Section01 - menu
Filmowa strona
Radia Rytm
Section07
Section08 - artykułowa

Powrót do strony głównej bloga Filmowa strona Radia Rytm »

Małe szczęścia

Czwórka
Patrycjusz Tomaszewski 27.08.2013

Oglądam, ale nikomu nie powiem. Czas na kilka słów o serialach z gatunku "guilty pleasure"

Każdy z nas ma swoje małe przyjemności. Czynności i przyzwyczajenia dające nam radość, ale którymi z różnych względów nie lubimy się dzielić z innymi. Podjadanie najsmaczniejszych smakołyków na diecie, piąta z rzędu lektura "Pięćdziesięciu twarzy Greya", czy wizyta w saunie w godzinach pracy nie są nam obce. Podobnie jest z serialami. Od kilku dobrych lat do mowy potocznej weszło pojęcie "guilty pleasures" ( nietrafnie przetłumaczone w Polsce jako grzeszne przyjemności). Określamy nim produkcje telewizyjne, do których publicznie się nie przyznamy, a od których wzroku oderwać nie możemy. To nasze małe tajemnice.

Dojrzali mężczyźni nie mogący odzwyczaić się od Gotowych na wszystko , czy Plotkary . Kobiety na kierowniczych stanowiskach pędzące z korporacji, by nagrobić zaległości w Pamiętnikach Wampirów . Lekarze czekający na nowe odcinki Glee , pracownice banków odpoczywające przy Zemście (Revenge) . To tylko kilka przykładów moich znajomych i ich małych radości. Mam kolegę DJ'a, który mimo wielkiej pasji do koszykówki i samochodów, po ciężkich nockach w klubach, gdzie gra do czwartej lub piątej nad ranem relaksuje się oglądając kolejne perypetie Meredith Grey i Cristiny Yang z Grey's Anatomy (Chirurgów) . Serial, w którym główną bohaterkę spotkały wszystkie nieszczęścia świata (strzelano do niej, przeżyła katastrofę lotniczą, śmierć matki i siostry, tonęła, wyrzucano ją z pracy, zabrano jej dziecko, prawie wybuchła trzymając rękami bombę, rodziła po ciemku w środku super burzy, etc.) i na który nie można już patrzeć serio, nie przestaje przyciągać przed telewizory milionów ( mimo, że w tym roku wkracza w 10 sezon ). Oficjalnie nikt już go nie ogląda ("bo przesadzili z wątkami, bo ile można, bo to jest już nierealne"), ale po kryjomu każdy śledzi na bieżąco losy chirurgów z Seattle (ja również :)).

Moja dobra znajoma (dyrektor jednego z domów mediowych) każdego dnia podejmuje ważkie decyzje i zarządza dużymi pieniędzmi. Po przyjściu do domu, pierwsze co robi, to ściąga buty, łapie winogrona, białą czekoladę z kuchni i ogląda kolejne odcinki telenowel z Gabrielą Spanic. Jak sama mówi "nic jej tak nie rozluźnia jak godzina hiszpańskojęzycznych perypetii miłosnych", po czym dodaje "Pat, jak komuś powiesz, że oglądam ten kicz to ręka, noga, mózg na ścianie" :)

Pracująca w wydawnictwie inna koleżanka, by zapomnieć o wszystkich sprawach zawodowych,  z wielką przyjemnością gubi się w damskiej odpowiedzi na Przystanek Alaska, czyli Heart of Dixie ("Pat, wiem, że to jest głupiutkie, ale za to jakie zabawne! Nie mogę przestać"). Ta sama osoba wcześniej (razem z mężem) dla relaksu oglądała nocami Gossip Girl (po czym przez telefon wyznawała "Chuck Bass rządzi") U mnie moda na guilty pleasures rozpoczęła się w 2003 roku, kiedy poznałem serial o nazwie " The OC (po polsku Życie na fali )". Historia bogatej rodziny Cohenów (nota bene jednej z lepiej sportretowanych rodzin w produkcjach telewizyjnych ostatniej dekady "Yogolates :)"), która za namową ojca przyjmuje pod swój dach pochodzącego z biednego domu Ryana i fantastycznie barwny obraz bogaczy z Newport Beach przyciągały mnie przed ekran niczym magnes. Była to bardzo świadoma telenowela (bohaterowie oglądali serial The Valley, który był sam w sobie parodią The OC ) wypełniona ładnymi zdjęciami, licznymi zwrotami akcji i świetną muzyką (wybierała ją Alexandra Patsavas,  producentka muzyczna w Plotkarze, Chirurgach i Skandalu). Czego chcieć więcej?

Dziś, kiedy seriali więcej jest niż kiedykolwiek, gatunek guilty pleasures rozrósł się do pokaźnych rozmiarów. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Ja w tej kategorii lubię spojrzeć na Czystą krew i serię, która jest flagowym przykładem całego gatunku. Zawiera wszystko to, czego od takiej przyjemności oczekujemy: spiski na najwyższych szczeblach władzy, wątek niemożliwej do zrealizowania miłości (żonaty prezydent i konsultantka ds. rozwiązywania problemów), niedorzeczne historie tak mało prawdopodobne, że nie możesz przestać ich oglądać, prześcigające się zwroty akcji (bum - prezydent postrzelony, bum bum prezydent zabija staruszkę, bum bum bum największe oszustwo w historii wyborów w USA) i publiczne pranie brudów gwiazd i polityków. Mowa o kolejnym dziecku Shondy Rhimes (mamuśki Grey's Anatomy ), serialu Skandal - najnowszym uzależnieniu Ameryki.

Seriale wymyślono, by pokazać ludziom inne życie, odseparować ich od rzeczywistości. Czy kogoś dziwi zatem, że zabiegani zawrotnym tempem życia i pracą młodzi (oraz młodzi duchem :)) szukają chwili oddechu w świecie przerysowanym do granic możliwości? Gdzie dialog ocieka kiczem, a końca zwrotów akcji nie widać? Gdzie jest powiedziane, że musimy oglądać tylko produkcje najwyższych lotów? Czasem, nic tak nie poprawia samopoczucia jak jeden odcinek fantastycznie bezmyślnej produkcji, naszej ulubionej guilty pleasure. A wy? jakie macie swoje telewizyjne przyjemności?

Czekam na wasze wyznania pod adresem pat@polskieradio.pl