- W latach 70. handel turystyczny kwitł na dobre - mówi profesor Jerzy Kochanowski, autor książki "Tylnymi drzwiami Czarny rynek w Polsce 1944-1989".
W tym czasie można było podróżować z dowodem osobistym. Na początku tylko do NRD, a potem do innych krajów socjalistycznych.
Polacy szybko wykorzystali tę możliwość. Nauczyli się węgierskich liczebników i zaczęli handlować.
Węgrzy wprawdzie mieli wtedy w sklepach prawie wszystko, ale u Polaków mogli kupować taniej.
Polski towar eksportowy to tekstylia, pościel, ręczniki, garnki emaliowe, narzędzia elektryczne, ale też sprzęt sportowo rekreacyjny. - Rowery składane. To był hit! – wspomina Zoltan Tron i dodaje - Polacy wracali z urlopu pustymi samochodami. Sprzęt, który wieźli na wypoczynek, już był zamówiony i przed ich wyjazdem zakupiony.
Jerzy Kochanowski, twierdzi, że handel turystyczny był tolerowany, ponieważ władze zdawały sobie sprawę, że dobre zaopatrzenie rynku jest gwarancją spokoju społecznego.
Słuchaczy Jedynki zachęcamy do przesyłania wspomnień, informacji, zdjęć, dokumentów na adres: wspomnienia@polskieradio.pl
jl