Najnowsze sondaże pokazują, że Bronisław Komorowski nie wygra w pierwszej turze wyborów prezydenckich. - Gdyby kampania potrwała dłużej, to być może Jarosław Kaczyński przegoniłby rywala w sondażach - zastanawia się w "Sygnałach Dnia" poseł Paweł Poncyljusz, rzecznik sztabu kandydata PiS.
Poncyljusz deklaruje, że nie do końca ufa sondażom. Bo nie podaje się, ile osób jest niezdecydowanych. - Z naszych informacji wynika, że co trzeci wybiorcą nie jest zdecydowany na kogo głosować - mówi poseł PiS.
Poseł uważa, że poparcie przez Włodzimierza Cimoszewicza udzielone kandydatowi Platformy Obywatelskiej nie powinno mieć wpływu na wyniki głosowania w wyborach prezydenckich. Dodał, że jeśli PO przyciągne elektorat lewicowy, to jest pytanie, w jaki sposób Bronisław Komorowski chciałby godzić elektorat konserwatywny z wyborcami lewicowymi. "Ja jeszcze czekam, żeby Jerzy Urban się pojawił w komitecie poparcia Bronisława Komorowskiego" - powiedział Paweł Poncyljusz.
Rzecznik nie obawia się dzisiejszego wyroku sądu w procesie wytoczonym w trybie wyborczym przez Bronisława Komorowskiego prezesowi PiS. Cieszy go natomiast zmiana poglądów marszałka Sejmu na prywatyzację służby zdrowia.
Paweł Poncyliusz tłumaczy też dlaczego PiS jest przeciwne prywatyzacji szpitali. Bo widzi takie zagrożenie, że szpitale będą specjalnie doprowadzane na skraj bankructwa, a następnie wykupywane i zamieniane np. na salony piękności.
Krzysztof Grzesiowski: Poseł Paweł Poncyljusz, rzecznik sztabu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego, nasz gość. Dzień dobry, panie pośle, witamy.
Paweł Poncyljusz: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.
K.G.: Zapowiadając pana wizytę, cytowałem dzisiejszy sondaż pracowni PBS/DGA dla Gazety Wyborczej, sondaż przeprowadzony między 11 a 13 czerwca, tysiącdwuosobowa próba, I tura: Bronisław Komorowski 48%, Jarosław Kaczyński 34%. Pytanie brzmi: czy jest ktoś, kto zna się i interesuje całą sprawą, kto powie, że nie będzie II tury wyborów?
P.P.: Nie, myślę, że II tura jest w tej chwili pewna, tym bardziej że żadne sondaże już nie pokazują Bronisława Komorowskiego na poziomie 50% i więcej. I też ostatnie tygodnie pokazały zbliżenie poparcia dla Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego, to znaczy Jarosław Kaczyński nabiera rozpędu. Niektórzy mówią, że gdyby jeszcze ta kampania trwała parę tygodni, to by go przegonił, ale to nie o to chodzi. Znaczy nas interesuje trend, bo można się cyferkami bawić, każdego dnia są trochę inne. Ja się do tego aż tak bardzo nie odnoszę, bardziej nas interesuje właśnie ta tendencja wzrostowa i spadkowa, wzrostowa przy okazji Jarosława Kaczyńskiego i spadkowa przy Bronisławie Komorowskim.
K.G.: Ale to jeśli bierzemy pod uwagę II turę, to kampania jeszcze potrwa.
P.P.: No tak, ale to już jest... Znaczy ja nie mam wątpliwości, że jest dwa tygodnie między I a II turą, natomiast są tacy, którzy właśnie twierdzą, że gdyby ta kampania do I tury trwała dłużej, to te szanse na zwycięstwo w I turze miałby w tej chwili Jarosław Kaczyński. Ale trudno powiedzieć, bo jednej rzeczy bardzo często nie ujawniają pracownie badające: ile osób odmawia wypowiedzenia się, na kogo odda głos i ile osób jest niezdecydowanych. Z naszych informacji wynika, że ten odsetek niezdecydowanych to jest prawie 1/3 respondentów, więc to jest bardzo duży udział, i to oznacza, że w ostatniej chwili wszystko się może zdarzyć. Mówię nawet w ostatniej chwili jako o I turze.
K.G.: A jak pan sądzi, jakie znaczenie z punktu widzenia wyniku wyborczego w I turze Bronisława Komorowskiego będzie miało to wczorajsze poparcie przez byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza?
P.P.: W moim przekonaniu to jest dość neutralne, bo z jednej strony...
K.G.: Znaczy w ogóle na ile istotne są tego rodzaju deklaracje różnych osób, różnych polityków?
