Każda śmierć jest ostateczna. Jeśli jednak można mówić o śmierci nienadaremnej, to taką była właśnie śmierć Stanisława Pyjasa: uruchomiła lawinę, która zmieniła życie wielu ludzi. Czarne Juwenalia (13-15 maja '77) były wielką manifestacją solidarności studentów z zabitym kolegą. Natomiast Studencki Komitet Solidarności narodził się tak z obawy przed represjami, jak i ze zrozumienia sensu losu pokoleniowego. SKS powstał wieczorem w sobotę 14 maja 1977 roku przy ulicy Grodzkiej 27 w Krakowie. Spadek po Pyjasie miał przetrwać aż do Sierpnia '80.
Świat wraca do normy
Była sobota, koniec drugiego dnia akcji. Spontaniczna informacja odniosła druzgocące zwycięstwo nad machiną organizacyjną SZSP. Wprawdzie władze miejskie - jak zwykle w czasie Juwenaliów - "oddały klucze" studentom z SZSP, ale Kraków opowiedział się po stronie przyjaciół Staszka Pyjasa. Na ulicach, w tramwajach, sklepach i domach mówiono o zabiciu studenta. Rynek i przyległe ulice, w czasie zwyczajnych Juwenaliów okupowane przez grupy przebierańców i gapiów, były tłumne, ale tłum nosił żałobne opaski. Na ulicę Szewską pielgrzymowały setki ludzi, by modlić się w bramie zamienionej w tonącą w kwiatach kaplicę.
Ponieważ Gwardia Juwenaliowa i SB zdzierali klepsydry, w Rynku i okolicznych ulicach pojawiły się większe, ręcznie malowane zawiadomienia o Mszy świętej i żałobie. Ludzie składali pod nimi kwiaty. Powstawały "ołtarzyki", pilnowane przez grupy studentów. Od czasu do czasu ktoś wchodził na skrzynkę lub przewrócony śmietnik i odczytywał Oświadczenie KOR-u w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa . A ponieważ słuchający pytali o szczegóły, improwizowano przemówienia. W klubach studenckich dogorywały skwaszone imprezy. Nie było radosnego święta. Były Czarne Juwenalia.
Następnego dnia, w niedzielę, u oo. Dominikanów miała się odbyć Msza święta w intencji Zmarłego, a po niej marsz żałobny na ulicę Szewską. Wieczorem planowano manifestację, która miała wyprowadzić ludzi z Rynku pod Wawel, aby nie doszło do spotkania z oficjalnym korowodem, który tradycyjnie prowadził Najmilszą Studentkę Krakowa, by ją koronować u stóp Ratusza. Chodziło o to, by nie spowodować konfrontacji.
Wśród przyjaciół Pyjasa pojawiło się pytanie: "Co będzie w poniedziałek?". Co się stanie po powrocie na uczelnię? SZSP-owska Gwardia Juwenaliowa wspólnie z SB zatrzymywała studentów rozklejających klepsydry lub rozdających ulotki. Aresztowano kilku znanych członków KOR-u. Było oczywiste, że łatwo będzie rozprawić się z anonimowymi studentami - organizatorami demonstracji. Słowo "rozprawić się" brzmiało konkretnie w kontekście śmierci Pyjasa. Ujawnienie nazwisk - wyjście z anonimowości - miało być jakimś rodzajem ochrony.
SKS był też próbą stworzenia wspólnoty i przeistoczenia bezforemnej "masy" ludzkiej w społeczeństwo. Uczestnicy mszy żałobnej, demonstracji i pochodów rozpoznali się w moralnym proteście. Na spontaniczny gest inni odpowiadali życzliwym gestem. Na słowo - ufnością, na wezwanie - pomocą, na prośbę - działaniem. Świat nie był już tym, czym był przed kilkoma dniami - czyli imperium fikcji, kłamstwa i przymusu.
