• narzędzia

Proza zadaje pytania

środa, 4 lutego 2009

Swoją przygodę z literaturą rozpoczął od gatunku science fiction. Obecnie jest jednym z najbardziej znanych publicystów politycznych w Polsce. Jego książki publicystyczne "Polactwo", "Michnikowszczyzna", "Zapis choroby", "Czas wrzeszczących staruszków" rozeszły się na pniu. Po trzech latach Rafał Ziemkiewicz, laureat Nagrody Kisiela z 2001 roku, wraca z kolejną powieścią "Żywina". 

Historia pańskiego bohatera tytułowego – Żywiny – może się wydać czytelnikowi zaskakująco bliska…

Staram się pisać, jeśli chodzi o kwestie techniczne, zgodnie z XIX-wiecznym postulatem „prawdziwego zmyślenia”; opisywać ludzi i zdarzenia fikcyjne, ale prawdopodobne, więcej nawet, typowe. Stąd i fabułę „Żywiny” tworzyłem w taki sposób, by czytelnik miał stale wrażenie, że zna te postaci, zna te sytuacje, że ta rzeczywistość jest mu nieobca. Wszystko jest tu prawdziwe, choć w rzeczywistości nic się nie zdarzyło w taki sposób, jak w powieści. Przy czym nie chodziło mi o to, by napisać demaskatorski reportaż, jestem zresztą dziennikarzem, więc mogę to zrobić w każdej chwili; chciałem wydestylować pewien głębszy sens z naszych doświadczeń ostatnich lat.


Czy nie obawiał się pan, opisując polską rzeczywistość po transformacji ustrojowej, że może wyjść panu książka z elementami dydaktyki?

Kiedy piszę prozę, nie mam ambicji wpływania na czyjekolwiek poglądy. Zresztą to by nie miało sensu, moje książki publicystyczne rozchodzą się przecież w o wiele większym nakładzie niż moje powieści, a do jeszcze większej liczby ludzi docieram ze swoimi poglądami poprzez gazety, telewizję czy radio. Powieść nie służy do tego by przekazywać w niej treści publicystyczne. Powieść jest po to, by opowiedzieć historię. Gdybym publikował prozę pod pseudonimem to myślę, że nie doszukiwano by się wtedy w niej jakiejkolwiek publicystyki. Recenzenci po prostu chętnie rozumują prostymi sztampami − skoro słyszeli o autorze jako o prawicowym (cokolwiek to znaczy) publicyście, to każde zdanie jego powieści odczytują jako opakowany w fabułę jad konserwatywno – liberalny, sączony w młode dusze (śmiech). W XIX wieku powieść bywała skutecznym wehikułem do przemycania, popularyzowani treści pozaartystycznych. Ale w dzisiejszych czasach, powtórzę, to nie ma sensu, publicystyka dociera znacznie szerzej, a literatura jest czymś niszowym, elitarnym.  

"Powieść jest po to, by opowiedzieć historię."

Czy z taką szarą rzeczywistością, jaką opisuje pan w „Żywinie”, styka się pan podczas spotkań autorskich w mniejszych miejscowościach?

Owszem, dużo jeżdżę po Polsce i często spotykam się z ludźmi z małych miejscowości, zwłaszcza z ludźmi pewnego szczególnego typu, których w powieści reprezentuje radny Kucia. Są ludzie, którzy starają się rozruszać aktywność obywatelską w tych miasteczkach, starają się wykonać jakąś pracę intelektualną. Szamoczą się z tym w społeczeństwie, które w większości żyje w sposób kompletnie bezrefleksyjny, a jeżeli już jakieś refleksje snuje, to raczej samousprawiedliwienia w stylu: „na układy nie ma rady”, „nie odpalisz to nie wystartujesz” albo „nie bądź orłem bo wylecisz”. A poza tymi podróżami, mieszkam na wsi przez prawie sześć miesięcy w roku, a z inną wsią mazowiecką łączą mnie wciąż rodzinne koneksje. Coś więc wiem o „Polsce B”. Ale w powieści patrzę na nią oczyma warszawskiego dziennikarza, i to on jest w powieści najważniejszy, a nie obraz prowincji. Nie chciałem napisać książki ani o Polsce powiatowej, ani o polskiej polityce, ani o tym, że mieszkamy w kraju patologii społecznych. Przede wszystkim postawiłem sobie zadanie napisania książki o człowieku, który uświadamia sobie pewne wyzwania jakie stawia przed nim rzeczywistość i w związku z tym musi dojrzeć do ich podjęcia.

