Logo Polskiego Radia
Czwórka
Rafał Kątny 01.02.2012

„W polskim kinie wciąż wystarczy ustawić kartony, by nagrać scenę śmierci”

Latające samochody, ataki kosmitów i spektakularne zgony milionów osób... Jak tworzy się efekty specjalne? - W USA robią to dziesiątki ludzi przez kilka miesięcy - tłumaczy ekspert w Czwórce. - W Polsce wystarczą kartony...
W polskim kinie wciąż wystarczy ustawić kartony, by nagrać scenę śmiercifot. Aurelia Chmiel

Postprodukcja, czyli to, co dzieje się po nakręceniu zdjęć do filmu, trwa wiele miesięcy. Przy efektach specjalnych, które są wówczas tworzone i udoskonalane, pracują dziesiątki osób... przynajmniej w USA. W Polsce z tym procesem bywa różnie.

– To są zupełnie inne proporcje – opowiada w Czwórce Wojciech Wawszczyk, wykładowca Wydziału Sztuki Nowych Mediów Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych i specjalista od efektów specjalnych, który w USA pracował przy produkcji filmu "Ja, robot". – Przez osiem do dziesięciu miesięcy siedziało pod jednym dachem ponad 60 osób z całego świata. Przez 10 godzin dziennie zajmowaliśmy się wyłącznie jednym zadaniem. To są koszty, które w polskim kinie jeszcze długo nie będą osiągalne.

Zresztą wszystkie czynniki związane z efektami specjalnymi są w Hollywood bardzo długo analizowane. – Ponad 90 procent efektów specjalnych jest skrupulatnie zaplanowanych, zanim w ogóle rozpocznie się zdjęcia – opowiada Wawszczyk. – Potem wiadomo z góry, jaki będzie kąt patrzenia kamery, gdzie rozwiniemy greenscreeny, co będziemy duplikować i z której strony przyleci kosmita. To stanowi podstawę zbudżetowania filmu.

Praca speców od efektów specjalnych jest niewidoczna dla zwykłego widza. – Na planie zawsze musi być taka osoba – opowiada Wawszczyk. – Powinna stać za operatorem i trzymać go za rękę by nie zrobił czegoś, czego nie wkalkulowano w koszty.

Więcej na temat efektów specjalnych - m. in. o tym jakim cudem w filmie pojawiają się olbrzymie statki albo tuż obok głównego bohatera wybuchają bomb- dowiesz się, słuchając całej rozmowy z Wojciechem Wawszczykiem oraz materiału reporterskiego Kamila Jasieńskiego.

(kd)