• narzędzia

Sprzedana ziemia

piątek, 5 grudnia 2008

Z Borą Ćosiciem, serbskim pisarzem mieszkającym na stałe w Niemczech, przy okazji wydania książki „Podróż na Alaskę” i przyjazdu do Polski na zaproszenie festiwalu Pora Prozy rozmawia Petar Petrović.

Bora Cosić, Foto © Jürgen Bauer

Czy żyjąc na emigracji lepiej rozumie pan problemy swojego kraju?

Od czasu kiedy przed czternastu laty wyjechałem z kraju nie myślę o tym, że jestem na emigracji, na jakiejś banicji. Człowiek zostaje zmuszony emigrować z dwóch powodów: wtedy gdy zostaje z kraju wygnany albo gdy z niego ucieka, z powodu tortur czy innych prześladowań. Osobiście niczego takiego nie doświadczyłem, ale czułem się bardzo źle w reżimie Miloszevicia, który przyjmował postać systemu neofaszystowskiego. Wyjechałem całkowicie dobrowolnie. Na początku pojechałem do Chorwacji, ale nie dlatego, że był tam jakiś lepszy system władzy, gdyż rządził tam wtedy Tudźman. Ten wyjazd był tylko czasowym rozwiązaniem. Miałem tam dom, na Istrze, a jest to region, który zawsze był wyjątkowy, nawet w okresie sprawowania władzy przez totalitarny rząd Tudźmana. Istra po dziś dzień jest doskonałym przykładem tego jak należy żyć w środowisku wielonarodowym.

Duża część jugosłowiańskiej populacji była zmuszona udać się na czasową emigrację zarobkową. To byli ci nieszczęśni gastarbeiterzy, którzy mieli z tego powodu wiele trudności i problemów. Polityczna banicja jest czymś bardzo dramatycznym, dotyczyła wielu znanych pisarzy, takich jak choćby Josip Brodski czy Aleksander Sołżenicyn, którzy byli wyrzucani ze swojej ojczyzny. Banicja bywa jednak bardzo różna, jest wielu ludzi, którzy nic nie osiągnęli wyjeżdżając zagranicę, są też ludzie, którzy znaleźli bardzo dogodne miejsce pracy i twórczości. W samej emigracji najcięższy jest jednak powrót do domu.

Czy są tematy, których pan unika, o których nie chce, bądź nie może pan pisać?

Nie unikam żadnych tematów, oprócz tych, które mnie nie interesują. Nikt mnie nie ogranicza w pisaniu. Ważniejsze jest to jaki jest odbiór podejmowanego tematu. Nawet w czasie rządów quazi-faszystowskich Miloszevicia, można było wydawać cokolwiek się chciało. A to dlatego, że należał on do tego rodzaju dyktatorów, którzy posiadają bardzo niebezpieczną inteligencją. On w żaden sposób nie liczył się z tym, co się o nim pisze w książkach. Dla niego było ważne by mieć na swoje zawołanie armię, czołgi i przede wszystkim poparcie społeczeństwa, którego sympatię zdobył opowieściami o serbskiej mitologii. O wiele ciężej było pisać w czasie komunizmu, w szczególności zaraz po wojnie i później, w pewnych okresach, kiedy było dużo administracyjnych zakazów. Ale i wtedy pisaliśmy o tym, o czym chcieliśmy, tyle że cenzura zakazała publikacji mojej książki, podobny los spotkał także mój film i sztukę teatralną. Warto w tym miejscu przypomnieć pewną historię, która może podsumować naszą dyskusję o zakazach i sposobach radzenia sobie z nimi. Dwoma największymi pisarzami serbskiego modernizmu byli Vasko Popa i Miodrag Pavlović. Zanim zaczęli wydawać swoje książki, przed początkiem lat pięćdziesiątych, mieli dwa, całkowicie przeciwstawne spojrzenia na cenzurę. Vasko Popa w ogóle nie wierzył w to, że pewnego dnia cenzura popuści lub zniknie i postanowił nic nie tworzyć. Zupełnie inaczej postąpił Miodrag Pavlović, który ciągle pisał, choć na „użytek własny”, w swoim domu. Gdy w latach pięćdziesiątych dopuszczono możliwość publikowania nowoczesnej poezji, ten drugi miał skończone i gotowe do wydruku dwa, trzy zbiory wierszy. To często od człowieka zależy  czy boi się pisać czy też nie.

