Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
Jedynka
migrator migrator 28.12.2009

Sympatia dla rządu zmniejszy się

Eurodeputowany Marek Siwiec w Sygnałach Dnia ocenił, że kumuluje się niezadowolenie Polaków w stosunku do rządu.

- Komisja nie została powołana do tego, aby sprawdzać, czy fragment zachowania Wassermana czy pani Kempy godził w ich rzetelność jako członków komisji – twierdzi Marek Siwiec. Twierdzi, że jego zdanie podziela także opinia publiczna, której nie interesują wcześniejsze działania wykluczonych posłów.

Pomimo sondaży, które potwierdzają zadowolenie obywateli z polityki rządu, pojawiają się liczne głosy świadczące o tym, że prawie 1/3 respondentów w ciągu minionego roku pogorszyły się warunki życia. Zdaniem Marka Siwca będzie to w najbliższym czasie skutkować spadkiem sympatii dla rządu, gdyż niezadowolenie kumuluje się.


Andrzej Olechowski jest niewolnikiem poprawności politycznej. Gość Sygnałów Dnia nie widzi w nim determinacji, wciąż nie przedstawił Polakom wizji swoich rządów jako prezydenta. Szmajdziński ma większe szanse, gdyż poprowadzi kampanię merytoryczną i będzie unikał bijatyki.

*

  • Krzysztof Grzesiowski: Im dłuższe święta, tym mniej się dzieje? Podtrzymuje pan to zdanie?

    Marek Siwiec: Dzień dobry, dzień dobry państwu.

    K.G.: Marek Siwiec, deputowany do Parlamentu Europejskiego, gość Sygnałów Dnia.

    M.S.: No tak, ja jestem uzależniony od czytania informacji i chłonę je każdym fragmentem swojego ciała i w to święto rzeczywiście było...

    K.G.: Czyli nadrobił pan te zaległości lekturowe?

    M.S.: Nadrobiłem zaległości, ale też szukałem nowych informacji. Tak prawdę mówiąc poza kilkoma incydentami i jednym bardzo groźnym, tym w Stanach Zjednoczonych, to się nic nie działo w te święta i to dobrze chyba. I to taki moment, w którym rzeczywiście wszyscy wyluzowali. To zdrowe jest...

    K.G.: No, święta się skończyły, już się zaczyna dziać.

    M.S.: Zaczyna się kręcić, tak.

    K.G.: Ot, choćby sprawa, o której rozmawialiśmy kwadrans po godzinie siódmej z posłem Mirosławem Sekułą, który kieruje pracami sejmowej komisji śledczej mające wyjaśnić aferę hazardową. Dziś przesłuchanie byłych członków tej komisji. Byłych, a może i przyszłych, kto wie, jak pan sądzi?

    M.S.: Ja słuchałem tej rozmowy jadąc tutaj do radia i powiem szczerze – ja jestem bardzo zniesmaczony tym sposobem myślenia, dlatego że pan poseł Sekuła w tej swojej poprawności prawnej, w swojej poprawności gubi pewne przesłanie, które stało za powołaniem tej komisji. Otóż ta komisja nie została powołana do tego, aby sprawdzać, czy fragment zachowania Wassermanna czy pani Kempy godził w ich rzetelność jako członków komisji, tylko kilku panów z Platformy Obywatelskiej dało się złapać na nieformalnym wpływaniu w kontaktach z zainteresowanymi na kształt aktualnej ustawy hazardowej. Ludzie nie oczekuję tego, czy pani poseł Kempa miała prawo trzy lata temu coś napisać. To jest dla mnie drugo– albo trzecioplanowy problem. I teraz 4 lutego Platforma Obywatelska ich wyrzuciła z komisji.

    K.G.: Grudnia.

    M.S.: Grudnia, przepraszam, 4 grudnia, czyli mniej więcej miesiąc temu. Przez miesiąc nic się nie działo, tylko była dyskusja, czy można było ich wyrzucić, czy nie, wszyscy się wypowiadali. Dzisiaj wracamy do tematu. Oczywiście wszystko odbywa się lege artis, tak? Miała prawo, tak, była odpowiednia większość. Tak zrobiła to tylko Platforma Obywatelska przy sprzeciwie pana Arłukowicza z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jak ja się o tym dowiedziałem, to się zacząłem zastanawiać, co by było, gdyby w tzw. komisji rywinowskiej został przez większość ówczesnego SLD i lewicy wyrzucony Rokita i Ziobro. Co... jaka byłaby reakcja opinii publicznej wtedy? No, uznano by to za jakiś skandal niebywały.

