To jest fascynujące. Czego to ludzie nie wymyślą – stwierdza ze znawstwem mały chłopczyk oglądający katalog prac pana Anatola Karonia, rzeźbiarza.
Materiał do pracy ma doskonały. Zapałek są przecież miliony, zapałek nie żal. – Jeśli zepsuję jedną wezmę drugą, trzecią, tysięczną. Jestem jednym z większych niszczycieli zapałek – opowiada artysta misternie wykonujący niezwykłe rzeźby. Każda z jednej zapałki.
W stanie wojennym nie można było dostać papieru ani płótna, a potencjał twórczy domagał się zrealizowania. Były zapałki. Jako dość nerwowa osoba skubał je bez zastanowienia, aż pewnego razu zauważył, że powstała ładna forma. – Pokazywałem tą rzeźbę wielu osobom, ale wszyscy albo się śmiali, albo stukali w głowę. Ja też początkowo traktowałem to jako żart, ale ta reakcja mnie zmobilizowała, pomyślałem, że zrobię całą kolekcję i tak się zaczęło – wspomina.
pjk