Represjonowany Prymas Tysiąclecia

Ostatnia aktualizacja: 25.09.2013 12:40
Lata 50-te były trudnym okresem dla Kościoła w Polsce. Władza starała się go skompromitować, dążono do jego zlikwidowania. Stosowano liczne represje przeciwko kapłanom, siostrom zakonnym, biskupom, czy nawet zwykłym ludziom.
Audio
  • 25.09.13 Iwona Czarcińska o Kardynale Stefanie Wyszyńskim
Kardynał Stefan Wyszyński
Kardynał Stefan WyszyńskiFoto: wikipedia

Wiernym uniemożliwiano prowadzenie praktyk religijnych, zastraszano ich. Z kolei duchowni byli poddawani aresztom i aranżowanym procesom.

- Do takich wydarzeń, które miały duże znaczenie należał proces biskupa Kaczmarka, który był procesem pokazowym. Mówi się, że podawano mu środki, po których nie do końca był świadomy tego, co mówił. Chciano go wykorzystać do skompromitowania Kościoła – mówiła Iwona Czarcińska – Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Rząd głównie starał się udowodnić społeczeństwu, że kościół działa na szkodę państwa. Wskazywano, że współpracuje nie tylko z Watykanem, ale i z mocarstwami, które stoją po drugiej stronie barykady m.in. Stanami Zjednoczonymi.

- Każdy kontakt z Watykanem, który był konieczny dla biskupów, ponieważ mają oni obowiązek zdawać sprowadzanie ze swojej działalności, uznawano za działania przeciwko legalnej władzy – wyjaśnił Gość PR24.

W nocy z 25 na 26 września 1953 roku, Służba Bezpieczeństwa zapukała do drzwi Pałacu Prymasowskiego. Mimo protestu prymasa, funkcjonariusze wywieźli go do Rywałdu koło Lidzbarka Warmińskiego.

- Wtedy była taka metoda przychodzenia i prowadzenia przesłuchań w nocy. Ksiądz Prymas późno wrócił z kościoła akademickiego św. Anny, gdzie brał udział w uroczystościach. W ciągu kilku ostatnich dni ludzie zaczepiali go, niektórzy płakali, a on prosił, żeby się za niego modlili. Była już taka aura tego, że mogą go aresztować. Prymas pięknie opisuje to w zapisach więziennych – położył się szybko, ale nie minęło pół godziny jak usłyszał szamotaninę, więc na wszelki wypadek się ubrał. Przyszedł do niego ksiądz Goździewicz, mówiąc, że jacyś mężczyźni dobijali się od strony bramy. Przekazali mu oni pismo, że od tej pory nie może sprawować żadnych funkcji i zostanie odosobniony. Prymas dokumentu nie podpisał, napisał tylko „czytałem” – opowiadała Iwona Czarcińska.

Kardynał Stefan Wyszyński w areszcie przebywał przez 3 lata. Uwolnienie nastąpiło 28 października 1956 r. W tym czasie Prymas przebywał kolejno w Rywałdzie, Stoczku, Prudniku na Śląsku Opolskim i Komańczy w Bieszczadach.

- Rząd musiał się przygotować do tego aresztowania, musiał zebrać argumenty. Właśnie wtedy rozpoczął się proces biskupa Kaczmarka. Myślę, że szykowano już wtedy taki zamach stanu w Kościele. Chociaż, gdy czyta się zapiski więzienne Prymasa, opisuje on jak przywieziono go do Rywałdu i wpuszczono do pomieszczenia, które nosiło ślady, że zaledwie kilka minut wcześniej opuścił je poprzedni mieszkaniec, oznaczałoby to, że władza nie była do końca do tego przygotowana – stwierdziła Czarcińska.

Klasztor w Stoczku był kolejnym miejscem odosobnienia Kardynała. Strzegło go wojsko i prawie 30-tu funkcjonariuszy UB. Prymas do swojej dyspozycji miał klasztorną celę i ogród, który był otoczony drutem kolczastym. Miejsce to było w pełni odizolowane i wypełnione podsłuchami.

PR24/Anna Szpakowska