Zapomniane i wyludnione Bieszczady, w Polsce Ludowej przyciągały przedstawicieli wszystkich grup społecznych. Połoniny stały się ulubionym miejscem studenckich wędrówek, lasy bogate w zwierzynę celem myśliwskich wypraw partyjnych dygnitarzy. - Przyjeżdżali tu, żeby zapolować na wymarzonego niedźwiedzia - opowiadał w audycji "Za kurtyną PRL-u" Krzysztof Potaczała. Wielkim miłośnikiem takich polowań był premier Piotr Jaroszewicz.
W Bieszczady przyjeżdżał także przywódca Jugosławii Josip Broz Tito. - Marszałek Tito polował tu na żubry. Złośliwi mówią, że ustrzelony przez niego żubr był przywiązany do drzewa, ale to bzdura. Wiadomo natomiast, że potem ten żubr poleciał samolotem do Belgradu - mówił gość Agaty Kwiecińskiej i Michała Nowaka.
Innymi środkami komunikacji przyjeżdżali w dzikie bieszczadzkie ostępy studenci i włóczykije z całej Polski. W jednym z rozdziałów swojej książki Krzysztof Potaczała pisze o uruchomionej w 1963 roku linii kolejowej Zagórz - Przemyśl, która na odcinku 42 kilometrów przebiegła przez terytorium ówczesnego Związku Radzieckiego. - Przejeżdżając tamtędy, pociąg nie zatrzymywał się na stacjach. Sowieccy pogranicznicy stali w każdym wagonie, a nawet na zewnętrznych schodach, gdzie przymocowani metalowymi drążkami, żeby nie wypaść, obserwowali cały skład - tłumaczył dziennikarz. - Jeśli dostrzeżono, że coś wypadło, to zatrzymywano pociąg i zaczynała się kontrola. Ludzie to nie zrażało. Jeździli tym pociągiem z sentymentu do byłych polskich obszarów.
W audycji rozmawialiśmy też z Kazimierzem Orłosiem, który opowiadał o budowie zapory w Solinie. Gość audycji był radcą prawnym budowy, a swoje doświadczenia opisał w książce "Cudowna melina". Jak zwykle nie zabrakło też fragmentów audycji z radiowego archiwum.