Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że życie w rodzeństwie pełne jest paradoksów. Uczy nas walki i jednocześnie bycia dobrym dla innych. - Nauczyłam się bić i bronić, zabierać i dawać, znam techniki szantażu - mówią o swoich doświadczeniach obcowania siostrą lub bratem słuchacze Czwórki. - Mój starszy brat nauczył mnie, że zawsze trzeba walczyć o swoje. Nauczył mnie też, że zawsze trzeba dbać o swoją rodzinę - dodają.
Jednak zarówno dla młodszego, jak i starszego dziecka, rodzina jest czymś innym. - Co z tego, że mam rodzeństwo, skoro jest ono o 10 lat starsze. W pewnym sensie każdy żyje w swoim świecie. Nie pójdę z bratem na drzewo podłubać sobie w nosie, bo on ma już żonę i dziecko - tłumaczył Brzeziński.
Czytaj więcej: wywiady z Miłoszem Brzezińskim <<<
Jak zauważył psycholog, w niektórych rodzinach starsze rodzeństwo zwykle obarcza się obowiązkiem opieki nad młodszym bratem lub siostrą. Zdaniem Brzezińskiego, ta funkcja społeczna jest bardzo korzystna. - Starsze rodzeństwo traktuje się wręcz jak jeszcze jednego opiekuna np. jak dziadka lub babcię - powiedział psycholog. Często jest ono też oparciem. - Jeżeli ktoś ma pecha i rodzice mówią mu np., że nie jest kochanym dzieckiem to starsze rodzeństwo może pomóc taką sytuację naprostować. Zwykle wystarczy jedna normalna osoba, która ma dla ciebie bezwarunkową akceptację, żeby móc dostrzec pion. Najgorsze, gdy wszyscy są trochę skrzywieni - powiedział psycholog.
Miłosz Brzeziński w studiu Czwórki/fot.W.Kusiński/PR
A co gdy wychowujemy się bez rodzeństwa? W przypadku jedynaków powszechny jest stereotyp, że skoro nikt im niczego nie zabiera to nie muszą się dzielić. - Teoretycznie mogliby być jeszcze bardziej samolubni. Ponieważ jednak wszyscy od dziecka mówią im, że będą samolubni to są bardzo wyczuleni na tym punkcie. Podzielą się nawet, gdy mają już pół ostatniej czekoladki - zapewnił psycholog.
tj/kul