Muniek Staszczyk: byłem w sytuacji granicznej, poczułem potrzebę dziękowania Bogu

Ostatnia aktualizacja: 09.01.2022 09:20
- Była to dla mnie sytuacja graniczna. Refleksje przyszły później. Poczułem wielką miłość ze strony ludzi, wielką empatię. Jestem człowiekiem wierzącym, poczułem też potrzebę podziękowania Bogu. Po wylewie inaczej spojrzałem na swoje życie - powiedział w Polskim Radiu 24 Muniek Staszczyk, lider zespołu T.Love. Gościem audycji była także Ewa Liegman z Hospicjum Pomorze Dzieciom. 
Muniek Staszczyk
Muniek Staszczyk Foto: PAP / Jacek Turczyk

W audycji refleksje na temat śmierci i tego, czy jesteśmy na nią przygotowani. Lider zespołu T.Love wspominał bardzo trudny, a zarazem owocny czas w swoim życiu, kiedy przebudził się po wylewie. 

- Pierwszy świadomy moment to było moje szpitalne łóżko w Londynie i moja żona, mój syn i mój menedżer, którzy stali nad tym łóżkiem. Bardzo mi się chciało pić. Nigdy w życiu woda mi tak nie smakowała. Potem były bardzo mocne leki. Niewiele pamiętam z tego szpitala w Londynie. Wiedziałem, co się stało, ale jeszcze nie mogłem wtedy odczuwać tej wartości, radości, że jestem na tej planecie z powrotem - opowiadał Muniek Staszczyk

- Do tamtego momentu to w zasadzie nawet nigdy nie byłem w szpitalu. Chociaż odwiedzałem w szpitalach kolegów i koleżanki w różnym wieku - dodał.

Jak zaznaczył, pytanie o śmierć i gotowość na nią zadawali sobie przez wieki między innymi filozofowie i pisarze. - To bardzo trudne pytanie. Nie wiem, czy da się krótko na nie odpowiedzieć - podkreślił. 

"To uczy ogromnej pokory i dystansu"

Stwierdził również, że wylew i to, co się wydarzyło potem, to była "na pewno sytuacja graniczna". - Refleksje przyszły później. Poczułem wielką miłość ze strony ludzi, wielką empatię. Poczułem potrzebę dziękczynienia, podziękowania Bogu. Kiedy wyszedłem ze szpitala, był wrzesień 2019 roku. Takie sytuacje jak ta uczą ogromnej pokory, dystansu. Następuje poważne przewartościowanie, jeśli chodzi o takie rzeczy jak kariera i inne sprawy w życiu - powiedział Muniek Staszczyk. 

Ewa Liegman natomiast opowiedziała o swojej pracy w hospicjum. - Od siedmiu lat codziennie staję na tej cienkiej granicy między życiem i przemijaniem. I rzeczywiście jest to nieprawdopodobna lekcja pokory, od której chcielibyśmy uciec. Chcemy uciec od śmierci, boimy się jej. Taki jest nasz instynkt. To pokazuje też, jakim skarbem jest życie człowieka - zaznaczyła.

- A w naszym hospicjum ta sytuacja dotyka dzieci. To jest szczególnie trudne, kiedy w tej bezradności, w tym totalnym ogołoceniu, wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji i nie wiemy, co będzie jutro. Kiedy popadam w pychę, w próżność - że tak wielu ludziom udaje się pomóc, że tak wiele jesteśmy w stanie zrobić jako ludzie - to kontrolerem moich lotów jest moment, kiedy staję przy łóżku gasnącego dziecka i to proste pytanie: czy jestem gotowa zamienić się z nim miejscami? Wtedy jest w sercu sprzeciw: nie jestem gotowa. Wtedy natychmiast pojawia się przewartościowanie i pokazuje mi to moje miejsce w szeregu - podkreśliła Ewa Liegman.  

Więcej w nagraniu.

Posłuchaj
23:35 PR24 2022_01_08-22-05-51.mp3 Ewa Liegman i Muniek Staszczyk o śmierci i przemijaniu (Dwa spojrzenia) 

***

Audycja: Dwa spojrzenia

Prowadzący: Rafał Porzeziński

Goście: Ewa Liegman (Hospicjum Pomorze Dzieciom), Muniek Staszczyk (muzyk, lider zespołu T.Love)

Data emisji: 8.01.2022

Godz. emisji: 22.06

bartos

Czytaj także

Ernest Bryll: istotne jest to, by być razem i utrzymywać więzi

Ostatnia aktualizacja: 28.11.2021 11:10
- Naprawdę istotne jest to, że jesteśmy razem. Trzeba odgrzebywać, wyrywać wszystko to, co pamiętamy z bycia razem, i próbować to utrzymać. Teraz trzeba utrzymać więź za wszelką cenę. Uczyć się być z innymi, nawet jeśli jest między nami duża odległość - podkreślił w Polskim Radiu 24 Ernest Bryll. Gościem audycji była także żona poety Małgorzata Goraj-Bryll. 
rozwiń zwiń