• narzędzia

Jerzy Buzek

czwartek, 15 stycznia 2009
Rozmawiamy z Jerzym Buzkiem, profesorem nauk technicznych, eurodeputowanym, sprawozdawcą Parlamentu Europejskiego do spraw rozwoju technologii energetycznych, byłym premierem RP.

Panie Profesorze, jest Pan bez wątpienia jednym z niewielu polityków tak ściśle związanych z nauką. Czy popularyzacja nauki na arenie międzynarodowej jest trudnym zadaniem?

Popularyzacja nauki nie jest trudna. To dlatego, że dzisiaj wszyscy przekonani jesteśmy o tym, że wiedza stanowi główny motor rozwoju. Wiedza daje największe szanse indywidualnie każdemu obywatelowi i zbiorowo całemu krajowi, w którym nabrano umiejętności jej zdobywania i przetwarzania. Dlatego też mówi się o gospodarce opartej na wiedzy, dlatego mówi się o społeczeństwie wiedzy. Naukowiec pełni tu kluczową rolę i dzisiaj w każdej wysoko cywilizowanej, rozwiniętej społeczności jest osobą szczególnego publicznego zaufania - ma ogromne szanse na to by działać, by tworzyć.


Przekonanie o tym, jak ważna jest nauka, wyniósł Pan ze swojego rodzinnego domu. Decyzja o wyborze uczelni technicznej była pójściem w ślady ojca? Czy może był to Pana własny pomysł na swoją przyszłość?

Na pewno życiorys mojego ojca miał tu duże znaczenie, ale także jeszcze starsze rodzinne tradycje. Jeden z moich przodków prowadził dawno temu hutę w Węgierskiej Górce, pracował na Akademii Górniczo Hutniczej w okresie międzywojennym – był tam profesorem. Byli też tacy, którzy zajmowali się naukami humanistycznymi. Jeden z nich był profesorem we Lwowie, a później był twórcą i organizatorem Głównego Urzędu Statystycznego w 1918 roku i pierwszym jego dyrektorem. Wszyscy oni wyszli prosto z podcieszyńskiej wsi i stamtąd szli na studia. Często też zostawali na uczelniach, zdobywając tytuły naukowe. To była rodzinna tradycja, historia, która zaczęła się jeszcze w XIX wieku.

W pracy naukowej szczególnie zainteresowały Pana procesy chemiczne w inżynierii ochrony środowiska i w energetyce. Czy wybierając takie zagadnienie myślał pan o rezultatach i skutkach, czy raczej zagadnienie to wydawało się panu wtedy interesujące?

Kiedy zaczynałem tym się zajmować, były lata 80. i było to jeszcze mało atrakcyjne społecznie. Byłem przekonany, że jest konieczne, żebyśmy się tym zajęli - już wtedy w latach 80. mieliśmy dobre 20 lat opóźnienia jeśli chodzi o ochronę środowiska. To było więc zupełnie naturalne zajęcie się czymś, czym prawie nikt się nie zajmował. Moje wcześniejsze przygotowanie było tu bardzo pomocne. Byłem właściwie przygotowany, działając w energetyce, w naukach związanych z mechaniką, także w naukach chemicznych – wszystko to dobrze przygotowywało mnie do badań, innowacji i wdrożeń w zakresie ochrony środowiska.

Z sukcesem wdrożył Pan instalacje przemysłowe w elektrowniach, ciepłowniach i rafineriach. Ich zadaniem było oczyszczanie gazów odlotowych. Patenty, których jest pan właścicielem, związane są właśnie z oczyszczaniem gazów?

Tak, ale nie była to jedyna moja praca. Działałem również w wielu innych kierunkach – w przemyśle chemicznym, w przemyśle materiałów budowlanych. Tam nie koniecznie chodziło już o oczyszczanie gazów wylotowych. Moim głównym zadaniem było usprawnianie procesów, optymalizacja energetyczna, jak najmniejsze zużycie energii. To w tej chwili jest bardzo modne, zdecydowanie bardziej niż było 20 lat temu. Było dla mnie oczywiste, że prędzej czy później energia stanie się towarem deficytowym i będzie nam na niej szczególne zależało. Taką optymalizację energetyczną przeprowadzałem o wiele wcześniej zanim zaczęło się o tym mówić – teraz w polityce, czy wcześniej w nauce.

Optymalizacja energetyczna jest ściśle związana z wszelkimi nowymi technologiami energetycznymi. Jak Pan ocenia obecne zmiany w technikach pozyskiwania energii? Co będzie alternatywnym źródłem energii przyszłości?