Na razie nie odważyłem się przedstawić obrazu polski powiatowej widzianej oczami człowieka stamtąd. To by było ciężkie zadanie pisarskie, także dlatego, że trzeba by użyć bohatera, który z natury jest bezrefleksyjny. W zasadzie można by używać go tylko jako podmiotu rejestrującego dźwięki i obraz, nie dodającego jakiegokolwiek  komentarza do tego, co widzi i słyszy.

"Od czasów Homera przerabiamy w kółko tę samą historię, tylko ją stale aktualizujemy."

W książce znajduje się motto z conradowskiej „Smugi cienia”. Radek, pana główny bohater, w trakcie rozwoju akcji przechodzi znaczącą przemianę.

Nawiązanie do „Smugi cienia” oczywiście nie wzięło się znikąd; to jest powieść o momencie dojrzewania do męskości, wejściu w męskość, momencie, którego wielu mężczyzn dziś w ogóle już nie przechodzi, a część przechodzi go bardzo późno. Myślę, że jest to dla mojego bohatera swego rodzaju błogosławieństwo, że zdarzyło mu się przejść w tę conradowską „granicę cienia” (bo właściwie tak powinno się tłumaczyć „shadow line”, nie jako „smugę”; chodzi przecież o granicę, którą gdy się raz przekroczy, to już pozostaje się gdzie indziej.) Nie jestem zwolennikiem tej modnej ostatnio maniery ciągłego robienia aluzji do różnych tekstów, bo uważam, że jest to puste popisywanie się erudycją i brak uczciwości względem czytelnika − on przecież kupuje powieść, bo chce przeczytać dobrą historię o pełnokrwistych bohaterach, a nie rozwiązywać jakieś łamigłówki, które w dodatku, jak się je już rozwiąże, okazują się najczęściej kodować zupełnie banalne konstatacje. Ale gdzieś tam w wartości naddanej uważam, że dobrze jest, by w powieści istniał jeszcze pewien odsyłacz, który pozwala spojrzeć na jakąś sytuację w kontekście wielkich autorów, którzy kiedyś o tym pisali. Przecież od czasów Homera przerabiamy w kółko tę samą historię, tylko ją stale aktualizujemy. Literatura oddająca nasze życie, tak naprawdę ciągle opisuje kilka mitycznych historii i słusznie mówi się, że pisarz zawsze stoi na ramionach swoich wielkich poprzedników.

Czy poczucie dziedziczności, nad którym zastanawia się Radek, związane jest tylko z życiem prywatnym bohatera, czy także z powtarzalnością pewnych wydarzeń w historii Polski?

Pytanie o to na ile jesteśmy zdeterminowani naszymi przodkami jest jednym z ciekawszych pytań, nad którymi warto się zastanawiać. Ono w gruncie rzeczy było główną osią „Ciała obcego”, mojej poprzedniej powieści, tylko tam interesowały mnie plany bardzo osobiste; fatalność powtarzania losu ojca, problemów psychicznych matki. Tam było to w skali mikro, w „Żywinie” mamy do czynienia ze skalą makro. Jest to jeden z rejonów, w które chciałbym zaprowadzić czytelnika i zachęcić go do samodzielnych rozważań, do wpisania również swoich oświadczeń. Bo przecież to, że generalnie jesteśmy narodem bez pamięci nie oznacza, że jesteśmy narodem bez przeszłości. Skądś się przecież nasze zachowania i odruchy biorą.

Dlaczego umieścił pan tą duchową przemianę Radka w okresie „festiwalu umierania papieża”?

