Niedziela była dziewiątym dniem protestów z udziałem setek tysięcy osób. Demonstranci protestują przeciwko zamachowi stanu i domagają się uwolnienia aresztowanych, w tym laureatki Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi.
Ostra reakcja Bidena na wydarzenia w Birmie. USA wprowadzają sankcje
W części kraju przestały kursować pociągi, ponieważ pracownicy kolei odmówili przystąpienia do pracy. Wojsko wysłało żołnierzy do elektrowni. Demonstranci zgromadzili się przed jednym z zakładów energetycznych w obawie, że wojskowi chcą odciąć dostawy prądu. Funkcjonariusze otworzyli ogień do ludzi. Przy czym nie wiadomo, czy użyli ostrej amunicji, czy kul gumowych.
Czytaj także:
Reakcja świata
Ambasady państw zachodnich w Mjanmie zaapelowały do wojskowych, którzy przejęli władzę w kraju, aby powstrzymali się od przemocy wobec demonstrantów.
Dyplomaci państw należących do Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Kanady i jedenastu innych krajów potępili aresztowania liderów politycznych i szykanowanie dziennikarzy. W wydanym oświadczeniu napisali, że popierają naród Mjanmy w jego dążeniu do demokracji, wolności, pokoju i dobrobytu. "Świat obserwuje to co się dzieje" - stwierdzili dyplomaci.
1 lutego armia przejęła władzę w Mjanmie, czyli dawnej Birmie. Od tego czasu aresztowano co najmniej 384 osoby. Wśród zatrzymanych są przedstawiciele cywilnych władz, aktywiści i duchowni.
jbt