Logo Polskiego Radia
Jedynka
Aleksandra Tykarska 25.12.2021

Kresowiacy pokazują, jak świętować Boże Narodzenie

W świątecznym wydaniu audycji zapraszamy na przegląd pięknych bożonarodzeniowych tradycji, i wzruszających wspomnień podtrzymywanych przez naszych rodaków mieszkających na Litwie, Ukrainie i Białorusi!
Posłuchaj
  • Kresowiacy pokazują, jak świętować Boże Narodzenie (Jedynka/Z muzyką po Kresach)

- Zawsze była choinka i szopka ozdabiana przed Bożym Narodzeniem. Zawsze było też 12 dań, choć niekiedy liczyło się za jedno z nich nawet kawałek chleba. Takie były czasy. Nie było produktów. Biały obrus, pod obrusem sianko. Na Polesiu jest jeszcze taka tradycja: pod obrus kładliśmy też ząbek czosnku, żeby „odwadzić” złe duchy. Ja robię tak do dzisiaj. Jeśli stół nie jest okrągły tylko kwadratowy, to kładzie się ząbek czosnku na każdy róg – wspominała drygentka.

Wigilijna wieczerza u pani Janiny Chwalko zaczynała się modlitwą. Wcześniej odmawiał ją dziadek, później ojciec. Teraz rola ta przeszła na syna pani Janiny.

W czasach komunizmu rodziny ukrywały się z celebracją Bożego Narodzenia. Janina Chwalko wspomina, że tylko jej babcia chodziła na pasterkę, ponieważ w drzwiach kościoła stali nauczyciele i obserwowali, które dzieci uczęszczają na mszę.

- Choć teraz mamy bardzo trudne czasy, to dziękuję Bogu, że jest kościół, miejsce, gdzie możemy przyjść, rozmawiać po polsku i śpiewać. – Mówiła Janina Chwalko.

Zarówno w Pińsku, z którego pochodzi dyrygentka, jak i w Mińsku, obok siebie współistnieją wiary katolicka i prawosławna. Wierni odwiedzają się nawzajem.

- Tak było, że wszyscy przychodzili do nas na katolickie Boże Narodzenie, a jak następowało prawosławne, to moja rodzina odwiedzała swoich prawosławnych sąsiadów! – Wspominała pani Janina Chwalko.

Poznaliśmy również tradycje bożonarodzeniowe w rodzinie Luby Lewak – lwowianki, od 1969 roku aktorki Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Pani Luba dorastała przy ul. Gródeckiej w powojennym Lwowie w polskiej rodzinie. Od dzieciństwa święta Bożego Narodzenia w jej domu były obchodzone nie tylko w gronie rodzinnym, odwiedzali ich również sąsiedzi z kamienicy, dla których te tradycje nie zawsze były znane. Wraz z córką Elą Lewak pani Luba opowiedziała o przygotowaniach do Świąt w domu rodzinnym, jak ozdabiano dom na Boże Narodzenie, jakie potrawy przygotowywano, o Pasterce i o kolędowaniu.

- Wyrosłam we Lwowie powojennym. Przygotowania do Świąt były wczesne, bo trzeba było wszystko zdobyć. Była bieda. Nie łudźmy się. Ale pamiętam, że dłuższy czas wieczorami siadało się przy dużym stole w kuchni, tata ściągał lampę niżej, żeby lepiej oświetlała stół i mama zaczynała robić wydmuszki. – Wspominała Luba Lewak – A z tych wydmuszek robiła pajace, koguciki, słomki kolorowe były, z nich się robiło gwiazdy. Z kolorowego papieru, nieraz trzeba było pokolorować szary, jeśli się gdzieś go zdobyło, to się robiło łańcuchy. Upiększenie na choinkę. 24 grudnia, raniutko tata przynosił jodłę. Tradycyjnie jodłę. Pachniało momentalnie w całym domu! Bombek nie było. Ale w pewnym momencie pojawiły się jako łańcuchy takie szklane korale. Pamiętam, że gdy mama robiła mi elementy krakowskiego stroju, to właśnie z pudełka na dekoracje świąteczne wyjęła mi te korale.

Drugi moment, jaki pamiętam, to szopka. Naturalnie były te aniołki, kiwające głową, odręcznie pomalowane. Nadszczerbione. Ale były przepiękne, bo dziękowały za każdy grosik! I była tradycja, nie wiem, kto nas tego nauczył, nie wiem, czy dorośli to robili... myśmy wyciągały ździebełka siana i niosły do domu.

O 12 potrawach nikt wtedy nie myślał. Nie było z czego. Więc liczyło się każde inne nadzienie pierogów. A uszka? Dużo, dużo potem, dowiedziałam się, że powinny zawierać tylko grzyby. A u mnie w domu w środku były ziemniaki z grzybami. Bo grzyby były drogie.

A jeśli chodzi o kolędowanie, uuu! Od rana do nocy! Mieszkaliśmy w kamienicy, gdzie było dużo rodzin, które przyjechały po wojnie. Był major czołgista ze swoją rodziną, za ścianą była trzypokoleniowa rodzina z głębokiej Rosji. Byliśmy otoczeni ludźmi, którzy nie znali tych tradycji. Może czasem dziwnie się patrzyli. Ale zawsze były kolędy. Szopki nie było. Ale było przygotowanie a la szopki. U dziadka była szopka. Zawsze nie było gwiazdy na czubku, tylko był anioł. Niechby był z papieru wycięty. Ale zawsze był aniołek.

Do kościoła się chodziło. Pasterka była przed kolacją. Wówczas we Lwowie kościołów było mało, a tramwaje kursowały rzadko.

- Jak słuchałam mamy, wydaje mi się, że Święta były i są takim czasem wspominania i przejmowania pewnych tradycji z dzieciństwa mamy – wspominała Ela Lewak. – Zawsze była żywa choinka. I wspólne wieszanie ozdób. Niektóre, jeszcze z dzieciństwa mamy, miały swoją historię. Towarzyszyły temu odświeżanie i przypominanie sobie historii ozdób świątecznych.

Odwiedziliśmy także Litwę. Warto wiedzieć, że w tym kraju już 24 grudnia jest dniem wolnym od pracy. Małgorzata Stefanowicz-Pecela – dyrektor Instytutu Polskiego w Wilnie – wspominała, że Święta w każdej rodzinie wyglądają nieco inaczej. Choć trzon Bożego Narodzenia nie różni się wiele – w Wigilię rodziny zasiadają do stołów, by spędzić czas przy odświętnej kolacji, tego dnia też dekorują choinkę i obdarowują się prezentami. Znany wileński fotoreporter – Waldemar Dowejka – wspominał Święta jego dzieciństwa: obowiązkowe dwanaście potraw, pierożki z makiem zwane makówkami, śliżyki – ciastka z makiem – oraz kisiel. Jednak najważniejszą tradycją, która przetrwała do dziś, jest spotkanie w rodzinnym gronie, wymiana ciepła i dobrych słów.

Muzycznie towarzyszyły nam piękne białoruskie, ukraińskie i litewskie kolędy.

***

Tytuł audycji: Z muzyką po Kresach 

Prowadziła: Mariana Kril

Data emisji: 25.12.2021

Godzina emisji: 18.10