Znowu muszę powiedzieć coś przykrego o niektórych recenzentach i produkowanych przez nich sztampach. „Był sobie taki facecik z liberalnej, wysokonakładowej gazety, piwko, dziewczynki, fajnie się w życiu ustawił i nagle zobaczył jak ludzie płaczą przy śmierci papieża i się nawrócił” − takie streszczanie „Żywiny” naprawdę nie ma z nią wiele wspólnego. Radek spisuje wspomnienia już w jakiś czas po śmierci papieża, i sposób, w jaki o tej chwili opowiada sam w sobie jest dowodem, że nie otrzymał łaski wiary, choć wspomina, że w chwili, gdy był w owym tłumie, czuł przemożne pragnienie by stać się jego częścią. To dla mnie ważna scena − człowiek świadomie dystansujący się od wiary, mający raczej złe wspomnienia związane z kościołem, do którego ciągnęła go na siłę „rozmodlona” matka, wsłuchuje się w słowa płynące z pieśni kościelnej o tym chlebie, który łączy złote ziarna i żałuje, że coś przeszkadza mu się roztopić w tłumie. W innej scenie, podczas rozmowy ze swoją kochanką, mówi, że jeżeli by odrzucić religię, to można być tylko prymitywem, stoikiem albo epikurejczykiem. Wówczas określa siebie jako epikurejczyka, w chwili, gdy spisuje swe wspomnienia, opatruje to komentarzem, że nadal tak uważa, zmienił się tylko jego wybór. Wiadomo, że prymitywem nie został, więc trzeba przyjąć, że sam po wszystkich opisanych w książce doświadczeniach deklaruje się jako stoik. Nie stał się narodowym katolikiem − to by było zbyt trudne i zbyt proste zarazem, chociaż myślę, że bohater by w jakimś sensie tego chciał. Wszyscy mamy tendencję do szukania łatwej identyfikacji. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i dobrze się czuje w stadzie, kiedy inni za niego myślą i podejmują decyzje. Ale są jednostki, które mają wszczepiony taki gen obcości i to właśnie one bardzo dobrze nadają się na bohaterów literackich. Radek jest właśnie taki. W całej mojej dotychczasowej twórczości prozatorskiej ten człowiek jest w największym stopniu postacią przeze mnie wykreowaną. Nie jest przypadkiem, że jest on ode mnie młodszy o osiem lat. To też dla mnie ważne, w polskiej prozie stało się zwyczajem, że bohaterem czyni się rówieśnika, daje mu się swoje doświadczenia i swój sposób patrzenia na świat. A ja celowo chciałem napisać o ludziach z innego pokolenia, czy właściwie o ludziach tworzących jakieś pokolenie. Bo uważam, że moje roczniki to z perspektywy czasu jakieś takie półpokolenie - ani to już PRL, ani jeszcze wolna Polska. Chciałem napisać o ludziach, których znam. Wydaje mi się, że myślą zupełnie w inny sposób niż ja, i to właśnie ich sposób myślenia prezentuje Radek.

W pamięci pozostają dwie drugoplanowe postacie z Pana powieści, Seweryn broniący beznadziejnej sprawy dworku i radny Kucia. Obydwaj gotowi są do zmieniania rzeczywistości poprzez „pracę u podstaw”. Czy jest to droga dla tych, którzy nie zgadzają się z zastaną rzeczywistością?

Bohaterowie, których pan wymienił prezentują różne sposoby na radzenie sobie z rzeczywistością. Prywatnie mogę powiedzieć, że Kucię uważam za swojego Gajowca. U ludzi z którymi się stykam taka postawa upartego twierdzenia „róbmy swoje, a koniec końców coś z tego dobrego wyjdzie” jest mi miła. Nie staram się jej jednak wcisnąć czytelnikowi. Takich Sewerynów i Kuciów znam, znam też Galosów - jak burmistrz Bykowa, a co do Żywinów, to już chyba nie musimy o nich rozmawiać, znamy ich wszyscy zbyt dobrze.

Pańska publicystyka i literatura związana ze współczesną Polską kwalifikowana jest do tzw. prawicowego nurtu literackiego. Co pan myśli o szufladkowaniu autorów?

Jeśli ktoś próbuje mi nalepić etykietkę, to podejrzewam, że nie robi tego, by zrobić mi dobrze (śmiech). Nie mam na to wpływu. Ale moim zdaniem można być konserwatywnym, socjalistycznym albo liberalnym publicystą, ale nie można być takim pisarzem, ponieważ konserwatywne czy liberalne mogą być wyłącznie odpowiedzi, a proza odpowiedzi nie daje, proza składa się z samych pytań. Ważne jest tylko to, czy są to pytania celne, ciekawe dla ludzi, i czy historia jest dobrze opowiedziana. Rynek oczywiście wymaga kawałkowania literatury, nalepiania etykietek, i ta szufladka, literatura czy proza „prawicowa” okazała się nawet pewnym pomysłem na sukces, są czytelnicy, których taka etykieta przyciąga. Ale ja nie chciałbym z tego korzystać.

