Turecki prezydent nie ugina się pod presją świata zachodniego i nie ma zamiaru zakończyć ofensywy na terenach kurdyjskich w Syrii. - Operacja Źródło Pokoju będzie trwała tak długo, aż znajdziemy się 30-35 kilometrów wgłąb, na linii od Manbidż do granic Iraku. Nie ma co do tego dyskusji. Sytuacja rozwiąże się, gdy terroryści porzucą broń i wyjadą poza bezpieczną strefę - mówił.
Pierwsze bezpośrednie starcie. Syryjskie wojska rządowe walczą z Turkami
Turcja chce w północnej Syrii utworzyć bezpieczną strefę, wygnać stamtąd Kurdów i zamiast nich osiedlić w strefie syryjskich Arabów. Recep Tayyip Erdogan początkowo odmówił spotkania z amerykańskim wiceprezydentem Mikem Pencem, który ma przylecieć do Turcji, ale później zgodził się na rozmowę.
>>> CZYTAJ TAKŻE: UE potępiła turecką ofensywę na Syrię. Kilka krajów wstrzymuje eksport broni
ONZ po raz kolejny wzywa do natychmiastowego zakończenia walk. - Przemoc powinna zostać zatrzymana. Kryzys będzie miał poważne konsekwencje humanitarne. Zbyt dużo ludzi zginęło, a 160 tysięcy musiało uciekać z domów - mówi wysłannik ONZ do spraw Syrii Geir Pedersen.
Pomoc Rosji
Opuszczeni wcześniej przez Amerykanów Kurdowie zwrócili się o pomoc do syryjskiego, rządowego wojska. Żołnierze wkroczyli już do kilku kurdyjskich miast, a świadkowie donoszą też o rosyjskich żołnierzach, którzy są w porzuconych przez USA bazach. Rosjanie mieli też wkroczyć do kluczowego miasta Kobani.
Od początku tureckiej ofensywy zginęło już kilkaset osób, zarówno po syryjskiej, jak i tureckiej stronie granicy. Większość ofiar to żołnierze lub bojownicy, ale wśród zabitych jest też kilkudziesięciu cywilów.
paw/