- Z "Lotem nad kukułczym gniazdem" spotkałem się chyba po raz pierwszy oglądając film Milosza Formana - wspominał Robert Talarczyk. - Potem widziałem go jeszcze wiele razy, kilkakrotnie też przeczytałem książkę Kena Keseya. Realizując spektakl wróciłem do niej z przyjemnością. Ona wciąż działa, przynajmniej na moje pokolenie, dla którego "Lot nad kukułczym gniazdem" był ważnym przeżyciem. Próbowaliśmy znaleźć tam swój bunt. Zastanawiam się, czy młodzi ludzie, którzy zapewne pojawią się w Teatrze Śląskim, odbiorą tę historię podobnie - mówił.
Reżyser spektaklu zwrócił uwagę, że film bardzo się różni od książki. - Forman bohaterem uczynił buntownika McMurphy’ego, książka zaś opowiadana jest z perspektywy Indianina Bromdena - powiedział. - W spektaklu próbujemy pożenić te dwie interpretacje. Chcemy opowiedzieć tę historię z obu punktów widzenia: Wodza Bromdena i ukochanego przez widzów McMurphy’ego. Chcemy spróbować znaleźć odpowiedź na pytanie, czym dzisiaj jest bunt i czy w ogóle jest możliwy, a także czy młodzi ludzie się buntują i przeciwko czemu - opowiadał.
- Spotykałem się z młodzieżą i próbowałem ich sprowokować do odpowiedzi na to pytanie - mówił Robert Talarczyk. - Okazało się, że poza jednostkami młodzi ludzie tak naprawdę nie chcą buntu, nie wiedzą, przeciw czemu mieliby się buntować. To smutne, bo bunt jest przecież przywilejem ich wieku - dodał.
Powieść Kena Keseya "Lot nad kukułczym gniazdem" na potrzeby sceny zaadaptował Dale Wasserman. Główne role w spektaklu Teatru Śląskiego zagrają Dariusz Chojnacki (Patrick McMurphy), Katarzyna Brzoska (Siostra Ratched) oraz Grzegorz Przybył (Wódz Bromden).
Audycję prowadził Paweł Sawicki
22 listopada (piątek)
Próba "Lotu nad kukułczym gniazdem" w Teatrze Śląskim, fot. Krzysztof Lisiak/mat. prasowe
mc