Były kandydat w wyborach prezydenckich na Białorusi Aleś Michalewicz powiadomił na swoim blogu w nocy z niedzieli na poniedziałek, że znajduje się "poza zasięgiem działalności KGB". W mediach rosyjskich pojawiły się doniesienia, że mógł wyjechać do Polski.
Pierwszy sekretarz polskiej ambasady w Mińsku Paweł Marczuk zaprzeczył, by Michalewicz wyjechał z Białorusi polskim transportem dyplomatycznym - podają białoruskie media opozycyjne.
- Wzywają mnie do KGB w celu przeprowadzenia działań śledczych. Mam uzasadnione podstawy, by uważać, że już nie wyjdę z budynku KGB, dlatego w KGB mnie nie będzie. Jestem teraz w bezpiecznym miejscu, poza zasięgiem działalności białoruskiego KGB - napisał Michalewicz na swoim blogu.
- Dla mnie istnieje jedyny powód, który usprawiedliwia takie moje kroki - to realne fizyczne niebezpieczeństwo. Wszyscy wiedzą, że ci ludzie są zdolni do wszystkiego, że w ich działaniach nie ma zgodności z prawem i jawności - przekazała słowa polityka strona internetowa opozycyjnego Ruchu "O Wolność".
Miłlana Michalewicz powiedziała Radiu Swaboda, że nie wie, gdzie jest jej mąż, ale w kraju go nie ma. Dodała, że decyzję podjął nagle, pod wpływem pewnej informacji, nie przyszedł do domu i nie zabierał rzeczy. Rodzina Michalewicza pozostaje w Mińsku; małżeństwo ma dwójkę małych dzieci.
Na stronie związanego z Michalewiczem opozycyjnego Aleksandra Milinkiewicza pojawiła się również informacja, że ucieczka z kraju zajęła cała dobę, żona i dzieci polityka zostali na Białorusi.
PAP/agkm, belsat