Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
PAP
Beata Krowicka 22.12.2013

Po Nowym Roku ruszą w PO przygotowania do eurowyborów. Kto na liście kandydatów?

W styczniu planowane jest posiedzenie Zarządu Krajowego w tej sprawie. Na listach Platformy do PE znajdą się prawdopodobnie obecni europosłowie oraz byli ministrowie rządu Tuska.
Premier Donald Tusk na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu Unii EuropejskiejPremier Donald Tusk na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu Unii EuropejskiejPAP/Radek Pietruszka

Przekaz PO w kampanii wyborczej ma się koncentrować wokół hasła: "Im silniejsza Platforma w Parlamencie Europejskim, tym silniejsza pozycja Polski w Europie". - Zależy nam na umacnianiu pozycji Polski w Europie. Dobry wynik w wyborach do europarlamentu, to szansa na poprawienie tej pozycji - ocenił wicemarszałek Sejmu i wiceszef PO Cezary Grabarczyk.
Polityk przyznał, że zaplanowane na maj przyszłego roku wybory do Parlamentu Europejskiego będą również ważnym sprawdzianem dla samej Platformy i jej obecnej pozycji na scenie politycznej. Dlatego też już w styczniu ma się zebrać zarząd PO w sprawie przygotowań do eurowyborów. - Będziemy zarówno zastanawiali się nad osobami, którym powierzymy szefowanie w kampanii, jak i skonkretyzujemy skład zespołu przygotowującego program wyborczy - powiedział Grabarczyk.
Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że w Platformie od jakiegoś czasu trwają również przymiarki do list wyborczych - pracują nad nimi władze poszczególnych regionów. - Myślę, że podczas styczniowego posiedzenia zarządu przewodniczący przedstawią swoje propozycje kandydatów - powiedział jeden z polityków PO.
Oficjalnie nie chcą wymieniać żadnych nazwisk. - Dopóki nie przedyskutuje tego zarząd, żadne nazwiska nie powinny padać - zastrzegł Grabarczyk. Zaznaczył przy tym, że w PO nie ma koncepcji, by ograniczać możliwość kandydowania tym europosłom, którzy będą mieli za sobą już dwie kadencje w PE. Takie informacje pojawiły się kilka miesięcy temu w prasie.
Na listach PO znajdzie się więc prawdopodobnie większość dotychczasowych europosłów PO, w tym również tych najbardziej znanych jak były szef PE Jerzy Buzek, Jacek Saryusz-Wolski, obecny wiceprzewodniczący europarlamentu Jacek Protasiewicz, czy Paweł Zalewski, choć on sam nie chciał na razie składać żadnych deklaracji w tej sprawie. - Czekam do posiedzenia zarządu - skwitował.
Do Parlamentu Europejskiego kandydować mieliby też ministrowie rządu Donalda Tuska: była szefowa resortu nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka (zasiadała w PE w latach 2004-2007), były szef resortu administracji i cyfryzacji Michał Boni. Media informowały też, że startować miałby też były wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski. Listy wyborcze PO do PE - jak wynika z nieoficjalnych informacji - mają być gotowe w lutym.
Nad programem wyborczym Platformy do Parlamentu Europejskiego pracować ma zespół, który prawdopodobnie powoła zarząd partii na styczniowym posiedzeniu. Już dziś wiadomo jednak, że PO będzie przekonywała w kampanii, że głos oddany na PiS jest głosem straconym, a jedynie PO jest w stanie zapewnić silną pozycję Polski w Europie, m.in. w PE, którego znaczenie wśród instytucji unijnych wzrosło w ostatnich latach. Zapewnił to m.in. obowiązujący od grudnia 2009 roku Traktat Lizboński.
PO należy w Europarlamencie do frakcji chadeków, skupionych w Europejskiej Partii Ludowej. - Będziemy chcieli pokazać Polakom, w jaki sposób nasze członkostwo w EPL wzmacnia pozycję Polski. To jest związane z kompetencjami, które ma Parlament Europejski oraz naszymi wpływami w Europejskiej Partii Ludowej. Będziemy chcieli pokazać, że głos na PO to głos na interes Polski w UE i jest to głos realny - podkreślił Zalewski.
Ocenił przy tym, że PiS to ugrupowanie, "które w UE widzi problem" i jest "ugrupowaniem tak naprawdę antyeuropejskim". - Głos na PiS, będące w PE członkiem EKR (frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów), to z punktu widzenia interesów Polski głos zmarnowany - zaznaczył europoseł. Zwrócił uwagę, że im silniejsza w Europarlamencie reprezentacja EPL oraz innych proeuropejskich rodzin politycznych, tym mniejsze wpływy w nim ugrupowań skrajnych, które od pewnego czasu rosną w siłę w całej Europie.

PAP, bk