Nie mamy tutaj wielkiego wyboru. Dzisiaj nie rysują się żadne przełomowe możliwości teoretyczne. Jest oczywiście badany i stopniowo oswajany proces syntezy termojądrowej – odwrotność energetyki nuklearnej. Gdyby to się nam udało, pewnie jednak nie wcześniej niż za 50 czy 60 lat, to mielibyśmy ogromne możliwości energetyczne na Ziemi, bez groźnych odpadów i bez  szkodliwych skutków. Do tego jednak jeszcze bardzo długa droga. To, co mamy do dyspozycji dzisiaj, to ropa i gaz, których Europa ma bardzo mało. To też węgiel, którego mamy na szczęście bardzo dużo. Jest też energetyka nuklearna i energetyka odnawialna. Nie dysponujemy już niczym więcej.

W kontekście energii często wspomina się również wodór, ale musimy pamiętać o tym, że do otrzymania i produkcji wodoru, trzeba użyć jeden z tych wymienionych pierwotnych surowców energii. Wolnego wodoru nie ma w naturze w takich ilościach, by wykorzystywać go jako paliwo. To jest paliwo przyszłości i to dość odległej, powiedzmy około 20 lat. Na mniejszą skalę będzie on oczywiście wykorzystywany cały czas.

Polska niestety cały czas opiera się na węglu, on jest główną siłą polskiej energetyki. Zasoby węgla wystarczą nam na niemal 200 lat. Czy takie źródła energii jak energetyka nuklearna, składowanie dwutlenku węgla mają w Polsce przyszłość?

Ja z pańskiego pytania pozwoliłbym sobie tylko wykreślić słowo niestety. Powiedziałbym wręcz, że na szczęście mamy nasz własny surowiec energetyczny. Trzeba tylko nauczyć się go wykorzystywać w inny sposób - całkowicie bezemisyjny. Wtedy możemy być spokojni o eksploatację naszych zasobów węgla przez następne sto czy dwieście lat.

Jestem także przekonany, że niezłym rozwiązaniem byłoby wejście w energetykę nuklearną. Energia z elektrowni atomowej jest najtańsza, jeśli zbilansuje się ją na przestrzeni 30-40 lat użytkowania elektrowni. Jest przy tym całkowicie bezemisyjna. Jedyna trudność to odpady promieniotwórcze, z którymi już sobie jakoś radzimy.  Radzą sobie Finowie, Francuzi, Brytyjczycy, Amerykanie, jestem więc przekonany, poradziliby sobie także Polacy.

Dużą szansą jest też jeszcze coś innego, mianowicie solidny, szeroko zakrojony, ogólnonarodowy program oszczędzania energii elektrycznej. Dzięki niemu możemy jej zaoszczędzić nawet do 20%. A to by oznaczało, że w ogóle nie będziemy musieli budować elektrowni atomowej, bo braki energii zbilansuje nam po prostu zaoszczędzony prąd. No i nie zapominajmy o energii jądrowej!

Słowo „niestety” nawiązuje do przyjęcia przez Parlament Europejski pakietu klimatycznego. Zakłada on bowiem drastyczne zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Czy w Polsce jest to realnie możliwe, by zrezygnować z emisji CO2 lub szybko wdrożyć systemy bezemisyjne?

Na szczęście uzyskaliśmy zwłokę 12 lat. Dopiero w roku 2020 wejdzie konieczność zakupu pełnej puli emisji CO2. Chyba, że w czasie przeglądu w roku 2018 uda nam się przedłużyć ten okres, a nie jest to przecież wykluczone. Myślę, że 12 lat to okres wystarczający by przebudować polską energetykę. Kiedyś to w końcu musimy zrobić. Jesteśmy niezwykle zacofani w tym zakresie, 40% naszych bloków energetycznych nadaje się do natychmiastowej wymiany i musimy je wymienić niezależnie od tego czy pakiet jest, czy go nie ma. Te bloki się po prostu rozsypują. Zamieńmy je więc przy okazji na wysokosprawne jednostki, które zaoszczędzą nawet 30% polskiego węgla i pozwolą na natychmiastowe obniżenie emisji CO2.

Sądzę, że ten pakiet jest wyzwaniem, ale może być również szansą jeśli dobrze, solidnie i z rozwagą wdrożymy główne jego założenia. Najbardziej jednak obawiam się tego, że trochę spoczniemy na laurach. Udało się nam uzyskać bardzo wiele w rozwiązaniu unijnym, spełniliśmy niemal wszystkie nasze postulaty, no to byłoby bardzo niedobrze, gdybyśmy teraz uznali, że wszystko jest w porządku i przez następne 12 lat nie trzeba nic robić. Wprost przeciwnie – trzeba robić i to bardzo wiele. Energetyka odnawialna również czeka na swoje wielkie wejście, przede wszystkim na polską wieś, co daje wsi ogromne szanse rozwojowe, tworzenie nowych miejsc pracy. Czeka wielki front oszczędzania energii wszędzie – w biurach, w mieszkaniach prywatnych. Wiele energii zyskamy, jeśli postawimy właśnie na ten kierunek technologiczny.

