"Ich czworo" rozpoczyna się w Wigilię Bożego Narodzenia, kończy zaś pierwszego dnia kolejnego roku. Mąż i żona, żyjący wprawdzie w jednym domu, ale zupełnie osobno, próbują każde na swój sposób i zgodnie ze swoimi przekonaniami ułożyć swoje życie. On wycofuje się ze świata i żyje pracą, ona szuka pocieszenia w relacji z innym mężczyzną. Ich codzienność ukazana jest ze swoistym, ironicznym humorem, skrytym głownie w rozmowach, jakie ze sobą prowadzą.
Jest również dziecko - i to z jego perspepktywy, jak mówił w Dwójce Jerzy Stuhr, będziemy patrzeć na świat przedstawiony dramatu Zapolskiej. - Tę sztukę w różnych czasach można oglądać z pozycji różnych jej bohaterów. Niegdyś robiłem to z pozycji kochanków, dzisiaj chciałbym na to spojrzeć z pozycji dziecka.
"Ich czworo" gatunkowo jest tragifarsą - i właśnie to połączenie dwóch sprzecznych kategorii: tragizmu i komizmu jest dla Jerzego Stuhra czymś najbardziej interesującym. O fascynującym współwystępowaniu tragizmu i komizmu gość Dwójki mówił również w kontekście szerszym - swojej własnej sztuki aktorskiej. - Zastanawiałem się, jak to jest, że potrafię ludzi rośmieszyć, a za chwilę dać zadumę. To mnie interesuje i w teatrze, i w filmie. Jak połączyć śmiech i łzy.
W warszawskim spektaklu wystąpią, obok Jerzego Stuhra, m.in.: Renata Dancewicz, Sonia Bohosiewicz i Tomasz Kot.
W "Poranku Dwójki" mówiliśmy również o jednym z najważniejszych europejskich twórców XX w. - Pierze Paolo Pasolinim
Audycję prowadził Marcin Pesta.
mc/jp