P.P.: Nie, ale ja bym z tego nie budował żadnych zamków, to znaczy oczywiście większość komitetów wyborczych buduje tzw. komitety poparcia. Myśmy przy tej okazji poszli bardzo daleko, znaczy te komitety poparcia powstają praktycznie w każdym mieście, w składzie są jakieś osoby publicznie rozpoznawalne, przynajmniej w lokalnym środowisku, natomiast... I ja zawsze tym osobom, które wchodzą do tych komitetów, mówię, że oni są takimi posłańcami dobrej nowiny, ale żeby to miało przesądzić o wyniku głosowania, to nie wiem. Znaczy jeśli chodzi o samego Włodzimierza Cimoszewicza, to ja będę uparcie przypominał jego słowa, że on poprze tego kandydata, który da szansę, żeby Jarosław Kaczyński nie został prezydentem i to było powiedziane w takiej konwencji, że jeśli Jarosław Kaczyński będzie się zbliżał do tego punktu, w którym zostanie prezydentem, to Włodzimierz Cimoszewicz poprzez przeciwnika, no więc rozumiem, że Włodzimierz Cimoszewicz dał sygnał, że Jarosław Kaczyński ma wielkie szanse na zostanie prezydentem. Ja też w to wierzę, panie premierze...
K.G.: Czyli zrealizował swoją zapowiedź, tak?
P.P.: W pewnym sensie. Natomiast z drugiej strony myślę, że to jest tak – jeśli przyciągnięty zostanie elektorat lewicowy do Bronisława Komorowskiego, to jest pytanie, jak sobie z tym potem poradzić, to znaczy w jaki sposób Bronisław Komorowski chciałby godzić elektorat konserwatywny, to są również wyborcy z 2005 roku Prawa i Sprawiedliwości, i w tej samej sali mieliby się znaleźć wyborcy lewicowi. Włodzimierz Cimoszewicz to też nie jest lewicowiec od 89 roku, tylko z tą przeszłością przed 89 rokiem. Ja jeszcze czekam, żeby Jerzy Urban się pojawił w komitecie poparcia Bronisława Komorowskiego.
K.G.: Dobrze, to skoro używamy to słowo, zwrotu, jakie znaczenie ma ów pojedynek na pozwy...?
P.P.: Nie ma chyba, to znaczy wie pan...
K.G.: ...czy marszałek Komorowski chce prywatyzacji, czy marszałek Komorowski nie chce prywatyzacji?
P.P.: Dzisiaj sąd o rozstrzygnie.
K.G.: W południe zresztą.
P.P.: Ja powiem... Ja byłem wczoraj w sądzie, słuchałem wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, gdzieś dzisiaj czytałem taki tytuł, widziałem tytuł w gazecie, że zamiast debat jest pojedynek na pozwy, bo faktycznie wczoraj ta dyskusja rzeczowa o samej prywatyzacji była równie ciekawa w sądzie, jak i cała procedura. My spokojnie czekamy na dzisiejszy wyrok, o 12.00 ma zapaść w sądzie. Nas cieszy to, że Bronisław Komorowski od 2007 roku jednak trochę zmienia zdanie na ten temat. Nie wiem, czy to cieszy wyborców Platformy Obywatelskiej, bo mi się wydaje... Jak rozmawiam z wyborcami Platformy Obywatelskiej, to oni są zwolennikami wszelkiej prywatyzacji, również prywatyzacji w służbie zdrowia, w domyśle, że to rozwiąże wszelkie problemy. Jeśli dzisiaj Bronisław Komorowski jako kandydat Platformy Obywatelskiej wycofuje się z tej prywatyzacji, to ja nie wiem, co na to wyborcy Platformy Obywatelskiej, bo mogą się czuć trochę rozżaleni czy też zawiedzeni, że jednak Bronisław Komorowski nie jest takim liberałem jak się malował.
K.G.: Ale siedział na tym fotelu wczoraj pan marszałek i powiedział coś takiego: „Trzeba być ślepym, żeby nie dostrzec, że i za rządów Prawa i Sprawiedliwości część szpitali została sprywatyzowana, część służby zdrowia także, no i nikt z tego powodu nie rozrywał szat”.