Wróćmy do Pana kariery naukowej – jakie znaczenie miał dla Pana staż naukowy na Uniwersytecie w Cambridge?


Był bardzo ważny. Wtedy mało nas przecież wyjeżdżało i mało kto miał okazję zapoznać się z najważniejszymi ośrodkami naukowymi w świecie, a ten akurat nigdy nie stracił wiodącej pozycji. Jest zawsze pośród 5, najwyżej 10 najlepszych uczelni świata. Ten staż był doświadczeniem, które owocowało nie tylko konkretnymi badaniami, które mogłem później opublikować, ale również doświadczeniem znacznie szerszym. Wtedy na parę miesięcy wyrwałem się z kraju komunistycznego, będącego pod dominacją sowiecką, i zobaczyłem jak wygląda demokracja, jak wygląda wolny kraj. To było równie ważne jak doświadczenia naukowe, które stamtąd wyniosłem.

Rozwój nauki jest bardzo często przeszczepiany na grunt europejski z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Wzorując się na Massachusetts Institute of Technology, nie tak dawno opracowano projekt stworzenia sieci ośrodków naukowych Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii. Czy takie ośrodki mają szansę prężnego funkcjonowania w najbliższej przyszłości?

To wielka szansa dla Polski, by włączyć się w budowę takiej sieci. Siecią tą są Wspólnoty Wiedzy i Innowacji i Polska absolutnie ma szansę aby znaleźć się gospodarzem jednej z nich, ale musi to być taka wspólnota w której mamy na prawdę coś do powiedzenia w skali Europy. Ja w tej chwili widzę tylko jeden kierunek badań, w którym Polska może być uznana w Europie za jednego z liderów; to jest właśnie kierunek związany z energią. Także dlatego, że Polska ma najwięcej węgla, a z węgla może być nie tylko prąd i ciepło, ale i nawozy sztuczne, gaz w kuchence i paliwo w aucie. W innych  kierunkach badań naukowych nie widzę aby Polska rzeczywiście istniała na mapie Europy i żeby udało się nam zdobyć poparcie na stworzenie takiej Wspólnoty Wiedzy i Innowacji. Ale próbować należy i jeśli mam tutaj niewystarczające informacje, jeśli jestem zbyt pesymistycznie nastawiony i powstanie zarządzana przez Polskę WWI w dziedzinie zupełnie innej niż energia, to będę bardzo szczęśliwy i będę szczerze wspierał taką inicjatywę.

Jak odnosi się Pan do problemu globalnego ocieplenia? Co sądzi pan o skoncentrowaniu uwagi mediów na tym zagadnieniu?

Globalne ocieplenie jest faktem i właściwie nikt temu nie przeczy. Gdzieniegdzie może to jednak oznaczać, że przejściowo temperatura będzie niższa. Zmieniają się prądy morskie, kierunki wiatrów, i jest to różne dla różnych punktów kuli ziemskiej. Chodzi o średnią temperaturę i ona się niewątpliwie podnosi. Podnosi się najszybciej w historii. Naukowcy zajmujący się tym problemem – klimatolodzy, oceanolodzy – są raczej zgodni, że to działalność człowieka jest tutaj przede wszystkim odpowiedzialna, a zwłaszcza emisja dużych ilości gazów cieplarnianych. Oczywiście wpływ też mają zmiany intensywności promieniowania słonecznego czy warunków geotermicznych, działalność wulkaniczna.

Jeśli większość poważnych uczonych zajmujących się tym problemem, mają na ten temat pogląd dość jednoznaczny, to ja im wierzę – sam nie jestem specjalistą w tej dziedzinie i nie ośmielałbym się dyskutować w sposób szeroki, nie mam odpowiednich argumentów. Jeśli specjaliści, powtarzam: specjaliści, a nie reprezentanci innych dyscyplin, czy politycy, w większości argumenty mają i je prezentują to to coś oznacza. Oznacza mianowicie, że powinniśmy, także politycy, do tego się odnieść i próbować opanować zjawisko, które jest bardzo szkodliwe i zagraża egzystencji wielu ludzi, a w przyszłości grozi ogromnymi kosztami w przezwyciężaniu zmian klimatycznych.

