Choć rzesze Polaków w czasach PRL zajadały się lodami Bambino na sopockim molo, lub podziwiały panoramę Zakopanego ze szczytu Gubałówki, znani i lubiani artyści wyjeżdżali za granicę. Jednym z ich ulubionych kierunków letnich wojaży była Rumunia.
– To był taki wyjazd superwytworny – opowiada Izabela Skrybant z Tercetu Egzotycznego. – Są tam słynne błota, piękne plaże i cudowna woda, w których spędzało się całe dnie, a wieczorem przychodził czas na potańcówkę.
Paweł Stasiak, wokalista Papa Dance zaś wspomina, że choć w Polsce jego formacja święciła wówczas triumfy, dobrze było spędzić urlop za granicą, gdzie fani zatrzymywali ich sporadycznie. – Czasem siadaliśmy razem z ludźmi, którzy nas rozpoznali, w kawiarni i rozmawialiśmy – wspomina artysta. – Zwłaszcza, że nie byliśmy zespołem, który po każdym koncercie idzie spokojnie spać. Raczej staraliśmy się zwiedzać okolice, wiedzieć, co ciekawego można zobaczyć, a także które... nocne kluby warto odwiedzić.
(kd)