O ile zawsze wiadomo było, kim są "oni" - aparatczycy, działacze młodzieżowi, tajniacy - to trzy dni "Czarnych Juwenaliów" pozwoliły docenić siłę "nas". "Policzenie się" dawało poczucie mocy. Ujawniła się główna przeszkoda na drodze komunizmu: solidarne "my". To był przedsmak tego, co później - już w skali całego kraju - przeżyli Polacy w czerwcu '79, podczas wizyty papieża, a następnie po Sierpniu '80.
Przeciw urzędowemu kłamstwu
Idea solidarności nie była jeszcze zakorzeniona w języku ani w społecznej świadomości. Reżimowa prasa zaczepnie pytała "z kim solidarni?". I odpowiadała, że "z KOR-em", co miało być dowodem na narodową zdradę i współpracę z zachodnimi ośrodkami dywersji. Nawet studenci zadawali to samo pytanie, nie od razu rozumiejąc, że można być przedmiotem i podmiotem solidarności jednocześnie. Słowo "solidarność" karierę zrobi dopiero w kilka lat później.
Lojalność zawodowa, środowiskowa czy narodowa została zniszczona już w pierwszym okresie panowania komunistów. Atomizacja miała swój wymiar strukturalny (brak organizacji pośredniczących) i mentalny (brak wzajemnego zaufania). Jedynym oparciem człowieka w komunistycznym społeczeństwie była rodzina i wąski krąg przyjaciół, a i to dopiero po ustaniu stalinowskiego terroru.
W latach 70. panowało powszechne przekonanie o daremności sprzeciwu. Opozycjonistów często brano za prowokatorów, skoro - mimo jawnego buntu - mogą chodzić po świecie, zamiast leżeć w ziemi lub siedzieć w więzieniu.
Państwo wciskało się w najbardziej prywatne sprawy. List do brata, krytykujący władze, stawał się powodem do wyroku dziesięciu miesięcy więzienia, jak w przypadku Stanisława Kruszyńskiego (1975, student KUL), a krytyczne wypowiedzi na ćwiczeniach z nauk politycznych - przyczyną relegowania z uczelni, co przytrafiło się Jackowi Smykale (1976, Akademia Medyczna w Szczecinie).
Przestrzeń publiczna była sferą całkowitego załgania. Nagie kłamstwo pełniło funkcję lingwistycznego terroru wobec ludności: "władza mogła jawnie drwić z rozumu lub oczywistości, a społeczeństwo nie mogło się sprzeciwić. W ten sposób wszyscy stawali się wspólnikami urzędowego kłamstwa. Słowo publiczne paraliżowało i brudziło wszystkich.
I oto najpierw przez trzy dni Czarnych Juwenaliów garstka studentów na ulicach oskarża władzę, dyskredytuje jej kłamstwa.... Odzew jest potężny. Tysiące ludzi, kilka pochodów, całkowite unicestwienie ogromnej oficjalnej i atrakcyjnej imprezy. A kiedy w prasie pojawiają się oszczercze opisy majowych wydarzeń - działacze SKS-u przychodzą na wykłady, przedstawiają się z imienia i nazwiska, a następnie głośno wyrażają swoje poglądy i podają fakty. I znów reakcja jest imponująca: w ciągu dwóch tygodni około trzy tysiące krakowskich studentów podpisuje się pod deklaracją SKS. Ujawniła się powszechna tęsknota do słowa jednoznacznego.
Kontrkultura i tradycja
Adam Zagajewski w książce "Solidarność i samotność" pisze o dwóch środowiskach, które utworzyły późniejszy SKS. Pierwszy rekrutował się z kręgu domu akademickiego Żaczek (choć nie wszyscy tam mieszkali): Stanisław Pyjas, Bronisław Wildstein, Iwona Galińska (później Wildstein), Ewa Hein, Elżbieta Majewska, Andrzej Balcerek, bracia Bogusław i Wiesław Bek, Mieczysław Godyń, Zbigniew Jankowski "Yankes", Mirosław Kwiek, Lesław Maleszka i wielu ich kolegów. Pewien typ obyczajowej abnegacji, pogarda dla mieszczańskich wartości, fascynacja Nową Falą, kontrkulturą i legendą paryskiego Maja '68, a przede wszystkim grube szyderstwo z socjalistycznej rzeczywistości spowodowały, że do tego środowiska przylgnęła nazwa "anarchiści".