Czy w odniesieniu do pakietu klimatycznego można mówić o zielonej rewolucji w Unii Europejskiej?

Na pewno nazwa „zielona rewolucja” jest chwytliwa i ja też tak bym to nazwał. Jednak samo wykorzystanie węgla w sposób bezemisyjny nie bardzo kojarzy się z zielenią, a jest jak najbardziej elementem tej rewolucji. Inni mówią także o trzeciej rewolucji przemysłowej. Co ciekawe ona dotyczy powrotu węgla na energetyczne salony – tak bym to nazwał -  tylko teraz już inaczej przetwarzanego, inaczej wykorzystywanego, właśnie bezemisyjnie, bez szkodliwych skutków dla środowiska i klimatu.

Rozmawiał Przemysław Goławski

Czytaj także:
Zobacz gdzie »
Drukuj   |    Poleć znajomemu   |    Dodaj do:
Komentarze do artykułu: 16 Dodaj nowy komentarz
_Kenedy
2009-01-15 16:41:08
niezły wywiad. ale Buzek..
kopik
2009-01-15 18:28:30
przyjęcie euro...czy największe oszustwo naszych czasów?

Stanisław Janecki w programie "Antysalon Ziemkiewicza" TVPinfo stwierdził ;
że na podstawie traktatu nicejskiego i akcesyjnego, nie mamy obowiązku wejścia do strefy euro,lub wejście do niej nawet bez spełnienia żadnych warunków wstępnych .
(patrz;http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/antysalon-ziemkiewicza/wideo/04012009)

...czy jest ktoś kompetentny by potwierdzić lub zaprzeczyć temu stwierdzeniu i poda odpowiednie zapisy w traktacie nicejskim i akcesyjnym na dowód tego ,że nie musimy przyjąć euro ..?
kopik
2009-01-15 18:29:00
OŚWIADCZENIE

Komitet do przeprowadzenia
zbiórki publicznej
dla sfinansowania pracy badawczej
polegającej na realizacji otworu badawczego
dla poszukiwania i rozpoznawania złoża wód termalnych
na terenie miasta Toruń

W dniu dzisiejszym nasz Komitet otrzymał od Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji decyzję nr 173/2008 wydaną 19 grudnia 2008 r., w której odmawia Komitetowi udzielenia pozwolenia na przeprowadzenie zbiórki publicznej, o co zwracaliśmy się z wnioskiem z dnia 12 września br.
Przypomnijmy, iż celem zbiórki było pozyskanie środków pieniężnych na sfinansowanie prac badawczych w realizowanym przez Fundację Lux Veritatis otworze geotermalnym, które to badania miały zostać przedstawione w dokumentacji geologicznej lub hydrogeologicznej i przekazane Ministrowi Środowiska, zgodnie z jego oczekiwaniem wyrażonym w koncesji na prowadzenie tego przedsięwzięcia.
Niewątpliwe jest, iż takie badania i powstała w ich wyniku dokumentacja naukowo-badawcza, ustalająca zasoby eksploatacyjne wód termalnych, jest niezwykle cenną i pożądaną wiedzą z punktu widzenia społecznego. Niestety Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji nie uznał tego celu za cel godny poparcia.
Z decyzji o odmowie udzielania zgody na przeprowadzenie zbiórki wynika, że Minister zmienił treść naszego wniosku w zakresie celu zbiórki pieniężnej, całkowicie pomijając jej wyłączny cel tj. sfinansowanie prac badawczych, który z punktu widzenia społecznego zasługuje na poparcie.
Minister jednostronnie ustalił cel, (niesformułowany przez Komitet) tj, sfinansowania otworu geotermalnego Toruń TG-1, co pozwoliło MSWiA na wydanie decyzji odmownej.
Członkowie naszego Komitetu czuja się także urażeni zarzutem, który znalazł się w uzasadnieniu decyzji, iż będą za swoja pracę pobierać wynagrodzenie. Jest to nieprawdą. Nasza praca ma wyłącznie charakter społeczny.
Z przykrością stwierdzamy, że jeszcze raz w życiu społecznym naszego kraju nad racjami prawnymi i dobrem społecznym wzięły górę racje polityczne. Tylko tak możemy odebrać tę decyzję, którą zaskarżymy jako rażąco szkodliwą społecznie.

