Wytykanie błędów podczas jazdy, ciągłe nakłanianie do rozmowy, podnoszenie głosu - tak, to zdecydowanie może wyprowadzić człowieka z równowagi. W tym kontekście efekty przeprowadzonych badań wydają się już znacznie mniej zastanawiające.
- Aż dziesięć procent ankietowanych przyznało się, że przynajmniej raz w życiu zatrzymało się i wysadziło swojego pasażera. Osobiście nie byłem świadkiem takiej sytuacji, ale mogę sobie ją wyobrazić. Wielokrotnie jadąc autem z rodziną miałem ochotę wysiąść albo poprosić o opuszczenie pojazdu - powiedział w "Efekcie: WOW" Marcin Klimowski z portalu autokrata.pl. Przytoczył przy okazji kolejne dane. Dla dwudziestu procent kierowców na Wyspach Brytyjskich najbardziej stresogenny w trakcie jazdy jest właśnie współpasażer.
PRZECZYTAJ: Na polskich drogach będzie bezpiecznie za… 50 lat
A co z takimi czynnikami jak zła pogoda, głośna muzyka, używanie smartfona? Okazuje się, że w tym przypadku nie angażujemy aż tak bardzo emocji. - Rozmowa przez telefon nas rozprasza i może powodować ograniczenie zdolności pojazdem, jeśli nie mamy zestawu głośnomówiącego. Dyskutując z pasażerem siedzącym obok angażujemy się z kolei w mowę ciała, próbujemy wyrazić swoje emocje - dodał Klimowski.
ZOBACZ: Polacy lekceważą przepisy ruchu drogowego
Najgorzej jest oczywiście, gdy dochodzi do kłótni z towarzyszem albo towarzyszami podróży. Wówczas kierowca może całkowicie się rozproszyć, wpaść w furię i to, co dzieje się na drodze, przestaje go obchodzić. Dlatego też najprostsza rada - jeśli chcesz mieć pewność, że dojedziesz gdzieś bezpiecznie, jedź sam! Więcej o wynikach badań brytyjskich naukowców, w zapisie "Efektu: WOW".
ac/mc