W pięknie ilustrowanym leksykonie prof. Jerzy Bralczyk, omówił sto osiemdziesiąt jeden "smacznych słów". Są to w większości nazwy apetycznie brzmiących potraw, pozostałe służą jedzeniu lub się z nim kojarzą.
W rozmowie z Hanną Marią Gizą językoznawca zauważał, że smak jest trudny do opisywania, ale mamy na szczęście pewien rodzaj intuicji, która pozwala nam w słowa włożyć emocje i te emocje mogą być już bliskie naszym odczuciom: - Na przykład kiedy powiem, że coś jest "chrrupiące”, to z tym podwójnym "r" na pewno będzie bardziej apetyczne niż bez niego - wyjaśniał.
Wiele ze słów, których używamy do opisywania jedzenia wywodzi się z obcych języków. Słowa ta przychodzą do nas wraz z potrawami z różnych kuchni świata. - Nazw jedzenia się nie spolszcza. Gdybyśmy potrawie włoskiej, francuskiej czy japońskiej nadali polską nazwę, to coś byśmy jej odebrali. Ona musi być do nas sprowadzona i przyjęta razem z nazwą. Sushi nazwane po polsku straciłoby wiele, nie byłoby tak modne, nie byłoby traktowane jako oznaka prestiżu - wyjaśniał profesor.
Co ciekawe nazwa uznawanego za tradycyjną polską potrawę bigosu wywodzi się z języka niemieckiego... Więcej na ten temat - w nagraniu audycji "Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego".
Do słuchania zaprasza Hanna Maria Giza.