Kończy się rok 1988. Komuna trzyma się jeszcze mocno. W telewizji cyniczny rzecznik rządu Jerzy Urban, tłumaczy, dlaczego jest tak dobrze, że przejściowo jest źle i że będzie lepiej. Nad wszystkim czuwa dzielny generał Jaruzelski, który kilka lat wcześniej, wyprowadzając czołgi na ulicę, stoczył zwycięski bój z własnym narodem. Do koszar wojskowych, w zapomnianym przez Boga i ludzi miasteczku, przybywa grupa świeżo upieczonych absolwentów wyższych uczelni. Tutaj w miejscowej Szkole Podchorążych Rezerwy mają odbyć „zaszczytną” służbę w Ludowym Wojsku Polskim. Pod czujnym okiem oficerów, będą przez najbliższe miesiące poznawać tajniki życia w wojsku.
W takich właśnie okolicznościach, rozpoczyna się akcja książki Mariusz Paska „Paragraf 13”, której podtytuł – „Pierwsza męska opowieść o wojsku w PRL” - wiele wyjaśnia. Męski jest przede wszystkim język, jakim posługują się bohaterowie książki, nawet ci, co nie chcą po pewnym czasie zaczynają szpetnie przeklinać. Niekompetencja przełożonych, szmacenie młodych ludzi na każdym kroku, prymitywna indoktrynacja, lejący się strumieniami alkohol i przede wszystkim zakłamanie jakie towarzyszy wszystkim działaniom podejmowanym w LWP, tak można by najkrócej przedstawić zawartość „Paragrafu 13”. Jest śmiesznie i strasznie. A poziom absurdu sięga wyżyn. Oto jeden z bohaterów tłumaczy przełożonemu, że chodzi w skarpetach, a nie w onucach jak mówi rozkaz, bo obciera sobie nogi. Przełożony chce ukarać podwładnego za nieprzestrzeganie regulaminu i, za podpowiedzią winowajcy, karze go obowiązkiem noszenia… skarpet. Niestety, obok ociekających nonsensem sytuacji, rozgrywają się też historie tragiczne. Umiera żołnierz, bo przełożeni potraktowali go jako symulanta i nie zapewnili odpowiedniej opieki. Sprawa jest natychmiast tuszowana, bo trzeba dbać o dobre imię jednostki i honor żołnierzy. Jak kpina brzmią w ustach zawodowych oficerów PRL słowa o honorze i zasadach.
Peerelowskie wojsko to też, swego rodzaju, PRL w pigułce. Ci, co rządzą już w nic nie wierzą (czy kiedykolwiek wierzyli?), a ich jedynym celem jest przetrwanie. Ci, którzy są pod ich władzą, starają się „jakoś” przetrwać, niektórzy zaczynają się posługiwać metodami swoich zwierzchników. Oczywiście nie wszyscy się szmacą i poddają indoktrynacji, bo nie wszyscy byli umoczeni, jak możemy dzisiaj usłyszeć.
Książka Mariusza Paska to też, swoisty zapis ostatnich miesięcy PRL, pokazujący do czego doprowadziły lata komunistycznych rządów. Dla młodszych czytelników, zwłaszcza tych, którzy uniknęli wątpliwej przyjemności służby w LWP, będzie to zapewne trudne do uwierzenia, ale większość przedstawionych w książce historii, wydarzyła się naprawdę, a autor, niczym skrupulatny kronikarz przełożył na papier to, co sam widział i przeżył. Trudno uwierzyć, że dopiero po 20 latach od zawalenia się komuny, wydana została książka opisująca przecież jeden z filarów tego systemu, zwłaszcza, że w latach 80. to właśnie towarzysze w mundurach decydowali o wszystkim, co działo się w tym kraju. Nie jest to bynajmniej zarzut pod adresem autora, który jak mówił w wywiadzie dla „Frondy”, już na początku lat 90. miał gotową książkę. Niestety, „dziwne” zrządzenia losu połączone z nadmiernym zainteresowaniem książką ze strony czynników wojskowych spowodowały, że w pełnej wersji „Paragraf 13” mógł ukazać się dopiero teraz.
Piotr Dmitrowicz