Rozmawiał Petar Petrović.

Zobacz gdzie »
Drukuj   |    Poleć znajomemu   |    Dodaj do:
Komentarze do artykułu: 8 Dodaj nowy komentarz
jacek
2009-02-05 17:47:27
W wiekszosci krajow pisanie tego typu materialow, nasyconych nieskrywanym antysemityzmem i nienawiscia do ludzi o odrebnych przekonaniach, co robi ten pan jest zakazane. W Polsce popada na podatny grunt. A PR nadal PISowskie i polityczne a to nie jest zadaniem radia !
karol
2009-02-06 10:21:14
Ale Jacek zasmrodził...
Popracuj chłopie nad formą języka miłości i pokoju.
Może przy okazji zrozumiesz co te pojęcia znaczą.
Valdi
2009-02-06 19:04:17
Niestety Jacuś - nie ma kto zakazywać. I co ty teraz zrobisz nieszczęsny ??
tim
2009-02-08 18:42:00
Panie Jacku masz swoj kraj, co tu robisz ? Po epoce Bermana Ty i Twoi rodacy nie macie prawa korzystac z naszej goscinności. Holokaust Narodu Polskiego trwał do 56 roku i to Wo byliście sprawcami jego ostatniego rozdziału.
stanko z W.
2009-02-09 15:12:39
coś mi się widzi, że jacek pomylił osobę R. Ziemkiewicza ze S. Michalkiewiczem?
Anna
2009-02-10 21:05:53
Atak antysemitów na forum dyskusyjnym Polskiego Radia. Jesteście bardzo agresywni, ale nie stanowicie większości. Na szczęście.
tim
2009-02-11 10:58:49
wróg ludu przedwczoraj
element antysocjalistyczny
antysemita dziś
takimi nazwami nsbww (nasi starsi bracia .....) nas obdarzają.
Ja jestem z tego dumny.
tim
2009-02-11 14:13:00
Czytaj "Nasz Dziennik"

Ideologiczne fobie w podręczniku

"Antysemityzm - stare i nowe uprzedzenia" to tytuł podręcznika metodycznego dla nauczycieli, poświęconego zagadnieniom antysemityzmu, rekomendowanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Problematyka antysemityzmu i historii Żydów, ze szczególnym uwzględnieniem holocaustu, jest już uwzględniana w programie nauki historii na różnych poziomach edukacyjnych. Po co w takim razie tworzyć osobny podręcznik? Przy okazji mówienia o antysemityzmie poruszono kwestię wszelkich rzekomych uprzedzeń, ze szczególnym akcentem na "homofobię".