Czy w Serbii istnieje zainteresowanie pana literaturą? A jeśli tak, to kto przychodzi na pana spotkania autorskie?

Moja ostatnia książka miała w Serbii bardzo dobre recenzje, ale liczba osób, które chcą się ze mną spotkać nie przekracza tysiąca osób, a przecież w Belgradzie mieszka 2 miliony ludzi. W stolicy działa Centrum Duchowego Oczyszczenia, prowadzone przez Borkę Paviciević, osobę, która prawie od początku walczyła z dyktaturą i teraz boryka się tej post, quazi-demokracji. Z nią związana jest grupa około 300 ludzi. Znam każdą z tych osób osobiście, panują tam bowiem relacje rodzinne. Reszta to „martwe morze” tego narodu…

Czy żyjąc poza ojczyzną lepiej widać jej problemy?

Na takie pytanie ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Z zewnątrz człowiek ma szersze spojrzenie i większą wolność, więcej kontaktów z różnymi ludźmi. Takie spotkania uważam za bardzo drogocenne, także dlatego, że możemy poczuć się jak emisariusze pewnych idei. Niestety przez to niektóre sprawy, z życia naszych ojczyzn na pewno nam uciekają. Jeden z pisarzy, których bardzo szanuję - Nenad Veliczković, mieszka w Serbii i zajmuje się obecnie analizą podręczników szkolnych i procesem ich nacjonalizacji, która ma miejsce zarówno w Serbii, jak i Bośni i Chorwacji. On zna detale, których ja mieszkając poza krajem nie mam szans poznać.

Intrygujący jest tytuł pana książki. Dlaczego porównuje pan kraje byłej Jugosławii do Alaski?

To jest pewna metafora. Na początku wydało mi się, że zarówno stan Alaska, jak i kraje byłej Jugosławii, są pewnymi „odległymi” ziemiami. Odległymi dla centrów. Zarówno ja, jak i moja ziemia, oddaliliśmy się jeden od drugiego. Opisana w książce podróż, była jedną z pierwszych od czasu, kiedy opuściłem kraj, gdyż teraz jeżdżę tam dość często. Czułem się jak podróżnik, odkrywca, który pojawił się w Afryce. Niektórzy czytelnicy i krytycy doszli do wniosku, że ta metafora dotyczy tego, że na Alasce jest mróz i pokrywa ją lód i że tam ciągle jest, pod względem duchowym, chłodno. Tak, to prawda, ale później doszedłem do wniosku, że nie było to celem mojej opowieści. Alaska ukazała mi się jako ziemia, która została sprzedana. Wszyscy wiemy, że Rosjanie sprzedali ją Amerykanom. Moją ziemię tak samo sprzedano, tylko nie wiem komu…

Ale wie pan kto ją sprzedał?

Tak, to wiem, to są ci, którzy są obecnie w Hadze.

Czy uważa pan, że dramatyczne zmiany, które miały miejsce w Jugosławii, wpłynęły na zmianę charakterów, tożsamości żyjących tam narodowości?

