Cztery lata, które upłynęły od wydania klasycznego już "I Am A Bird Now" wystarczyły, by po okresie fascynacji uwolnić się od zjawiskowego zespołu Antony’ego Hegarty'ego. Pozwoliły zatęsknić i spojrzeć na jego nowe dziecko nie przez pryzmat wielkiego poprzednika, a zupełnie świeżym, nieskażonym oczekiwaniami, okiem.
Na "The Crying Light" Antony bezpretensjonalnie i niespiesznie snuje pieśń za pieśnią. Muzyka sączy się gdzieś obok, zupełnie nie narzucając się słuchaczowi. Wydaje się stanowić odrębną rzeczywistość, do której wejście zależy tylko od nas. W środku czeka na nas smutek odmieniany przez wszystkie przypadki. Jednak oprócz przeszywających autentyzmem opowieści o strachu, bólu, litości, oprócz litrów wylanych łez można dostrzec wielkie pokłady nadziei. Pogodzenia się ze światem i naturą niosącego za sobą nie zrezygnowanie, a optymizm i wiarę.
Zwiększył się arsenał środków, którymi urzekają Antony & The Johnsons. "The Crying Light" pobrzmiewa harmoniami swojej poprzedniczki, jednak bije ją pod względem dojrzałości muzycznej. Rozbudowane fortepianowe pejzaże z pięknym tłem smyków tworzą urokliwe przestrzenne obrazy. Melodie malowane z wielkim spokojem są tak neutralne, że mogłyby stanowić idealną poetycką ścieżkę dźwiękową dobrego filmu. Wszystko wydaje się tak nieskomplikowane i ujmujące zarazem, że trudno nie nazwać tej płyty doskonałą. Dzięki temu, że brakuje na niej "hitów" (kuriozalne określenie w tym przypadku), wwierca się w głowę powoli, ale zostaje w niej na długo. Jej prawdziwą wartość można jednak poznać dopiero po wielokrotnym przesłuchaniu. Mimo że jest dopiero styczeń i wiele wspaniałych muzycznych przeżyć przed nami, to już teraz ciężko wyobrazić sobie podsumowania 2009 roku bez "The Crying Light".
Swoim trzecim albumem Antony Hegarty potwierdził, że nie jest ciekawostką urozmaicającą kolorowy rynek muzyczny, lecz bardem pokroju Boba Dylana. Mimowolnie udowodnił, że w XXI w. jest nisza na natchnioną i poetycką muzykę. Najważniejsze jest jednak to, że zapotrzebowanie na taką wrażliwość będzie zawsze, a Antony wie, jak skruszyć najtwardszy serca lód.
Tymoteusz Kubik