Poradnik metodyczny dla nauczycieli "Antysemityzm - stare i nowe uprzedzenia" wraz z kompletem materiałów edukacyjnych na temat historii Żydów i antysemityzmu w Europie został opracowany wspólnie przez Dom Anny Frank w Amsterdamie oraz Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE w Warszawie we współpracy ze Stowarzyszeniem Centrum Polsko-Niemieckiego i z Międzynarodowym Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Podręcznik jest rekomendowany przez MEN jako zalecany środek dydaktyczny do wykorzystania w nauczaniu historii i wiedzy o społeczeństwie na poziomie szkoły podstawowej oraz historii i wiedzy o społeczeństwie w gimnazjum. Oprócz tego - jak zakładają jego twórcy - może być on wykorzystywany także na lekcjach języka polskiego oraz podczas godzin wychowawczych. Jest częścią pakietu edukacyjnego do nauczania o historii Żydów i antysemityzmie, który trafia bezpłatnie do rąk nauczycieli podejmujących tę tematykę z młodzieżą.
Na komplet materiałów - dostępnych zarówno w wersji drukowanej, jak i internetowej - składają się (oprócz poradnika) trzy tematyczne zeszyty ćwiczeniowe uporządkowane tematycznie, obejmujące "różne aspekty antysemityzmu": "Historia antysemityzmu w Europie do 1945 roku", "Antysemityzm - ciągłe zmaganie?" oraz "Uprzedzenia. U2?". Każda z części obejmuje sześć rozdziałów zawierających opis wydarzeń, ilustracje oraz blok ćwiczeniowy dla uczniów. Część pierwsza jest poświęcona historii Żydów w Europie. Już na wstępnie czytamy: "Historia Żydów w Europie jest długa. Żydzi przyczynili się do rozwoju wszystkich aspektów kultury europejskiej. Tym niemniej przez wieki żywiono do nich nienawiść". Zasadniczym tonem towarzyszącym opowiadaniu o historii narodu żydowskiego jest ich odwieczna martyrologia. Owszem, wspomina się o dobrych dla nich czasach, takich jak VIII wiek w hiszpańskiej Kordobie czy kilka wieków rozkwitu żydowskiej kultury w Amsterdamie oraz Polsce, zwłaszcza w Krakowie. Pojawiają się jednak też takie informacje, jak ta, że chociaż korzenie chrześcijaństwa są judaistyczne i Jezus był Żydem, to - zwłaszcza w średniowieczu - Kościół żywił urazę do Żydów za "bogobójstwo". Wspomina się również o strasznych losach Żydów podczas "świętej inkwizycji", a także o wielowiekowej walce Żydów całej Europy o równe prawa i o zagładzie podczas II wojny światowej. Druga część, poświęcona zagadnieniom współczesnej historii Żydów, informuje m.in. o ich dylematach po Auschwitz, o trudnym losie ocaleńców (np. tzw. pogrom kielecki w 1946 roku), o walce o powstanie własnego państwa. W tym kontekście pada też pytanie: "czy to tylko krytyka, czy antysemityzm?". Czytamy tam bowiem: "Konflikt bliskowschodni częściej niż inne konflikty pojawia się w światowych serwisach informacyjnych. Niektórzy politycy, fora międzynarodowe regularnie krytykują izraelskie reakcje na zagrożenie bezpieczeństwa kraju, w obliczu którego Izrael się znalazł. Krytyka ta czasem nie ma niczego wspólnego z rzeczywistą sytuacją, lecz jest jedynie pretekstem do antysemickich oskarżeń". Pojawia się także problematyka granicy między wolnością słowa a antysemityzmem i wszelką dyskryminacją oraz prezentowane są przykłady pozytywnych działań przeciwko uprzedzeniom, takim jak np. przyjaźnie osób z różnych kultur, organizowanie akcji upamiętniających holocaust czy też projekt "Kolorowa tolerancja", polegający głównie na zamalowywaniu obraźliwych rasistowskich napisów na murach. Przeglądając dobór prezentowanych treści, można odnieść wrażenie, że fakty są przedstawiane nieco wybiórczo, wręcz tendencyjnie. Przypominając o holocauście, akcentuje się wielomilionowe straty narodu żydowskiego, zaledwie mimochodem wspominając o śmierci w obozach zagłady przedstawicieli innych narodów, jak chociażby Polaków. Kompletnie nie wspomina się o współczesnych ludobójstwach, takich jak chociażby ludy afrykańskie czy miliony nienarodzonych dzieci na całym świecie. Ponadto pominięto milczeniem niezwykle istotny fakt - nie licząc podpisu pod jedną z fotografii - jak wielu Polaków ocaliło żydowskie dzieci, nieraz nawet całe rodziny, i ilu z nich zapłaciło za to życiem. - Wydaje się to niewyobrażalne, ale praktycznie nie ma informacji o inicjatywach z czasów II wojny światowej mających na celu pomoc eksterminowanym przez Niemców Żydom: o amsterdamskim strajku generalnym, odmowie deportacji Żydów bułgarskich, działalności Raoula Wallenberga czy przede wszystkim funkcjonowaniu "Żegoty" i postawie olbrzymiej większości polskiego społeczeństwa, dzięki pomocy którego okupację niemiecką przetrwało ok. 500 tys. Żydów, o "Sprawiedliwych wśród narodów świata", o Sendlerowej - ani słowa! - bulwersuje się dr hab. Tomasz Panfil z Katedry Nauk Pomocniczych Historii Nowożytnej i Najnowszej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, autor programów nauczania oraz podręcznika historii najnowszej dla klasy trzeciej szkoły ponadgimnazjalnej.
