Chodzi o promowaną przez ministerstwo spraw zagranicznych publikację pt. "Piekło wyborów. Polacy i Holocaust”. Napisała o niej "Rzeczpospolita". Zdaniem autora artykułu utrwala ona stereotyp Polaka antysemity i szmalcownika.
- Nie można przemilczać faktów, które są znane - broni jej Tomasz Tomczykiewicz. W przeciwnym razie, jego zdaniem, publikacja nie byłaby wiarygodna. - Stałaby się dziełem propagandowym, a przecież nie o to chodzi - mówi.
Wyjaśnia, że książka ma 400 stron i jest bardzo szczegółowym dokumentem. Dodaje, że nie jest skierowana do obywatela, który z ulicy przychodzi zajrzeć, "co tam w ambasadzie polskiej słychać", ale do osób, które specjalizują się w tej tematyce. - Trzeba byłoby ich spytać, jakie mają wrażenia po lekturze, a tego w artykule zabrakło - podkreśla.
Nie zgadza się z nim Marcin Mastalerek z PiS. - Taką książkę mogłaby wydać np. fundacja Eriki Steinbach, lub ludzie, którzy nie mają pojęcia o historii Polski i mówią np. "o polskich obozach śmierci" - podkreśla.
Poseł PiS widzi w tym podobieństwa. - Tak jak wymagam od polskiego MSZ, żeby reagowało zawsze na "polskie obozy śmierci", tak wymagam, żeby promowało książki, które Polskę promują, a nie zafałszowują - wyjaśnia. Jego zdaniem uwypuklanie elementów, które stanowiły promil naszej historii jest nieuprawnione.
Rozmawiał Damian Kwiek
Audycji "Puls Trójki" można słuchać od poniedziałku do piątku o 17.45. Zapraszamy.