Polskie Radio

Chester Bennington i Chris Cornell – śmiertelnie mocny uścisk przyjaźni

Ostatnia aktualizacja: 20.07.2021 14:54
20 lipca 2017 roku w swoim kalifornijskim domu powiesił się wokalista grupy Linkin Park, Chester Bennington. Stało się to dokładnie w dniu urodzin jego przyjaciela Chrisa Cornella, który targnął się na swe życie dwa miesiące wcześniej.
Śmierć Benningtona opłakiwali fani z całego świata
Śmierć Benningtona opłakiwali fani z całego świataFoto: Shutterstock / Urban_Reporter

13 czerwca 2007 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie wystąpił zespół Pearl Jam. Przed jego koncertem publiczność rozgrzewała formacja Linkin Park, której wokalista Chester Bennington złożył hołd starszym kolegom, stwierdzając ze sceny, że chciałby, aby jego grupa za 20 lat miała podobny status, jak legenda muzyki grunge rodem z Seattle. Niestety, nie dane mu było doczekać tej chwili, a przyczynił się do tego pośrednio dobry znajomy muzyków Pearl Jam, śpiewający w zaprzyjaźnionym zespole Soundgarden Chris Cornell.

Urodzony 20 lipca 1964 roku w Seattle Cornell przeszedł w swej muzycznej karierze długą drogę, od bohatera lokalnej sceny garażowego rocka, po ikonę popkultury, artystę, który zapełniał stadiony i skomponował przewodnią piosenkę do filmu o przygodach Jamesa Bonda. Odnosząc niebywałe sukcesy na scenie, zmagał się jednocześnie z demonami, które prześladowały go od wczesnej młodości. Jego rodzice rozwiedli się, gdy był nastolatkiem, a pierwsze poważne problemy z  nadużywaniem alkoholu i narkotyków miał jeszcze przed ukończeniem 13. roku życia. Zmagał się też z ciężką depresją i atakami paniki, od których ucieczką była jedynie muzyka.

Założony przez Chrisa wraz z kolegami zespół Soundgarden w drugiej połowie lat 80. wyrobił sobie dobrą markę na rockowej scenie Seattle, a w kolejnej dekadzie stał się jednym z flagowych okrętów grunge'owej armady, która wyruszyła na podbój muzycznego świata. Napisany przez Cornella utwór "Black Hole Sun" stał się jednym z największych przebojów tego nurtu, a album "Superunknown", z którego pochodził, trafił do kanonu rocka.

Soundgarden - "Black Hole Sun", źródło: YouTube / Soundgarden

Gigantyczne sukcesy odnoszone wraz z zespołami Soundgarden i Audioslave, a później również solo, pozwalały wierzyć, że najgorsze jest już za nim, tym bardziej, że wiódł przy tym udane życie rodzinne. Z poślubioną w 2004 roku drugą żoną Vicky miał dwoje dzieci, razem prowadzili również fundację pomagającą stanąć na nogi ubogim i bezdomnym dzieciom. Wydawało się też, że wokalista ma już za sobą uzależnienia od niebezpiecznych używek. Dlatego wielkim szokiem była dla wszystkich wieść o jego samobójczej śmierci 18 maja 2017 roku. Chris powiesił się w hotelowym pokoju po koncercie grupy Soundgarden w Detroit.

Jedną z osób najbardziej poruszonych samobójstwem Cornella był młodszy od niego o 12 lat Chester Bennington. Jego niegdysiejszy idol od pewnego czasu był też jego dobrym przyjacielem. Wszystko zaczęło się od wspólnego tournée ich zespołów w 2000 roku. Panowie spotykali się od tamtego czasu również poza sceną i do tego stopnia przypadli sobie do gustu, że Chester został ojcem chrzestnym najmłodszego syna Chrisa, urodzonego w 2005 roku.

Sam Bennington też nie miał łatwego dzieciństwa. Już jako dorosły człowiek wyznał, że od 7 do 13 roku życia był molestowany seksualnie przez starszego mężczyznę, przyjaciela rodziny. W międzyczasie jego rodzice się rozwiedli, a on sam wpadł w narkotykowy nałóg. Ze względu na swoją wątłą sylwetkę i naturę odludka był też regularnie dręczony przez szkolnych kolegów. To wszystko kładło się cieniem na jego dorosłym życiu, gdy był już sławną, bogatą i uwielbianą przez miliony fanów gwiazdą rocka. Podobnie, jak Cornell, miał też jednak ustabilizowane życie rodzinne, od czasu gdy w 2006 roku poślubił swą drugą żonę, Talindę, która urodziła mu trójkę dzieci.

Linkin Park - "One More Light", źródło: YouTube / Linkin Park

Tuż po tym, jak świat obiegła wieść o śmierci Chrisa Cornella, Bennington napisał na swoim profilu na Instagramie: "Nie potrafię sobie wyobrazić świata, w którym nie ma ciebie". Osobiście pożegnał zmarłego przyjaciela, śpiewając na jego pogrzebie w Los Angeles napisany przez Leonarda Cohena utwór "Hallelujah". Dwa miesiące później, będąc z żoną i dziećmi na wakacjach w Arizonie, postanowił wrócić do domu w Kalifornii, pod pretekstem pilnej pracy do wykonania. Rankiem 20 lipca 2017 roku został znaleziony martwy. Powiesił się, nie zostawiając listu pożegnalnego. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że nieprzypadkowo zdecydował się odejść ze świata w dniu, kiedy jego nieżyjący przyjaciel obchodziłby 53 urodziny…

kc

Czytaj także

"Temple of the Dog" – płyta, która zasługuje na nieśmiertelność

Ostatnia aktualizacja: 16.04.2021 11:21
Równo 30 lat temu ukazał się album "Temple of the Dog", nagrany przez zespół-efemerydę, złożony z muzyków grup Soundgarden i Pearl Jam. Płyta, która początkowo przeszła prawie niezauważona, dziś należy do kanonu muzyki grunge.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Sto lat temu urodził się "ojciec chrzestny polskiego rock and rolla"

Ostatnia aktualizacja: 20.07.2021 09:00
Sprowadził nad Wisłę rock and roll, zorganizował mnóstwo koncertów i festiwali, wylansował całą plejadę gwiazd, a do tego napisał teksty przebojów m.in. Niemena i Nalepy. Równo sto lat temu, 20 lipca 1921 roku, w Łodzi na świat przyszedł Franciszek Walicki, niezwykle ważna postać polskiej sceny muzycznej XX wieku.
rozwiń zwiń