Jednakże zdecydowanie najwięcej zastrzeżeń natury ogólnej budzi część trzecia, traktująca o antysemityzmie jako zaledwie jednej z licznych form dyskryminacji. Nosi ona znaczący tytuł "Uprzedzenia. U2?". Zaskakujące jest już chociażby zastosowanie tutaj gry słownej, polegającej na angielskiej wymowie drugiej części tytułu, która fonetycznie czytana oznacza po polsku "Ty także?". Zmusza się więc młodego człowieka do przemyśleń nad jego podejściem do rzeczywistości, do otaczających go ludzi, czy przypadkiem nie znajdzie w sobie czegoś, co mogłoby sugerować, że albo on kogoś dyskryminuje, albo sam jest dyskryminowany. Uczniowie uzyskują precyzyjne definicje, co to jest uprzedzenie i dyskryminacja, jak rodzą się one w kręgu rodziny i znajomych oraz że są one wielką krzywdą wyrządzaną innym ludziom. Dowiadują się, że wprawdzie mają prawo do swoich poglądów, "jednak problem z uprzedzeniami polega na tym, że nie postrzega się kogoś jako osoby, czyli jednostki, lecz jedynie jako przykład członka określonej grupy. (...) Wszyscy mamy skłonność do tego, by przede wszystkim dostrzegać to, co chcemy zobaczyć lub co jest zgodne z naszymi poglądami. Dlatego właśnie uświadomienie sobie, że coś postrzegamy niewłaściwie, zajmuje nam nieco czasu. Zdarza się to zwykle wtedy, gdy poznamy kogoś osobiście. Wtedy różnice okazują się nie tak wielkie. Jak długo jednak będziemy je podkreślać, nic się nie zmieni".
Cytowana jest wypowiedź holenderskiego ucznia, który wyznaje, że jest homoseksualistą, i żali się na swoją poprzednią szkołę, w której nie dość, że był prześladowany przez rówieśników, to jeszcze nie pomagała nawet interwencja wychowawcy. A poniżej znajdują się definicja homofobii na równi z definicją antysemityzmu.
- Kuriozalny wręcz jest rozdział o granicach wolności słowa czy np. ćwiczenie zmuszające do wyszukania na fotografii dwóch plakatów o treści antysemickiej, podczas gdy w najlepszym przypadku za antysemicki można uznać tylko jeden plakat. W tym samych ćwiczeniu poleca się uczniowi napisanie listu do administratora strony internetowej zamieszczającej karykaturę premiera Izraela z żądaniem jej usunięcia. To przykłady manipulacji - uczula dr Panfil.
W podręczniku można ponadto znaleźć dokładną informację, jak sobie radzić z wszelkimi przejawami dyskryminacji: Nie zostałeś przyjęty na staż albo do pracy z powodu nazwiska? Zwolniono cię z supermarketu, bo jesteś za stary, a więc za dużo kosztujesz? Masz przyjaciół, którzy są wyzywani z powodu przynależności etnicznej, religii albo dlatego, że są homoseksualistami? To są przykłady dyskryminacji, o których należy informować. W Polsce przypadki dyskryminacji można zgłaszać np. do Stowarzyszenia "Nigdy więcej" w Warszawie: www.nigdywiecej.org.pl. Tam poradzą ci także, co powinieneś w takiej sytuacji zrobić. Jeśli dyskryminacja jest ewidentna, można jednocześnie zgłosić taki przypadek na policji.
Zagadnienia praw człowieka oraz dyskryminacji są uwzględnione w podstawie programowej kształcenia ogólnego, muszą zatem być uwzględnione również w programach nauczania i podręcznikach - usłyszeliśmy w Departamencie Informacji MEN. - Nauczyciel w realizacji programu nauczania ma prawo swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne, oraz do wyboru pomocy naukowych. - Środek dydaktyczny - broszura pod nazwą "Historia antysemityzmu do 1945 r." i "Antysemityzm, ciągłe zmaganie?" została zalecona do użytku szkolnego przez ministra edukacji narodowej na wniosek Stowarzyszenia Centrum Polsko-Niemieckie w Krakowie na podstawie pozytywnych recenzji rzeczoznawców: dr Lucyny Kudły (rekomendacja Akademii Pedagogicznej w Krakowie), dr Melanii Sobańskiej-Bondaruk (rekomendacja Polskiego Towarzystwa Historycznego) - wyjaśnił nam resort.
Maria S. Jasita
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Fonograficzna| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone