Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
Dwójka
Bartosz Chmielewski 14.12.2014

"Opowieści dziwnej treści" – czy to jest muzyka programowa?

Czy muzyka więcej zyskała, czy raczej straciła na mariażu z literackim komentarzem słownym?
zdjęcie ilustracyjnezdjęcie ilustracyjneGlow Images/East News
Posłuchaj
  • "Opowieści dziwnej treści" – czy to jest muzyka programowa? (W kontrapunkcie, czyli za i przeciw/Dwójka)
Czytaj także

Przez kilkaset lat historii kultury europejskiej muzyka instrumentalna nie potrzebowała zapisanego przez jej twórcę komentarza. Kompozytorom i słuchaczom wystarczały dźwięki (ewentualnie tytuł), które co prawda mówiły, ale treści, jakie przekazywały, nie były do końca – można rzec: „dosłownie” – sprecyzowane. Oto zestaw symboli, figur muzycznych czyli następstwa dźwięków różnej wysokości połączone z rytmem i harmonią. Figury te odpowiadały treściom, które w muzyce z tekstem przekazywało słowo, ale nigdy wprost. „Słuchaczu, radź sobie sam!”, zdawali się mówić kompozytorzy. A słuchacze – ci wykształceni, bo dla nich przecież pisali swe dzieła najwięksi twórcy – radzili sobie całkiem nieźle; potrafili dostrzec i odczytać treści niewerbalne zawarte w dźwiękach. Beethoven „zostawiał słuchaczowi odkrycie (konkretnych) sytuacji” – sugerował ich istnienie, ale nie pokazywał palcem i nie nazywał.
Nadszedł jednak czas, kiedy kompozytorom (a może słuchaczom?) przestała wystarczać niejednoznaczna, jedynie symbolicznie przedstawiona „fabuła” muzycznej opowieści. Hector Berlioz skomponował Symfonię fantastyczną, do której dodał słowny „przepis”, „instrukcję obsługi”, opisał dzieło niemal takt po takcie, tym samym poprowadził słuchacza w nieznane do tamtej pory krainy. Franciszek Liszt „z pomocą wstępu [słownego] dodanego do utworu instrumentalnego zamierzał ustrzec słuchacza przed niewłaściwą interpretacją poetycką i skierować jego uwagę na ideę poetycką całości lub jakiejś jej szczególnej części”. Żeby pojąć dzieło, konieczne stało się uwzględnienie jego programu literackiego. Bez niego poznajemy utwór tylko częściowo.
Od momentu dodania słów do dźwięków, istniejące formy muzyczne rozpadają się, ponieważ to koncepcja programowa, a nie tradycyjny przepis na konstruowanie utworów, staje się ideą nadrzędną. Ostateczne konsekwencje z owego uwolnienia muzyki spod dyktatu formy wyciągnął XX wiek – liczyć się zaczął jedynie trwający tu i teraz dźwięk. Można więc zapytać: czy było warto?
Zastanówmy się, czy muzyka więcej zyskała, czy raczej straciła na mariażu z literackim komentarzem słownym? Czy komentarz ten nie odarł muzyki z jej niejednoznaczności, a więc najpiękniejszej tajemnicy? Czy przypadkiem nie sprawił, że ze świata platońskich bytów idealnych, muzyka zeszła na ziemię? Czy twórcy muzyki programowej nas, słuchaczy, wzbogacili, czy raczej potraktowali jak mało rozgarnięte dzieci, które należy wziąć za rękę i przeprowadzić przez obce i niebezpieczne krainy? Wreszcie: dokąd wszystko to zaprowadziło samą muzykę i nas, jej odbiorców?
Zapraszamy do audycji o muzyce programowej.
Marcin Majchrowski i Piotr Matwiejczuk
***
Tytuł audycji:
W kontrapunkcie, czyli za i przeciw

Prowadzenie: Marcin Majchrowski i Piotr Matwiejczuk

Data emisji: 15.12.2014
Godzina emisji:
19.00
bch

tagi: MUZYKA