Na ogół byli to dobrzy lub bardzo dobrzy studenci, a ich intelektualne wyrobienie było podstawą sprzeciwu wobec ideologicznego bełkotu. Był to bunt w imię ocalenia własnego ja. Kontrkultura połączyła się jednak wkrótce - jak to w Polsce - z romantyczną postawą prometejską.
Młodzież z Duszpasterstwa Akademickiego "Beczka", nazwana przez Zagajewskiego "hierarchistami", była grzeczniejsza obyczajowo, czytała inne książki i utożsamiała się z Kościołem polskim i powszechnym. Nie należy jednak przesadzać z różnicami. Nosiła tak samo długie włosy i brody, czytała wiersze Barańczaka i Herberta, słuchała tej samej muzyki (Led Zeppelin, Miles Davis), przeżywała Człowieka z marmuru Wajdy i Barwy ochronne Zanussiego jako opowieść o sobie i swoim czasie, bo tak samo dusiła się w PRL-u. Ich opiekunem duchowym był Jan Andrzej Kłoczowski, młody dominikanin.
W grupie "Kłocza" byli głównie studenci filologii polskiej (Liliana Batko - później Sonikowa, Józef Maria Ruszar, Danuta Sotwin - później Skóra, Irena Felska) i obcej (Róża Woźniakowska i Paweł Kłoczowski), prawnicy (Bogusław Sonik, Andrzej Bryk), studenci psychologii (Małgorzata Gątkiewicz), filozofii (Wojciech Oracz), socjologii (Tadeusz Konopka, Tomasz Schoen), historii (Ewa Zając, Teresa Honowska), muzykologii (Jolanta Pękacz) i medycyny (Elżbieta Krawczyk).
Okazało się, że zainteresowanie buddyzmem, ruchami hippies, współczesną poezją amerykańską, ambicje literackie i chęć założenia własnego pisma przez "anarchistów" albo udział w pracach Teatru Laboratorium Grotowskiego (Pyjas, Wildstein) - mogą być tak samo niebezpieczne dla totalitarnego państwa, jak czytanie Biblii i społecznych encyklik, Rudolfa Otto i Eliadego, studiowanie filozofii Ricoeura, Lévinasa i Tischnera, nie mówiąc już o zamiłowaniu do chodzenia na Wawel po niedzielnej liturgii. A to wszystko przy programowym obrzydzeniu do polityki. Ale rzeczywistość była tak ciasna, że każdy sprzeciw odbierany był przez władzę jako polityczny.
Rzadziej wspomina się o innych środowiskach, które przyłączyły się podczas majowych demonstracji. Np. harcerze z organizacji "Mieczyki", rekrutujący się ze szczepów "Słowiki" i "Huragan". Ich tradycją były "Szare Szeregi". Niektórzy z nich mieli już za sobą akcje "małego sabotażu", to znaczy niszczenie plansz z partyjnymi hasłami, zrywanie czerwonych flag przed świętami państwowymi i produkcję antykomunistycznych ulotek. Harcerzem przybyłym z warszawskiej "Czarnej Jedynki" był Andrzej Mietkowski, którego dziewczyną była Oleńka - Anna Podgórczyk. Harcerską formację mieli za sobą przyszli rzecznicy SKS-u Anna Krajewska i Zdobysław Milewski, a także Krystyna Czerni, Małgorzata Wojtasik, Beata Surówka.
Pojawiła się też silna i dobrze zorganizowana grupa studentów pierwszych lat AGH (Zbigniew Skóra, Andrzej Włoszczyk, Janusz Szczepański, Wiesław Tomasik, Bogdan Pilch, Krzysztof Bialik). Mieli ścisłe umysły i talent do trudnych, wymagających dyskrecji przedsięwzięć: zawsze gotowi do pracy przy druku i kolportażu, obecni w czasie akcji protestacyjnych.