    K.G.: Ale musiałby być powód, żeby ich usunąć.

    M.S.: No tak, oczywiście, że to jest powód, ale dla mnie ten powód... ja jeszcze raz mówię: jeżeli nawet dla pana Sekuły to są ważne powody, to dla opinii publicznej to są powody drugoprawne. Dzisiaj się odbędzie przesłuchanie i dobrze, że się odbędzie przesłuchanie, w wyniku... jeszcze to przesłuchanie się nie odbyło, ale pan Sekuła już ich nie widzi w składzie komisji. I mamy do czynienia po prostu z taką sytuacją, że odpowiedź na pytanie główne, na pytania gdzieś oddala się w czasie, a miało być szybko, miało być wiarygodnie i miała być (...) wyjaśniona.

    K.G.: Teoretycznie zostało dwa miesiące do zakończenia prac komisji, do końca lutego.

    M.S.: Życzę sukcesu, a minęło od powołania komisji dwa miesiące.

    K.G.: Czy raczej nie wiąże pan żadnych specjalnych nadziei?

    M.S.: No ja nie wiążę, dlatego że jest sposób pracy, to jest klasyczne rozmywanie tematu, ani raz nadzieja na to, że te główne sprawy zostaną wyjaśnione, się nie pojawiła i pewnie tak będzie do końca.

    K.G.: Taka jest polityka w polskim wykonaniu.

    M.S.: Dobrze, ale ja mogę po pierwsze to definiować, po drugie mogę o tym mówić i po trzecie chcę to uświadomić tym, którzy patrzą na te zabiegi ludzi typu pan poseł Sekuła, dlatego że Platforma wzięła odpowiedzialność, oddała mu przewodnictwo tej komisji i on musi się z tego jakoś rozliczyć nie tylko przed swoją partią, ale przed opinią publiczną, bo to ona przede wszystkim była zbulwersowana tą sprawą, co zresztą pokazują liczne sondaże i ciągle to gdzieś jeszcze żyje.

    K.G.: Sondaże sondażami. Skoro pan nawiązał do tego, sondaż z Rzeczpospolitej, 17–22 grudnia, GFK Polonia dla tego dziennika: Platforma Obywatelska pięćdziesiąt pod koniec listopada, pięćdziesiąt na początku grudnia, pięćdziesiąt między 17 a 22 grudnia.

    M.S.: Ja przeczytałem na ten temat świetny komentarz, wypowiedział to bodajże pan Sierakowski. Nie chcę podkradać praw autorskich, on powiedział, że ludzie wolą, że Platforma nie realizuje swych obietnic niż miałoby je realizować Prawo i Sprawiedliwość, te swoje obietnice. I stąd się bierze powodzenie w sondażach Platformy. Ale w towarzystwie jakby tych liczb, o których pan powiedział, są też takie liczby, które mówią o niezadowoleniu z polityki rządu, mówią o tym, że się ludziom żyje gorzej, że jednej prawie trzeciej respondentów w minionym roku pogorszyły się warunki życia i tak dalej, i tak dalej. Więc jeśli panowie w Platformie mają tę satysfakcję, że ciągle im rośnie albo nie spada, to znaczy, że nie patrzą dalej. Ponieważ jest coś takiego, jak kumulacja niezadowolenia. Jest coś takiego, jak te efekty, które dotyczą kieszeni, spraw bardzo banalnych, przyziemnych, zadłużania się i tak dalej. W pewnym momencie może się okazać, że te liczby gwałtownie się zmienią, no ale ja nikomu nie życzę źle. Życzę dobrze swojej partii.

    K.G.: No, skoro swojej, to 7% pod koniec listopada i 10% w tym ostatnim badaniu, czyli to jest druga, trzecia dekada podobna.

    M.S.: To nie jest... My ciągle krążymy wokół tych 10% i to jest oczywiście coś, co wywołuje stres w Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wydaje mi się, że dzisiaj jesteśmy realnie na poziomie... wszystkie wybory zresztą to pokazują, takie dziesięć plus. Pytanie: ile ten plus będzie oznaczał? I oczywiście kluczowym momentem dla przyszłości Sojuszu Lewicy Demokratycznej to będą wybory samorządowe i prezydenckie. My to traktujemy w pakiecie. Wynik Jerzego Szmajdzińskiego to będzie coś, nad czym trzeba będzie już wtedy poza sondażami zastanowić się poważnie. Ja liczę, że to będzie dobry wynik.

