Poseł PSL Janusz Piechociński jest zbulwersowany wypowiedziami polityków przed 30.rocznicą powstania "Solidarności".
- To pokazuje, jak bardzo nie umiemy bronić symboli i tego pozytywnego mitu pierwszego w tej części regionu wolnego związku zawodowego - mówił poseł w magazynie "Z kraju i ze świata". I dodaje, że politycy powinni zająć się pojednaniem między sobą.
Piechociński zastrzega, że nie był członkiem "Solidarności", ale politycznie czuje się jej dzieckiem. I zwraca uwagę na polityczny kontekst obchodów 30. rocznicy "Solidarności".
Poseł PSL uznał, że najważniejszą ofensywą ustawową, jaką zapowiada rząd, jest uchwalenie dobrego budżetu. Dlatego chciałby, żeby spuściznę "Solidarności" politycy umieli przełożyć na bieżącą współpracę.
(ag)
*
Zuzanna Dąbrowska: Panie pośle, rzeczywiście po 30 latach załamał się etos „Solidarności”? Rozmieniliśmy go na drobne, nie potrafimy korzystać z tego, co mogłoby przynieść nam jakieś wartości? Dziś już koniec?
Janusz Piechociński: Słuchałem tych wypowiedzi, tych fragmentów wypowiedzi i płynącego z nich wniosku z takim dramatycznym... Także państwa pytanie czy konstatacja tego, co usłyszeliśmy, to to jest po prostu jakiś wielki dramat, bo oznaczałoby to jedno – że nic nas nie łączy. No jak to? W zeszłym tygodniu, w sobotę i w niedzielę, kończącym się tygodniu obchodziliśmy ważne wydarzenie – 90-lecie Bitwy Warszawskiej. Też nas nie łączy? Święto Wojska Polskiego – też nas nie łączy? 30 lat „Solidarności”, jeśli ktoś mówi, że mnie z tym panem już mnie nic nie łączy. Jak to może nas nie łączyć? Ale na wspomnienie tamtego Sierpnia, nawet wspomnienie 21 postulatów pokazanych światu 17 Sierpnia, z których niewiele zostało zrealizowane poza wolnością, ładem demokratycznym i aż, i niepodległością państwa i regionu. Czy chcemy, aby w to miejsce umocnił się mit „berlińskiego muru” i tego, że to tam zmieniło się (...), czy chcemy przekreślić wielki udział (...) wielkich i małych bohaterów tamtych czasów znanych i nieznanych, z tego, że dzisiaj jesteśmy w wolnym kraju, że to, o co oni walczyli, jest faktem. I często nadużywamy tej wolności, nadużywamy demokracji, nadużywamy wolności słowa.
Z.D.: Ale ojciec Zięba mówił o wygonieniu demona polityki. To może nie my wszyscy, tylko może to po prostu klasa polityczna.
J.P.: No tak, tylko jeżeli przywódcy, także ci z wymiaru politycznego, są tak daleko od siebie i chcą kontynuować to, co było osią sporu wyborów prezydenckich, to chcą kontynuować ten dramatyczny zwrot po 4 lipcu, po II turze wyborów, kiedy to nagle hasła z kampanii wyborczej: „Zgoda buduje” i „Polska jest najważniejsza”, co, przestały być aktualne? Zmienimy to na co innego? Że stale jesteśmy podzieleni, że Polska i Polacy przede wszystkim powinni zająć się pojednaniem między sobą, a zapomnieć o innych ważnych sprawach? To się układa w jakiś szerszy kontekst, jak bardzo rozjeżdża się polska polityka i jak nie potrafimy bronić wspólnie symboli, umacniać tego pozytywnego mitu, a przede wszystkim kierować tego przesłania.
Z.D.: A może symbole nam przeszkadzają i przeszkadzają w tym, żeby rozmawiać konkretnie o tym, co naprawdę nas dotyczy? Teraz na przykład rząd proponuje taką ofensywę ustawową, tam są zapowiadane superważne rzeczy. Może o tym powinniśmy rozmawiać, a już zapomnieć o tych symbolach?
J.P.: Wiem, ale jest miejsce na wszystko. Ale pamiętajmy o tym, że wyrastamy z pewnego dziedzictwa. Ja przecież nie byłem członkiem „Solidarności”, ale mogę z całą pewnością zapewnić, że ta zmiana solidarnościowa stworzyła miejsce w polityce dla takich ludzi jak Janusz Piechociński, studenta Politechniki Warszawskiej 1980 roku, uczestnika strajków i protestów studenckich 1981 roku. Mimo że dzisiaj jestem w Polskim Stronnictwem Ludowym, to politycznie czuję się dzieckiem „Solidarności”, mam wielką wdzięczność do przesłania „Solidarności”, choćby do tego, o czym z taką konsekwencją w bardzo trudnym czasie mówił ksiądz Jerzy Popiełuszko, aby zło zwyciężać dobrem.
A tu okazuje się, że następuje w różnych wymiarach i choćby po tym, co jest naszym wspólnym udziałem i boleścią wokół Krakowskiego Przedmieścia, tak to nazwijmy, choćby dwóch incydentów: z przedwczoraj i wczoraj, pokazuje bardzo wyraźnie, że my chcemy zło naprawiać jeszcze większym złem, a emocje potęgować i wskazywać wyraźnie, że mało nas łączy, a bardzo dużo dzieli.
Otóż twierdzę, że nie tylko w tych sprawach ideowych, symbolicznych, ale także dnia codziennego tymi sprawami, którymi zajmuje się na co dzień samorząd, tymi, które opisuje nie tylko Radiowa Jedynka, konkretami naszego życia, więcej nas mimo wszystko łączy. Choćby bez względu na to, co powie pan Śniadek o panu Wałęsie czy pan Niesiołowski o kimś jeszcze innym, to jest z tego przesłania „Solidarności” i z tego pięknego słowa „solidarność” jest i powinno być jakieś takie czytelne wyzwanie, aby rozumieć ten nadchodzący czas. Ekscytacja, emocje...
Bo proszę zwrócić uwagę, jest tam też pewien kontekst w tych obchodach polityczny bardzo wyraźny, na przykład zarzut, że władza nie rozmawia z ludźmi i dlatego z tą władzą nie ma co wspólnie świętować 30-lecia, jest zarzutem bardzo brutalnym, bo można równie dobrze powiedzieć, czy aby na pewno dialog i porozumienie dotyczy także i środowisk związkowych i czy między nami, Polakami, jest taka wartość, jak szacunek dla partnera, dla rywala, dla tego, który myśli, czuje czy emocjonuje się inaczej. No i to przekłada się. Jak będziemy w takim klimacie żyli, to przełoży się to pewnie na podobny klimat tego, co nazywamy ofensywą legislacyjną. Wielokrotnie nie tylko ugrupowania koalicji rządowej, ale opozycji parlamentarnej w tej kadencji, a było także i poprzednio, zgłaszały takie... zwiększoną aktywność. Ja rozumiem, że...
Z.D.: Ale wierzy pan, że w czasie kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi będziemy mieć ofensywę legislacyjną w tak trudnych tematach?
J.P.: Dla mnie najważniejszą ofensywą legislacyjną i koniecznością legislacyjną jest uchwalenie racjonalnego budżetu, który z jednej strony będzie chronił przed skutkami spowolnienia gospodarczego i napięciami w budżecie, nie tylko państwa, ale i samorządu, ale także trudnej sytuacji części przedsiębiorstw, będzie chronił ludzi, a z drugiej strony – że będziemy podtrzymywać te czynniki, które powodują, że Polska nieźle na tle otoczenia się rozwija, wykorzystywać środki unijne i utrzymywać inwestycje, które mają chronić miejsca pracy i poszerzać.
Z.D.: No to ma pan w takim razie wiele nadziei przed nowym sezonem politycznym. Bardzo dziękujemy...
J.P.: No bo chciałbym, żebyśmy ten wymiar polityczny i spuściznę „Solidarności” przekładali na umiejętność współpracy ze sobą i koncentrowanie się na rozwiązaniu problemów, a nie emocjonalnych ich zwiększaniu.
Z.D.: Dziękuję bardzo za rozmowę.
J.P.: Dziękuję bardzo.
Z.D.: Moim gościem był poseł PSL pan Janusz Piechociński.
(J.M.)