisiaj z przyjaciółmi oglądał mecz. Nie mogę się już go doczekać. I wierzę w naszą drużynę bardzo mocno.
K.G.: A na czym pan opiera tę swoją wiarę? Bo tak po pierwszym meczu to trudno znaleźć jakieś argumenty na tak, jeśli chodzi o styl gry naszych piłkarzy.
G.N.: Pierwszy mecz faktycznie był zły, przegraliśmy go w stylu chyba najgorszym jak można było. Ale w życiu tak to bywa, są raz lepsze dni, raz gorsze. Jestem wiecznym optymistą i dzisiaj wierzę i nie opieram tej wiary na żadnych przesłankach ani na komentarzach, ani na żadnej analizie. Po prostu wierzę, że Polaków stać na to, że mogą zrobić wielką niespodziankę, wierzę w naszą drużynę, że Polakom zrobią niespodziankę. I taka niespodzianka dzisiaj będzie, w to głęboko wierzę. Wielokrotnie się tak zdarzało. Nikt nie wierzył kiedyś w Małysza, a nagle wygrał. Nikt nie wierzył w Otylię Jędrzejczak, wygrała. Więc wierzę, że dzisiaj może być wielka niespodzianka dla całego naszego narodu, dla wszystkich Polaków.
K.G.: A jak będzie porażka, to być może potem czeka nas sejmowa debata nad stanem polskiej piłki nożnej. Jest taka propozycja, jest taki pomysł.
G.N.: Sprawą piłki nożnej niech zajmują się specjaliści, niech w najlepszym wypadku zajmie się od tego odpowiednia komisja. Natomiast czy debata sejmowa to już lekka przesada.
K.G.: Ale komisja sejmowa ds. sportu, jak rozumiem, a nie żadna nadzwyczajna albo śledcza.
G.N.: Niedługo będzie komisja śledcza do spraw komisji śledczych, jak dalej tak pójdzie. Nie, absolutnie merytoryczna komisja, tak jak pan powiedział, panie redaktorze. Natomiast myślę, że debata sejmowa to już jest przesada. I tak jak powiedziałem, że nie wolno religii wplątać w politykę, tak sprawa, myślę, sportu czy piłki nożnej tym bardziej.
K.G.: Dziękuję bardzo. Poseł Grzegorz Napieralski, Sekretarz Generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej, gość Sygnałów Dnia. J.M.