Studencka opozycja
We wrześniu i październiku na kilku krakowskich uczelniach SKS konkurował z SZSP w rekrutowaniu pierwszego rocznika studentów. Jednocześnie trwała zacięta dyskusja na temat form organizacyjnych ruchu. Wkrótce powstały SKS-y we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Warszawie, podjęto także próby powołania SKS-ów w Lublinie i Łodzi.
O legalizacji niezależnej organizacji studenckiej nie można było jednak marzyć. W tej sytuacji głównym celem Studenckich Komitetów Solidarności stało się odkłamywanie rzeczywistości. Metod było wiele. Poza kolportowaniem i drukowaniem niezależnych wydawnictw, działacze SKS-u zabierają głos na otwartych spotkaniach wysokich funkcjonariuszy partyjnych ze studentami. Pod naciskiem SKS-u rektor jest zmuszony odwołać zakaz wypożyczania do domów książek ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej. Walka o dostęp do tzw. "resów" - czyli książek znajdujących się na PRLowskim indeksie - nie była już tak skuteczna. Kampania SKS-u udowodniła jednak, że zakaz korzystania z wydawnictw bezdebitowych jest sprzeczny z duchem uniwersytetu i pozostawia poza zasięgiem studentów ogromną część polskiej literatury, filozofii, historii i nauk społecznych.
Podobny charakter miała tzw. "akcja paszportowa" z roku 1978/79 - czyli sprzeciw wobec zarządzenia uzależniającego przyznanie paszportu od zgody rektora i opinii SZSP na temat "postawy moralnej i politycznej studenta".
Założone przez SKS podziemne biblioteki (osobna dla UJ i dla AGH) działały bez większych strat aż do roku 1980. W każdej z nich znalazło się kilkaset tytułów, nie licząc prasy podziemnej.
Z temperamentu aktywistów i ducha czasu zrodził się największy sukces: ruch samokształceniowy. Miał on kilka odmian. Niewielkie grupy seminaryjne, na ogół tajne, pracowały pod kierunkiem cenionych intelektualistów. Prowadzili je głównie krakowscy sygnatariusze Towarzystwa Kursów Naukowych. Sami studenci z kolei prowadzili grupy samokształceniowe dla licealistów. Otwarte, liczne spotkania z reguły kończyły się awanturą z milicją i SB, które starały się rozpędzić zgromadzenie, a przynajmniej nastraszyć uczestników filmowaniem, fotografowaniem lub legitymowaniem wchodzących. Mimo to na spotkania z Leszkiem Moczulskim, Jackiem Kuroniem czy Adamem Michnikiem przychodziło nawet po sto osób.
Spokojniejszy przebieg miały wykłady Uniwersytetu Latającego w duszpasterstwie u ss. Norbertanek. Pod presją władz trzeba było zrezygnować z masowych spotkań w tym miejsce, ale wówczas kardynał Karol Wojtyła wprowadził specjalny program naukowy do pięciu wybranych duszpasterstw akademickich, z wykładami z literatury, najnowszej historii, filozofii i nauk społecznych. Nie były to działania stricte opozycyjne, ale powstały wskutek rozszerzenia się przestrzeni wolności, wywalczonej przez SKS-owską opozycję.
Ostatni rok działania SKS-u to pasmo nie kończących się represji. Niektórzy studenci są wtedy tak często zatrzymywani na 48 godzin, że łącznie spędzają do dwóch-trzech miesięcy w aresztach. Mimo to udaje się marcowa akcja przed wyborami do Sejmu w 1980 roku, a następnie pomoc zbuntowanym działaczom SZSP, którzy nawołują do rozwiązania tej organizacji. Jesienią '80 najmłodsi członkowie SKS-u biorą udział w zakładaniu NZS-u. Starsi - zakładają NSZZ Solidarność.
"Rzeczpospolita Plus-Minus", 18-19 maja 2002