Witold Donat
2009-01-15 19:03:53
Profesorowi nie udały się Otwarte Fundusze Emerytalne i tyle oszukały emerytów i wydiili pieniądze do przyjacielskich Stanów
Zjednoczonych ażeby przegrać fundusze na giełdzie
kopik
2009-01-16 02:18:01
Nowa twarz socjalizmu

Nasz Dziennik, styczeń, 13 2009

Z prof. dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Marek Żelazny

Od wielu lat zachęca Pan Profesor Polaków do tego, aby "patrzyli na rzeczywistość", czyli innymi słowy, by przyglądali się i zajmowali sprawami, które mają realny wpływ na ich życie oraz na byt całego Narodu. Jak postrzega Pan sytuację, w jakiej się Polska obecnie znajduje?
- Nasze państwo na najważniejszych szczeblach władzy zarówno ogólnokrajowej, jak i regionalnej, działa tak, jakby nie było państwem suwerennym, odpowiedzialnym za dobro swoich mieszkańców, i to w perspektywie pokoleń. Dominują naciski międzynarodowe, a więc interesy obcych państw lub organizacji, a wszystko przy aprobacie krótkowzrocznego egoizmu rządzących, dla których głównym zmartwieniem jest to, jak utrzymać się przy władzy przez kolejny rok. Co to za państwo? Z punktu widzenia politycznego jest to państwo przynajmniej półkolonialne, natomiast z punktu widzenia cywilizacyjnego jest to odmiana bizantynizmu, ponieważ tożsamość tego tworu wyznacza administracja i przepisy, które są narzędziem panowania nad społeczeństwem, a nie środkiem do tworzenia i uczestniczenia wszystkich we wspólnym dobru.

Do niepokojących zjawisk w dziedzinie kultury i nauki można zaliczyć rozporządzenie minister oświaty Katarzyny Hall z 23 grudnia 2008 r., zmieniające podstawę programową w kierunku np. wyeliminowania z kanonu lektur obowiązkowych dzieł takich wybitnych pisarzy, jak Słowacki, Sienkiewicz, Żeromski, a nawet Herbert. Jaka jest geneza tej już chyba jawnej próby wynarodowienia Polaków?
- Reforma edukacji nie jest odpowiedzią na potrzeby naszego Narodu czy to ze względu na naprawę szkód wyrządzonych w edukacji i nauce przez komunizm, czy też z uwagi na pozytywną wizję roli edukacji w formowaniu człowieka najpierw jako człowieka, a potem dopiero jako pracownika, lecz jest to wynik ulegania międzynarodowym naciskom ze strony Unii Europejskiej, OECD i innych. Według nich, człowiek ma być podporządkowany potrzebom globalnego rynku, a jego wykształcenie ma być zredukowane do sfery czysto specjalistycznej, czyli ma to być przysposobienie do zawodu. Ten człowiek ma być pozbawiony głębszego zakorzenienia w swojej rodzinie, narodzie czy religii, co dokonuje się głównie za sprawą kultury humanistycznej. Tę kulturę się z programów eliminuje po to, by wyprodukować robola. Jednym słowem, prowadzona obecnie reforma edukacji stanowi kontynuację reform z czasów stalinowskich, tyle że dorobiono do niej maskę "ludzkiego socjalizmu", ale w głębi jest to gorsze od komunizmu, ponieważ ingerencja w rozwój dzieci jest znacznie bardziej przemyślana i bardziej dalekosiężna.

W polskiej literaturze, teatrze i kinematografii od lat nie nawiązuje się do naszych wspaniałych rodzimych tradycji: historycznych, kulturowych, religijnych czy obyczajowych. Czy istnieje jakieś wyjście z tego impasu?
- Przedsięwzięcia takie jak film czy teatr wymagają potężnego zaplecza, jeśli mają oddziaływać w skali ogólnonarodowej. Chodzi tu zarówno o odpowiednie budynki (teatr, studio), jak i sprzęt (kamery), a nade wszystko ludzi. W tej chwili program teatralny i filmowy jest bardziej antypolski i antyzachodni niż w czasach PRL-u. Stare pokolenia aktorów, których mistrzami byli profesorowie przedwojenni, w większości odeszły. Ich następcy czują się bezkarni, mając świadomość, że nikt nie widzi, jak chałturzą, jak przede wszystkim nie potrafią mówić po polsku - mówić, nie bełkotać, nie mamrotać - ale mówić! Przypuszczam, że istnieje lobby, które pilnuje, aby repertuar był jak najniższych lotów, a dopuszczana od czasu do czasu klasyka była przerabiana w takim stopniu, aby nie niosła już ze sobą takich idei, jakie widzów uskrzydlały. Stąd młode pokolenie ma trudności z rozpoznaniem, co to znaczy być Polakiem, ponieważ nie ma dostępu do arcydzieł naszej kultury w ich czystej, klasycznej wersji.

