Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
Jedynka
Tomasz Jaremczak 18.08.2013

"Republika wolnego handlu". Krem Nivea hitem eksportowym PRL

- Asortyment był rozbudowany, podobnie jak kryzys. Zmieniało się to w czasie. Na Węgry przywoziło się prześcieradła, majtki, krem Nivea, parasolki, czapki futrzane - powiedział radiowej Jedynce Paweł Sowiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Krem NiveaKrem NiveaPAP/EPA/Archiwum/Christian Charisius
Posłuchaj
  • Paweł Sowiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN o polsko-węgierskiej wymianie handlowej w czasach PRL (Jedynka/Polska i Świat)
Czytaj także

Węgierski Instytut Kultury, Dom Spotkań z Historią i radiowa Jedynka zbierają wspomnienia Polaków o wyjazdach handlowych do Węgier w czasach komunizmu. W ramach projektu "Merkury kontra RWPG. Prywatne polsko-węgierskie kontakty ekonomiczne w czasach komunizmu" zapraszamy słuchaczy Jedynki do dzielenia się zdjęciami, nagraniami i wspomnieniami z turystyki handlowej do Węgier. Prosimy o przesyłanie materiałów pod nasz specjalny adres: wspomnienia@polskieradio.pl.

Polak, Węgier, dwa bratanki i do szabli, i do... handlu >>>

Paweł Sowiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN zgodził się z opinią, że o ludziach, którzy  trudnili się handlem możemy mówić "zaradny jak Polak". - Była w tym zaradność i innowacyjność. Zdolność do zastępowania państwowej dystrybucji, zapewniania poszukiwanych towarów. Miało to cechy wkraczania w sytuacje wolnego rynku i kapitalizmu - powiedział Sowiński. Zauważył jednak, że jako ludzie zaradni uciekali się do metod, które nie dla wszystkich były do zaakceptowania. - Urzędowali w podłych dzielnicach i dokonywali czarnorynkowej wymiany. Trzeba w tej sprawie szukać wyważenia - argumentuje Sowińki.

Mechanizm polegał na tym, że Polacy jechali z towarami, a Węgrzy kupowali je na bazarach. Zwykle jednak towar był już sprzedawany przy wyjściu z pociągu na głównym dworcu kolejowym w Budapeszcie. - Przy pociągach byli naganiacze, to było błyskawiczne, nie trzeba było za bardzo szukać - przypomniał Sowińki. Natomiast zarobione forinty Polacy chętnie wymieniali na dolary.

Polskie składaki hitem na węgierskim rynku! >>>

Zdaniem Sowińskiego trudno jest przytoczyć dane, ile osób mogło się trudnić takim handlem. Zawsze jest przecież czarny rynek, a dzisiaj też można kupić na nim np. papierosy. Szacuje się jednak, że na organizowanych w latach 50. wycieczkach mogło to być nawet 50 proc. ludzi, którzy mieli coś w torbie z myślą o sprzedaży i wymianie. - W latach 80. mogło to już być do 70 proc. To apogeum tego handlu. Przemieniło się to w turystykę bazarową, republikę wolnego handlu założoną oddolnie, siłami społecznymi, bez pomocy państwa - powiedział Sowiński. Pytaniem pozostaje, czy państwo do końca i chętnie do końca z tym walczyło. - Wydaje mi się, że przymrużało oko - powiedział.

WĘGRY '56 - serwis specjalny >>>

Handlowali zresztą nie tylko Polacy. Czesi, Węgrzy i obywatele NRD też przyjeżdżali do Polski, by coś kupić i sprzedać. Było to jednak na mniejszą skalę.

Z Pawłem Sowiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN rozmawiał Patryk Michalski.

tj