P.P.: No, tylko prawda również jest taka, że jeśli decyduje o tym samorząd lokalny, często pod wpływem potężnych długów, no to wiadomo, że nikt tego nie zatrzyma. Kiedy toczyła się dyskusja półtora roku temu w sejmie na temat komercjalizacji, komunalizacji, ale bardziej komercjalizacji placówek służby zdrowia, cały czas stawał problem tego, żeby po pierwsze te spółki nie były nastawione na zysk, bo spółka prawa handlowego w swoich założeniach ma osiągać zysk, co oznacza, że rezygnuje się z tych bardziej kosztownych oddziałów, a przestawia się na te, które dają najwięcej pieniędzy, i druga rzecz – żeby nie było tak, że te długi już w tej chwili, które szpitale mają i wcale nie było pomysłu, jak te długi wykreślić, to są zobowiązania finansowe wobec dostawców prywatnych, tego się nie da zrobić ustawą, nie da się tych długów wymazać, wygumować, jak spowodować, żeby takie placówki nie mogły upaść, bo jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że grupa menadżerów wchodzi do takiego szpitala, doprowadza do upadłości, po czym jako masę upadłościową... jest wykupywana. Ja się boję jednej rzeczy i to mówię osobiście, może jestem ślepy, może nie, żeby nie było tak, że publiczne szpitale, często jedyne szpitale w najbliższej okolicy dla Polaków, stały się salonami piękności, chirurgii plastycznej i po prostu takich, powiedzmy, miłych rzeczy, a nie tego, do czego szpital służy. I to jest pewne ryzyko, bo zawsze łatwiej zarobić na spa czy na salonie masażu, czy na jakiejś rehabilitacji niż zarobić na drogich procedurach operacji, nie wiem, serca, chirurgii i tak dalej.
K.G.: Wyrok sądu dziś w południe, już mówiliśmy. Jeszcze jedna sprawa, panie pośle. Jarosław Kaczyński mówił w Łomży, że gdy był premierem, był to czas, kiedy w Polsce był bardzo wysoki poziom wzrostu gospodarczego, bardzo wysoki wzrost płac, bardzo niski deficyt budżetowy, w zasadzie w ogóle było świetnie, tyle tylko że jeśli dobrze pamiętam, to Jarosław Kaczyński zakończył swoje rządy przed ogólnoświatowym kryzysem gospodarczym. Nikt nie zna odpowiedzi na pytanie: co by się działo, gdyby Jarosław Kaczyński rządził w warunkach kryzysu gospodarczego?
P.P.: Ale tu Jarosławowi Kaczyńskiemu też o jedną rzeczy chodzi – też o słowo „dziękuję” ze strony rządzących, którzy mają pełną świadomość... mówię o dzisiejszych rządzących, o Donaldzie Tusku, oni mają świadomość, że gdyby nie zostały wprowadzone pewne reformy... Pan powiedział o tych wskaźnikach, one najczęściej się pojawiają na pierwszych stronach gazet. Ale co jeszcze zostało zrobione? Ano zostały obniżone podatki, Polacy, którzy rozliczali Pita za 2009 rok, odczuli, że zostały im pieniądze w portfelach. To były ulgi rodzinne. Co to oznacza? Że między innymi przez ten kryzys na razie w miarę suchą nogą przeszliśmy, między innymi dzięki właśnie tym zmianom, do których doprowadził rząd Jarosława Kaczyńskiego – obniżenie podatków, obniżenie składki emerytalnej, wprowadzenie właśnie ulg podatkowych dla tych, którzy mają dzieci. To są realne pieniądze, które pozostały na rynku wewnętrznym i nikt z ekonomistów dzisiaj nie kwestionuje, że nasza sytuacja w obliczu kryzysu dlatego była niezła, ponieważ właśnie był ten rynek wewnętrzna, była ta konsumpcja, były te pieniądze, których Polacy nie bali się wydawać, nie chowali tych pieniędzy do skarpety. To spowodowało, że na dzień dzisiejszy nasz bilans po kryzysie nie jest taki zły jak w innych krajach. Więc możemy oczywiście dyskutować o wskaźnikach i one często tych ekonomistów interesują, do nich się odnoszą potem standingi danego kraju. Myślę, że to jest pewna sztafeta, tylko nie można mówić, że dzisiaj jest świetny rząd Donalda Tuska, który rozumie ekonomię i ratuje nas w kryzysie, a poprzednie rządy to były be i nic nie zrobiły, bo to jest nieuczciwe.
K.G.: Ostatnie dni kampanii, wiemy, że Jarosław Kaczyński będzie w Krakowie, że będzie w Gdańsku. My ze swojej strony możemy tylko żałować... my, pozwolę sobie to powiedzieć w imieniu słuchaczy Sygnałów Dnia, możemy tylko żałować, że nie udało się spotkanie słuchaczy z Jarosławem Kaczyńskim.
P.P.: Nie przesądzałbym jeszcze tego.
K.G.: Okay, to pana słowa, będziemy je trzymać.
P.P.: Właśnie przed chwilą tutaj rozmawiałem na ten temat.
K.G.: Dziękujemy za rozmowę, dziękujemy za wizytę.
P.P.: Dziękuję bardzo, dobrego dnia.
K.G.: Poseł Paweł Poncyljusz, rzecznik sztabu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego.
(J.M.)