W obliczu upadku polskiej kultury nie sposób nie dostrzec ruiny naszej gospodarki. Niemal we wszystkich sferach trwa demontaż polskiej państwowości, czynione są przygotowania do likwidacji narodowej waluty, a z chwilą wejścia w życie zapisów traktatu z Lizbony znacząco pogłębi się zależność od unijnej administracji i sądownictwa. Czy, zdaniem Pana Profesora, nie wchodzimy znów w okres zaborów, z przyznaną nam pewną formą językowej autonomii?
- Kierunek integracji europejskiej w ramach Unii opiera się na ideologii niszczenia państw narodowych. Ale jest to proces. Najpierw polegną narody słabsze, a wtedy narody najsilniejsze powiedzą: "Stop! Dość tego wynaradawiania". W efekcie Europa będzie państwem dwu-, może trzynarodowym, a reszta to proletariat, klasa robotnicza, bez rodziny, bez ojczyzny, bez wiary, bez własności; będzie tak wędrować znad morza w góry, a potem na niziny, żeby coś zarobić. Rozproszony po Europie proletariat nie będzie miał żadnej siły przebicia, aby się zorganizować, a ponieważ nauka jest w coraz większym stopniu poddawana cenzurze ideologicznej (polityczna poprawność), to prawie niemożliwością będzie wykształcenie samodzielnie myślących elit. Dlatego dopóki ten obwód nie jest zamknięty (kluczową rolę odgrywa tu właśnie traktat lizboński), trzeba wyraźnie artykułować wszystkie zagrożenia, jakie płyną z prób urzeczywistniania kolejnej utopii w Europie. Może społeczeństwa zachodnie się obudzą, bo my chyba lepiej sobie zdajemy z tego sprawę niż oni.

Jak wobec tego należy traktować posunięcia naszych polityków, którzy handlują bezcenną suwerennością Narodu, przynależną tylko jemu samemu?
- Większość polityków, którzy dziś są u władzy, traktuje Polskę jak przedsiębiorstwo, z którego dochodów międzynarodowa dyrekcja dzieli się zyskami. Do rozmowy ze społeczeństwem są media, bo społeczeństwo to jest tylko siła robocza, taki PGR, któremu pokazuje się migające obrazki i serwuje bzdurne newsy, jakieś pozorowane dyskusje i tanie sensacje. Oni nigdy nie otarli się o Polskę historyczną, w jej dziejowym i cywilizacyjnym wymiarze, a więc takim, który przez wieki stanowił źródło siły budowania społeczeństwa, pracowitości, a gdy trzeba to i ofiary. Oni się śmieją z naszego patriotyzmu, a nawet drażnią się z nami, widząc, do jakiego stopnia społeczeństwo potrafi być naiwne. Im nawet się nie chce opanować dobrze polskiej mowy, bo po co? Przy czym tu nie chodzi o konkretne osoby, ale o zasadę, bo my, patrząc z dołu, nie wiemy, kto tak naprawdę decyduje, a kto jest tylko wystawiony jako marionetka. Oficjalna funkcja może być jedynie atrapą.

Znaczną część odpowiedzialności za istniejący stan rzeczy ponoszą ludzie zatrudnieni w mediach, kształtujący poziom świadomości naszego społeczeństwa. Jako specjalista w zakresie retoryki oraz wykładowca WSKSiM w Toruniu, gdzie kształci się przyszłych dziennikarzy czy polityków, szczególny nacisk kładzie Pan Profesor na jakość i kulturę wypowiadanego słowa. Dlaczego?
- Słowo jest głównym środkiem komunikacji społecznej, środkiem niezwykle wpływowym, a zarazem bardzo czułym. Słowo jest wszędzie. Ale jakie słowo? Z jednej strony jest to słowo zupełnie surowe, niewykształcone, które momentami przeradza się w czysto fizjologiczne reakcje (połączenie bełkotu z przekleństwami), a z drugiej strony jest to słowo spreparowane na użytek nie komunikacji, ale manipulacji, a więc słowo, za którym idą różne techniki pozwalające na to, by ludzi okłamywać i nimi sterować. Pod tym względem sytuacja w mediach, w kinie, w teatrach to kontynuacja stanu z czasów komunizmu, kontynuacja w sensie negatywnym. Na wychowanie dziennikarza lub aktora składają się lata pracy i wzory najwyższych lotów, a przede wszystkim pasja i wytrwałość. Dziś młody człowiek myśli, że zdobycie wszystkich umiejętności dokonuje się błyskawicznie, a jeśli nie ma zaraz efektów, to rezygnuje. A tymczasem praca nad kulturą słowa trwa właściwie całe życie. Przykładem może być Helena Modrzejewska albo Juliusz Osterwa, którzy do końca ćwiczyli i coś nowego w mowie polskiej odkrywali, jakiś niuans, który odsłaniał zapoznane piękno naszego języka.

