Białoruś, podobnie jak większość byłych republik radzieckich, obchodzi rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami 9 maja. Jest to dzień wolny od pracy. W tym roku obchody są skromniejsze, w Mińsku nie odbyła się defilada.
Uczestnicy pochodu w Mińsku, w tym zwierzchnicy Cerkwi prawosławnej i Kościoła katolickiego, położyli kwiaty i wieńce na Placu Zwycięstwa pod monumentem poświęconym zwycięstwu w drugiej wojnie światowej.
Prezydent Białorusi w okolicznościowym przemówieniu powiedział, że przeciwko jego krajowi jest prowadzona brutalna informacyjna i polityczna wojna. Aleksander Łukaszenka stwierdził, że większa część problemów, z jakimi spotyka się Białoruś, została w sztuczny sposób jej narzucona. - To zemsta za to, że budujemy swoje prawdziwie niezależne państwo; za to, że naród białoruski chce być gospodarzem w swoim domu i sam decydować o swoim losie - mówił Łukaszenka i zapewnił, że jego kraj przezwycięży wszelkie trudności.
Na Białorusi świętowanie Dnia Zwycięstwa odbywa się przy zaostrzonych środkach bezpieczeństwa. W miejscach, gdzie odbywają się uroczystości - w parkach i na placach miejskich - dyżurują milicjanci z wykrywaczami metalu. Rządowa agencja prasowa Biełta poinformowała, że uczestnikom uroczystości zabroniono mieć przy sobie broń, atrapy pistoletów czy materiały wybuchowe. Zabroniono też przynoszenia wszelkich napojów. Można mieć jedynie płyny chłodzące w plastykowych butelkach o pojemności nie większej niż 0,5 litra.
IAR, belsat.eu, agkm