- Uważam, że winy się nie dziedziczy, dlatego to nie jest coś, co mnie przytłacza tylko mobilizuje - mówi autorka książki "Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił". - Zależy mi, żeby pokazać ludziom, że to oni sami za siebie odpowiadają. Że każdy sam może zadecydować, jaki chce być.
Jennifer Teege wychowywała się w rodzinie zastępczej. Miała 38 lat, gdy poznała historię swoich przodków. Zupełnie przez przypadek, w bibliotece, natrafiła na książkę biologicznej mamy. Wtedy stało się jasne, że jej dziadek, Amon Göth, był hitlerowskim zbrodniarzem wojennym, komendantem obozu w Płaszowie.
- To był moment, który na zawsze zmienił moje życie - przyznaje Teege. - Z jednej strony podzielił je na to, co było przed i po, z drugiej połączył ze sobą obie części. Przez wiele lat nie wiedziałam do końca kim jestem, nagle wszystko stało się jasne.
Choć wcale nie takie proste. Mimo to rozmówczyni Kuby Kukli postanowiła zmierzyć się z zaistniałą sytuacją. - Na początku był szok i kompletna dezorientacja. Nie widziałam jak sobie z tym wszystkim poradzić. Potrzebowałam nie dni, nie miesięcy, ale lat, żeby wreszcie zrozumieć, co się właściwie stało - wspomina. - Najtrudniej było mi opowiedzieć o tym znajomym. Zwłaszcza tym z Izraela, z którymi studiowałam i przyjaźnię się.
Autorka zapewnia też, że książka "Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił" nie jest definitywnym zamknięciem tego rozdziału, ale pozwoliła poczuć się jej tak, jakby narodziła się na nowo. - Czuje się jak nowa osoba. Z nowym, autentycznym ja. Historia, która mi się przydarzyła jest na tyle niezwykła, że nie mogłam zachować jej tylko dla siebie. - tłumaczy Teege. - Doszłam do wniosku, że opisując ją mogę dać coś od siebie innym.
(kul/kd)