Mimo upływu kilkunastu lat od tzw. upadku komunizmu polskie (a w niektórych przypadkach jedynie polskojęzyczne) media wciąż jeszcze "nasączone są" dziennikarzami o poglądach czy rodowodach sięgających czasu "realnego socjalizmu". Czy nie przyszedł już czas na pokoleniową zmianę w mediach publicznych?
- Czas może i przyszedł, ale nie zostały w tym celu uruchomione odpowiednie mechanizmy. Więc sukcesja dokonuje się głównie wewnątrz klanów rodzinno-partyjnych, sięgających korzeniami różnych aparatów tzw. władzy ludowej. Nasi absolwenci musieliby mieć odgórne oparcie w środowiskach politycznych, cóż, skoro tzw. prawica oddała władzę, a teraz każe nam czekać 3 lata. A może 7? A czemu nie 15? Tymczasem młodość nie czeka, kończy się szkołę i coś trzeba robić, proza życia upomina się o swoje. Politycy prawicowi za słabo czują potencjalną siłę społeczeństwa, moc ciągłości pokoleń, entuzjazm młodości i wiarę w ideały. Dlatego nie potrafią za sobą porywać, zwłaszcza ludzi młodych, którzy z kolei panując nad słowem, dzięki dobrej edukacji, byliby komunikatywni dla swoich rówieśników z całego kraju, ba, z Polonii. Naród nasz bardzo szybko by się odrodził. Nie wystarczy kunktatorstwo, trzeba mieć też wiarę i zapał.

Dostrzegamy, jak za pośrednictwem antypolskich mediów podejmowane są próby niszczenia dobrych inicjatyw, rozbijania środowisk i organizacji, które usiłują zintegrować Polaków wokół dobrych przedsięwzięć, służących całemu Narodowi. Dlaczego działalność polskich redemptorystów, a zwłaszcza Radia Maryja spotyka się z tak zaciekłym sprzeciwem?
- Odpowiedź jest bardzo prosta: jeżeli ktoś czerpie tak wielkie zyski z panowania nad Polską, to trudno, żeby pochwalał tych, którzy mu to wytykają. Jeśli zgodzi się z zarzutami, to straci władzę i horrendalne dochody. A ich przecież tylko to interesuje. Dlatego też walka jest tak bezwzględna (oczywiście, jak na warunki pokojowe). Oni nie są w dosłownym znaczeniu wrogami Polski, bo im nie chodzi o jej zniszczenie, im chodzi o to, żeby z Polski mogli żyć. Ale jaka Polska jest im do tego potrzebna? Polska potulna, ogłupiona, zakompleksiona, przykuta do seriali, bezmyślna. Za pośrednictwem mediów pracują dzień i noc nad tym, żeby Polska taką właśnie była, wtedy oni będą mogli sobie spokojnie żyć.

Dobrym przykładem jest pozostająca solą w oku inicjatywa geotermalnego odwiertu badawczego w Toruniu. Dlaczego w Polsce urzędnicy państwowi i ministrowie rządu Donalda Tuska, którzy winni dbać o dobro Polaków, podcinają przełomowe inicjatywy i nie pozwalają na przeprowadzenie publicznej zbiórki na ten cel?
- Problem geotermii skupia w sobie jak w soczewce sytuację, w jakiej znajduje się nasz kraj. Do głosu doszła lewica, która działa, myśli i mówi dialektycznie (po marksistowsku). Polega to na tym, że albo słowa przeczą myślom (intencjom) i działaniom, albo działania przeczą słowom. Jeżeli mówią, że idziemy naprzód, to znaczy, że realnie się cofamy. I odwrotnie, jeśli mówią o kryzysie, to znaczy, iż oni jeszcze bardziej będą się bogacić. Wszystkie ich hasła wyborcze stały się w rzeczywistości swoim zaprzeczeniem. Na tym polega dialektyka, której przewrotności, mimo ponad pół wieku panowania lewicy w Polsce, społeczeństwo nasze ciągle nie potrafi rozszyfrować. Ma jakąś mentalną blokadę. Weźmy wspomniany przykład - geotermia to ze wszech miar przyszłość energetyczna Polski. W takim razie trzeba ją... zablokować, bo Polska ma nie mieć przyszłości. Geotermia toruńska pozwoli na rozbudowę zaplecza edukacyjnego dla młodych Polaków. Trzeba ją zablokować, bo polska młodzież nie ma być kształcona w duchu patriotycznym, lecz lewicowo-liberalnym. Proste? Chyba aż za bardzo.