Moim zdaniem najbardziej widoczne elementy narodowej tożsamości pozostały stałe. Te zmiany, o których pan mówi, spowodowały jednak, że część cech mieszkających tam ludzi została ponownie ujawniona. Uważam, że Chorwaci zawsze mieli pewną ideę secesjonistyczną, ale ukrywali ją w czasie trwania Królestwa Jugosłowiańskiego, czy w czasach socjalizmu. Oczywiście, nie wszyscy, gdyż część narodu chorwackiego promowała ideę stworzenia Jugosławii, która została później zaaprobowana i przejęta przez Serbów. Eksplozja nacjonalizmu dała swój wyraz w okresie trwania faszystowskiego Niezależnego Państwa Chorwackiego, w czasie II wojny światowej. Jednak nie cały naród chciał budowania państwa za wszelką cenę. Inni jednak zdecydowali się wejść na drogę mordu i dokonali strasznych rzeczy. Jeśli chodzi o Serbów to wydaje mi się, że ich mentalność jest bardziej konserwatywna, bliższa jest im idea dynastii, królów, niż jakieś komunistyczne, socjalistyczne czy lewicowe idee. Stało się tak, że powstanie partyzantów Tity, rozpoczęło się w Serbii, ale od razu przeniosło się na tereny Chorwacji i Bośni. W Serbii „hasali” wtedy kolaboranci, czetnicy. Gdy jednak przyszli sowieci, gdy partyzanci wyzwolili Belgrad, wtedy te ruchy rojalistyczne „ucichły” i zostały przez Serbów „ukryte”. W latach dziewięćdziesiątych doszło do tego, że komuniści, którzy przez czterdzieści lat wyznawali tę ideologię, w „ciągu nocy” stali się nacjonalistami i przeszli na stronę wcześniej znienawidzonych czetników. Na stronę tych, przeciwko którym do tej pory walczyli. Myślę, że w kwestii religii też są bardzo duże różnice pomiędzy Chorwatami i Serbami. Obecnie w Serbii bardzo modne jest chodzenie do cerkwi i obnoszenie się ze swoją religijnością. Oceniam to „nowe zjawisko” bardzo podejrzliwie, bo wiem, że wiara Chorwatów jest głęboka, a dla Serbów, obecnie, stała się elementem tożsamości narodowej.

W pana książce ważne miejsce zajmują opisy Belgradu, czy bardzo to miasto zmieniło się od czasu gdy zdecydował się pan je opuścić?

W „Podróży na Alaskę” tylko napomknąłem o kilku rzeczach związanych z Belgradem, a tak się złożyło, że moja najnowsza książka, która właśnie ukazała się w serbskiej stolicy, poświęcona jest w całości temu miastu i ma formę wspomnień. Mieszkałem tam przez pięćdziesiąt pięć lat, od piątego roku życia, a wyjechałem w 1992 roku. Cały ten okres określam mianem konsulostwa. Wydarzenia, które opisuję w najnowszej książce, miały miejsce w zeszłym roku w grudniu, w okresie gdy mieszkałem w pewnym elitarnym hotelu. Patrzyłem wtedy na miasto, które uległo wielkim przeobrażeniom językowym i mentalnym, gdyż przybyło do niego wiele osób z prowincji i z innych krajów. Mimo że obecnie żyje tam ponad 2 miliony ludzi, to liczba osób, które chciałbym widzieć uległa radykalnemu zmniejszeniu. Ludzi, których chciałem widzieć, którzy używają „swojej głowy”, mogłem zaprosić do jednego stołu... To smutne, ale 95 % serbskiej elity, w tym prawie wszyscy pisarze, grało w „orkiestrze” Miloszevicia i nie widzę obecnie sensu, by z nimi rozmawiać, czy się spierać. Na Bałkanach wciąż mamy do czynienia z niebezpiecznymi konfliktami międzyetniczymi, ale w większości przypadków mają one miejsce w rzeczywistości „duchowej”. Dlatego, gdy słyszę jak ktoś pogardliwie mówi o kosowskich Albańczykach, to już wiem co taka osoba ma w głowie. Myślę, że te problemy mogą doczekać się rozwiązania po upływie jednej czy dwóch generacji. Liczę na zmiany cywilizacyjne…

ZOBACZ WIĘCEJ:

Zobacz gdzie »
Drukuj   |    Poleć znajomemu   |    Dodaj do:
Komentarze do artykułu: 0 Dodaj nowy komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Fonograficzna| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone