"Balladyny i romanse" to przenikliwa, śmieszna i momentami obrazoburcza opowieść o upadku religii. Niebo bankrutuje, w związku z czym bogowie są zmuszeni do zstąpienia na ziemię i życia tak, jak ludzie. Nike zakłada firmę odzieżową, a Eros spółkę ze Świętym Walentym. A na miejsce zstąpienia bogowie wybierają "kraj w promocji", czyli Polskę.
- Moja książka ma ok. 600 stron, wspólnie z redakcją wyrzuciliśmy ok. 150 stron. Tak więc już sama jej objętość świadczy o tym , że jest ona skierowana do ludzi czytających – powiedział Ignacy Karpowicz, laureat "Paszportu Polityki" w dziedzinie literatura.
W rozmowie z Magdą Mikołajczuk podkreślił, że chce oddemonizować popkulturę i zwrócić uwagę na to, że wypełnia ona miejsce religii i pełni podobną do niej funkcję. Jego zdaniem nie należy na nią patrzeć z pogardą, gdyż to też jest wycinek kultury. Według niego wiążą się z nią pozytywne emocje i nie zamyka ona drogi do kultury bardziej ambitnej.
W audycji "Moje książki" zauważył, że chciał pokazać świat współczesny, który znajduje się w okresie przejścia.
- Państwa narodowe padają, granice znikają, to co wcześniej było uznawane za pewniki, teraz znajduje się w fazie relatywizacji. Zależało mi na pokazaniu oczywistej oczywistości, że nie ma czegoś takiego jak jedna prawda – podkreślił gość radiowej Jedynki.
Jego zdaniem także dekalog, w rozumieniu niezmiennych zasad, odchodzi do przeszłości.
(pp)
Aby wysłuchać rozmowy wystarczy kliknąć "Balladyny i romanse" w boksie "Posłuchaj" w ramce po prawej stronie.