Toruńska uczelnia charakteryzuje się prężnym i dynamicznym rozwojem, stale poszerza się ilość kierunków studiów, organizowane są liczne, w tym międzynarodowe sympozja, a także zjazdy Polonii z całego świata. Czy nie z tego właśnie powodu bierze się jakaś zazdrość lub obawy niektórych, że WSKSiM wraz z całym Centrum Polonia in Tertio Millennio może stać się trwałym ośrodkiem krzewienia ducha polskości i katolicyzmu, oddziałującym (także medialnie!) na cały nasz Naród?
- Tu nie chodzi o zazdrość, tu chodzi o wewnętrzną nienawiść do polskości. Ta nienawiść otacza nas i rozsadza od wewnątrz przynajmniej od czasów zaborów. Jest to nienawiść, której główne źródło jest natury cywilizacyjnej. Dlatego rozebrano nam kraj, dlatego wywożono na Syberię, ciągano po kazamatach, rozstrzeliwano bezbronnych i niewinnych. W okresie międzywojennym Związek Sowiecki ulokował w naszym kraju KPP złożoną ze wszelkiej maści złoczyńców, by w czasie wojny i po wojnie w oparciu o tę organizację rozbudować struktury partii komunistycznej (PZPR), pod której kontrolą pozostawało przez dziesięciolecia całe nasze państwo. To są dziesiątki milionów jawnych członków, to są setki tysięcy pracowników służb specjalnych, to są wreszcie tysiące naukowców i dziennikarzy, którzy w ramach tzw. nadbudowy (jak o tym pisano w raportach jeszcze pod koniec lat 80. ubiegłego wieku) posłusznie budowali socjalizm w ludzkich głowach i sercach. I co? Czy to wszystko tak sobie wyparowało i nastąpiło "cudowne przemienienie" Narodu? Bajki. Nie ma cudów, tu potrzebna jest prawda i praca, ciężka praca. Trzeba z jednej strony żmudnie i starannie odsłaniać prawdę, ukazując, kto był kim i jakie stosowano metody, a z drugiej - trzeba się zabrać do pracy, by stworzyć środowisko ludzi rozumnych, prawych, takich, którzy potrafią dzięki wiedzy, kulturze zachowania i kulturze słowa bronić naszych racji, by torować drogę do czynu. W tym dzisiaj ma wyrażać się nasz patriotyzm i takim ideałom chce służyć uczelnia toruńska.
apel
2009-01-16 12:00:06
apel do pp. redaktorów:
Czy możecie Państwo dokonyać dokładniejszej selekcji komentarzy i usuwać te NIE NA TEMAT? (np. kopik, ale i inni)
o obsesji kopika
2009-01-16 13:43:32
Internauta kopik wkleja artykuły także na innych forach, zazwyczaj nie na temat, np. tutaj w dzienniku Polska, polecam przyjrzeć się forum, skąd jego post usunięto i reakcjom innych komentatorów na wklejone materiały nie na temat,
np. Marka
"Mam pytanie Kopik. W jakim celu to umieściłeś tutaj? Muszę Ci powiedzieć, że świat nie jest czarno - biały, czyli taki jaki przedstawiacie. Ten Twój "artykuł" w wielu miejscach myli się. Wydaje się, że rozmówcy nie douczyli się. Przykład: "W okresie międzywojennym Związek Sowiecki ulokował w naszym kraju KPP złożoną ze wszelkiej maści złoczyńców", tak na prawdę, to Stali w okresie między wojennym przetrzebił szeregi KPP, na Łubiance lub na Syberii. "
http://www.polskatimes.pl/opinie/78467,skandalista-w-czapce-blazna,id,t.html#pz_11882

Poza tym kopik wkleja też na Rzeczpospolitej
(np. http://blog.rp.pl/zychowicz/2008/11/07/czy-sa-jeszcze-biali-rosjanie/) i stronie publicystyki Polskiego Radia ...
salven
2009-01-16 13:53:13
Nic dziwnego, że pan kopik działa na różnych forach, bo na stronie jego ulubionego pisma ND nie ma żadnego forum (ciekawe, dlaczego?)
norka
2009-01-16 14:14:05
Przypominam, że to miejsce jest na komentarze DOTYCZĄCE PREZENTOWANYCH ARTYKUŁÓW. Chętnych do rozmów na inne tematy odsyłam na fora Polskiego Radia: http://forum.polskieradio.pl/
REDAKCJA
2009-01-16 16:00:26
Nie usuwamy żadnych komentarzy pod tekstami.
«12 / 2»

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Fonograficzna| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone