Rozmowa z prof. Lucjanem T. Orłowskim z John F. Welch College of Business, Sacred Heart University w Fairfield, Connecticut, USA.Polskę i Ukrainę w ostatnim czasie połączyło nie tylko zdobycie prawa do organizacji piłkarskich mistrzostw Euro 2012, ale także nieco wcześniej, bez fanfar i rozgłosu, choć z dużym sukcesem, zorganizowanie prestiżowej międzynarodowej konferencji „Winds of Change: The Impact of Globalization on Europe and Asia”, która odbyła się w Kijowie. Dwustu naukowców, polityków gospodarczych, przedstawicieli organizacji międzynarodowych i finansowych z blisko trzydziestu krajów Europy, Azji i Ameryki Północnej dyskutowało m.in. o zróżnicowaniu tempa wzrostu gospodarczego, nierównowadze makroekonomicznej na świecie, przepływie dóbr i kapitału, reformowaniu systemów prawno-instytucjonalnych oraz o przebiegu procesów integracyjnych w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej. Zastanawiano się nad azjatyckim wyzwaniem dla Europy i możliwymi dostosowaniami do niego. Tytułowe wiatry zmieniające ekonomiczną mapę świata, wieją ze wschodu - z Dalekiego Wschodu?W dzisiejszych czasach tak naprawdę nie wiadomo, skąd ten wiatr wieje. Zarówno ze Wschodu – bo są to wyzwania związane z szybkim wzrostem gospodarek i eksportu Chin i Indii, a z drugiej strony jest też powiew wiatru z Zachodu – pochodzący z wielkości kapitału, siły euro, w której to walucie rosną rezerwy walutowe na świecie, i z dużej wiedzy ekonomicznej w zakresie stabilizacji gospodarek. Punkt ciężkości światowej gospodarki przesuwa się jednak powoli na wschód. Chiny rozwijają się w tempie 9-10 proc. rocznie, Indie 8-9 proc. i ekonomiści banku Goldman Sachs szacują, że w 2027 r., przy utrzymaniu dotychczasowej dynamiki rozwoju (co jednak może być trudne do zrealizowania), wartość realnego PKB Chin przekroczy wartość PKB Stanów Zjednoczonych. Doświadczamy obecnie także eksplozji akumulacji kapitału w Azji, co jest dodatkowym czynnikiem wzmacniającym siłę Chin, Indii i pozostałych krajów azjatyckich.
Lucjan T. Orłowski jest profesorem ekonomii i finansów międzynarodowych na Wydziale Biznesu im. Johna F. Welcha Uniwersytetu Sacred Heart w Fairfield w stanie Connecticut. Stany Zjednoczone z 3,3 proc. wzrostu PKB w 2006 r. i Europa z 2,6 proc. pozostają w tym wyścigu w tyle. Co to oznacza dla Europy?Dla Europy jest to pewne zagrożenie w postaci wyższego bezrobocia spowodowanego transferem przemysłowych miejsc pracy do Azji, która staje się bardzo atrakcyjnym lokum dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Europa będzie też doświadczać nieuchronnej aprecjacji euro w stosunku do dolara amerykańskiego czy jena japońskiego oraz innych walut krajów wschodzących, dlatego że olbrzymie rezerwy banków centralnych Chin czy Japonii są utrzymywane w coraz większym stopniu w euro. W związku z tym Europa dla utrzymania swojej pozycji konkurencyjnej musi uelastycznić rynek pracy i nadal wypracowywać mechanizmy wzrostu wydajności pracy. Powinna też ograniczyć biurokrację i przeregulowanie gospodarki. Mam nadzieję, że uda się uniknąć kryzysu finansowego, który mógłby być spowodowany dość chaotycznym rozwojem tzw. hedge funds i private equity funds, a więc funduszy wysokiego ryzyka, które rosną jak grzyby po deszczu w USA i nie podlegają żadnym regulacjom przejrzystości, a ich operacje są zakamuflowane w niezwykły sposób. Mogą doprowadzić do akumulacji tzw. bąbla finansowego i wybuchu kryzysu w wielu krajach.
Gwałtownie rosnące gospodarki Chin i Indii, zmieniające ekonomiczną mapę świata, napotykają na różnego rodzaju bariery wzrostu. Co stanowi obecnie największe zagrożenie?Uważam, że w Azji może dojść do ponownego kryzysu bankowego, kryzysu płynności. Chcąc uniknąć tego, Chiny muszą uelastycznić kurs walutowy i wprowadzić alternatywne strategie polityki pieniężnej, co nie jest łatwym zadaniem. Konieczna jest realizacja dwóch zadań w zakresie systemu finansowego- przeprowadzenie prywatyzacji czterech największych banków oraz rozwinięcie rynku długu publicznego i korporacyjnego, które podlegają obecnie wysokim fluktuacjom, a więc są bardzo ryzykowne. Prywatyzacja banków oraz wzrost rynków długu publicznego (obligacji publicznych), są warunkiem wprowadzenia strategii bezpośredniego celu inflacyjnego, która może zastąpić strategię polityki monetarnej opartej o sztywny kurs walutowy. Chiny boją się przegrzania gospodarki, narasta zagrożenie inflacją i dlatego ich ogromne rezerwy walutowe (1,2 bld. dol.) mają być przez specjalnie powołaną instytucję finansową alokowane gdzieś na rynkach finansowych, aby uniknąć wprowadzenia ich do gospodarki, co niechybnie napędziłoby inflację. Indie także powinny zadbać o rozwój swoich rynków finansowych, które są bardzo płytkie i przeregulowane. Muszą też w większym stopniu inwestować w infrastrukturę, której niedorozwój jest czynnikiem hamującym rozwój oraz utrzymywać inwestowanie w kapitał ludzki, który jest ich niezwykłym dobrem.
Oba kraje, których dynamika gospodarcza staje się wyzwaniem dla Europy, mają odmienne drogi rozwoju, inne czynniki napędzają wzrost.
W Chinach początkowo motorem wzrostu był bardzo szybki wzrost wydajności pracy przy bardzo niedorozwiniętych rynkach finansowych. Głównym źródłem finansowania gospodarki był kredyt bankowy z czterech największych banków publicznych, którego wykorzystanie było często dyktowane preferencjami aparatu rządzącego. Obecnie ulega to już zmianie, szybko rośnie rynek akcji, które w coraz większym stopniu są źródłem finansowania nowych inwestycji. W Indiach wzrost gospodarczy napędzany jest nadal wzrostem wydajności pracy i efektywności tzw. kapitału umysłowego. W tym kraju od lat większość społeczeństwa podlega edukacji w systemie angielskim, dzięki czemu może pracować na zlecenie wielkich korporacji, które tam lokują swoje centra obsługi. Do rosnących potęg gospodarczych świata zalicza się także Brazylia, w której instrumenty wzrostu są odmienne, ale też bardzo istotnym czynnikiem jest wzrost wydajności pracy i edukacja tego niezwykle utalentowanego społeczeństwa. Mamy jeszcze Rosję, która też rośnie bardzo szybko, ale proces ten ograniczają mechanizmy polityczne.
Jakie są według współczesnej teorii wzrostu przyczyny różnic rozwojowych pomiędzy krajami? Czy są jakieś ogólne recepty na wzrost gospodarczy?Są to fascynujące zagadnienia, ale niestety nie ma obecnie jednolitej recepty na wzrost gospodarczy w poszczególnych krajach. Przyczyny wzrostu Brazylii, silnie uzależnione od wzrostu wydajności pracy i kapitału ludzkiego, znacznie różnią się od przyczyn wzrostu w Chinach, obecnie napędzanego przez kapitał. Jeszcze na początku ubiegłej dekady wydawało się ekonomistom, że mają wypracowane recepty na wzrost gospodarczy, mówię tu o modelach tzw. pierwszej generacji w ramach Porozumienia Waszyngtońskiego. W Polsce w uproszczonym wymiarze zostały one zastosowane w ramach tzw. planu Balcerowicza. Opierały się na szokowej liberalizacji, prywatyzacji, dyscyplinie fiskalnej oraz na polityce pieniężnej opartej na sztywnym kursie walutowym. Obecnie pracujemy nad tzw. modelami drugiej generacji, które biorą pod uwagę uwarunkowania instytucjonalne i strukturalne w poszczególnych krajach. Na przykład w zakresie polityki pieniężnej koncepcje te faworyzują strategie bezpośredniego celu inflacyjnego, zwłaszcza w ujęciu bardziej plastycznym tzn. przy przyjęciu celu stabilności kursu walutowego oraz celu wzrostu gospodarczego. Są to modele i koncepcje bardziej złożone, skomplikowane, biorące pod uwagę uwarunkowania instytucjonalne i strukturalne poszczególnych krajów. Jednej ogólnej recepty nie ma.
Te zagadnienia, zarówno teoretyczne, jak i praktyczne, były omawiane przez międzynarodowe gremium w Kijowie. Dlaczego organizatorzy do których Pan Profesor się zalicza, zdecydowali się tam właśnie zaprosić wybitnych przedstawicieli świata nauki i praktyki?Był to wyraz uznania fundacji naukowej CASE dla działalności siostrzanej organizacji CASE Ukraina, a także przekonanie, że Ukraina, jako nasz znaczący sąsiad, powinna korzystać z doświadczeń – zarówno sukcesów, jak i błędów, Polski i innych krajów transformacji. To są niezwykle przydatne lekcje dla strategii rozwoju gospodarczego tego dużego, bardzo europejskiego kraju, który coraz bardziej otwiera się na Zachód. Współpraca z tym ważnym strategicznie partnerem jest istotna dla naszego rozwoju gospodarczego, więc wzmocnienie jej także wspólną organizacją dużego międzynarodowego wydarzenia naukowego było logicznym wyborem.
Rozmawiała Hanna Dziarska.Lucjan T. Orłowski - jest profesorem ekonomii i finansów międzynarodowych na Wydziale Biznesu im. Johna F. Welcha Uniwersytetu Sacred Heart w Fairfield w stanie Connecticut. Jest również członkiem naukowym: Centrum Badawczego im Williama Davidsona przy Uniwersytecie Michigan, Centrum Badawczego d/s Integracji Europejskiej przy Uniwersytecie w Bonn, Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych w Berlinie oraz ekspertem Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych w Warszawie. Badania naukowe prof. Orłowskiego koncentrują się wokół ekonomii monetarnej i stabilizacji finansowej gospodarek o charakterze przejściowym a także wschodzącym. Doradca kilku naukowych, finansowych i rządowych instytucji w Stanach Zjednoczonych i Europie, w tym w Polsce. Odegrał kluczową rolę w wypracowaniu strategii bezpośredniego celu inflacyjnego wdrożonej przez Narodowy Bank Polski. Członek Kolegium Wydawniczego Comparative Economic Studies, Współwydawca Emerging Markets Finance and Trade, Redaktor Regionalny Journal of Emerging Markets, Gościnny Redaktor Open Economies Review oraz Economic Systems. Autor licznych książek, rozdziałów w redagowanych woluminach i artykułów w czołowych międzynarodowych czasopismach naukowych. Jego ostatnia książka pt. „Transformacja i wzrost gospodarczy w krajach post-komunistycznych: Dziesięć lat doświadczeń” została uhonorowana nagrodą Choice Magazine za Wybitny Tytuł Roku 2002.