    K.G.: Co pan rozumie pod pojęciem dobry wynik?

    M.S.: Dobry wynik to jest coś więcej niż dziesięć plus, czyli to powinno być piętnaście plus.

    K.G.: Piętnaście plus.

    M.S.: No tak.

    K.G.: Nie jest pan nadmiernym optymistą?

    M.S.: Jestem, ale ja jestem też realistą. Ja widzę, że w polskiej polityce ten układ i wielka nadzieja dwóch wielkich pretendentów do prezydentury, mianowicie Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, ta nadzieja, że oto dojdzie do bijatyki bardzo osobistej, jeden będzie tracił... Oczywiście mowa o Tusku, bo Jarosław Kaczyński to już właściwie nie bardzo ma... przepraszam, Lech Kaczyński nie bardzo ma co tracić. Więc to nie tak działa, to nie jest gra zero–jedynkowa, że jeden traci i musi drugiemu automatycznie przybywać. Ja uważam, że w tych wyborach w sposób wyjątkowy... wyjątkową rolę będzie miał do odegrania będzie miał ten trzeci.

    K.G.: I to będzie właśnie Jerzy Szmajdziński?

    M.S.: Wszystko na to wskazuje, bo tak...

    K.G.: Jest jeszcze Andrzej Olechowski.

    M.S.: Ja wypowiadam się o swoim kandydacie, a myślę, że biorąc pod uwagę zaplecze polityczne i pewne uporządkowanie w tym zapleczu politycznym sytuacji na naszej konwencji, Szmajdziński ma szansę stworzyć wartość dodaną, dlatego że to, czym jest dzisiaj SLD, w sumie najmłodsza partia, jakby to nie brzmiało przekornie, ale to jest najmłodsza partia, jeśli chodzi o liderów, oni mają po 35 lata, około, ta przepaść pokoleniowa będzie się oczywiście powiększać, dlatego że oni będą ciągle młodzi, a konkurenci będą coraz starsi. Mówię tutaj o panach Kaczyńskich, o panu Tusku i jego ekipie. I to będzie działało na ich korzyść. Pytanie: jak przejść ten 2010 rok, tworząc wartość dodaną?

    K.G.: Nie chce pan nic powiedzieć o Andrzeju Olechowskim, to powiem za pana pana słowami, że nie chce mu się, ale czuje, że powinien.

    M.S.: No, tak jest, ja tak napisałem w swoim blogu, ponieważ widać, że jest niewolnikiem swojej poprawności politycznej. Otóż on chciałby wystartować i ma bardzo wielu ludzi, którzy potrzebują jego nazwiska i jego autorytetu, natomiast ja nie widzę w nim determinacji. Ja nie widzę determinacji, bo dla mnie opisanie swojej misji polegającej na tym, że Lech Kaczyński jest złym prezydentem, to dzisiaj każdy może powiedzieć. Ja też to mówię, choć nie kandyduję, ale to jest za mało. Trzeba po prostu dać jakąś wizję Polakom. Wyborcy nigdy, a zwłaszcza w wyborach prezydenckich, a zwłaszcza w wyborach prezydenckich aktem głosowania nie dokumentują przeszłości. To nie jest tak, że byłem złym, dobrym prezydentem czy byłem dobrym ministrem, to coś mi się z tego powodu należy. Nie, nie, ja muszę powiedzieć, jaki masz interes, Polaku, którego namawiam na głosowanie na swoje nazwisko w ciągu najbliższych pięciu lat, w związku z tym przewaga Szmajdzińskiego, bo mówię tutaj o Szmajdzińskim, dlatego że on będzie chciał prowadzić kampanię merytoryczną, będzie uciekał od bijatyki i on będzie mówił, że jestem wiarygodny, ponieważ to, co robiłem do tej pory, daje mi prawo startowania w wyborach prezydenckich.

    K.G.: Za rok będziemy mądrzejsi.

    M.S.: No, zapewne.

    M.G.: Piętnaście plus. Marek Siwiec sugerował, nasz gość, deputowany do Parlamentu Europejskiego. Te piętnaście plus to ewentualny wynik wyborczy Jerzego Szmajdzińskiego.

    M.S.: No, z tym, że plus pozostaje wielką niewiadomą i zamierzamy mocno pracować, żeby to urosło jeszcze.

    K.G.: Wszystkiego dobrego na nowy rok.

    M.S.: Dziękuję bardzo, wzajemnie dla państwa również.

    (J.M.)