Laserowe czujniki sondy Phoenix, które zbierają dane na temat atmosfery Czerwonej Planety, dostarczyły zadziwiające dane. Z chmur znajdujących się około 4 km nad sondą padał śnieg.
Zgodnie ze wszystkimi informacjami, płatki śniegu nie docierają jednak do powierzchni Marsa – parują wcześniej.
- Nigdy nic takiego nie zaobserwowano na Marsie - powiedział Jim Whiteway z uniwersytetu w Toronto, który nadzoruje pracę stacji meteorologicznej znajdującej się na pokładzie lądownika. - Niewykluczone, że śnieg może jednak dolatywać do powierzchni – dodaje.
Badania marsjańskiego gruntu udowodniły, że w przeszłości zachodziły interakcje między minerałami a wodą, czyli procesy podobne do tych na Ziemi. Przyrządy pomiarowe Phoenixa zasugerowały też obecność węglanu wapnia, składnika kredy i gliny. Na naszej planecie większość węglanów i glin powstaje jedynie w obecności ciekłej wody.
- Nadal zbieramy dane i przed nami jest mnóstwo analiz, ale idziemy do przodu szukając odpowiedzi na jedno z głównych pytań, jakie sobie zadaliśmy – mówił główny naukowiec misji, Peter Smith z University of Arizona.
Przyrządy TEGA (Thermal and Evolved Gas Analyzer) i MECA (Microscopy, Electrochemistry and Conductivity Analyzer) dały dowody na obecność węglanu wapnia. TEGA odnotował intensywne uwalnianie dwutlenku węgla przy temperaturze rozkładu węglanu, podczas której wytwarzane jest CO2. MECA wykrył węglan wapnia poprzez efekt buforowy, charakterystyczny dla węglanu wapnia podczas chemicznej analizy "na mokro" próbek gruntu. Zmierzona koncentracja wapnia była zgodna z oczekiwaną koncentracją w roztworze buforowanym węglanem wapnia.
Misja lądownika Phoenix trwa już 2 miesiące dłużej niż zaplanowano – trwa teraz 5. miesiąc pracy urządzenia. Niestety, zbliżająca się marsjańska zima jeszcze przed końcem roku spowoduje, że lądownik będzie miał za mało energii elektrycznej aby dalej działać – energii docierającej ze Słońca będzie zdecydowanie mniej.
- Przez prawie trzy miesiące od lądowania, Słońce nie zachodziło – mówił Barry Goldstein menadżer misji w ośrodku JPL. – Teraz znika pod horyzontem na ponad 4 godziny na dobę, a z każdym tygodniem nasze panele produkują coraz mniej energii elektrycznej. Przed końcem października nie będzie dostatecznie dużo energii aby poruszać automatycznym ramieniem – tłumaczy.
Nim energia wyczerpie się całkowicie, obsługa lądownika Phoenix spróbuje jeszcze uruchomić mikrofon, by zarejestrować odgłosy na powierzchni Czerwonej Planety.
Przemysław Goławski
Na podstawie physorg.com