Section08 - artykułowa

Kpt. Tomasz Cichocki znów rusza w rejs dookoła świata: jestem morskim wilkiem

Jedynka
Tomasz Jaremczak 16.07.2014

- Niekoniecznie trzeba być twardym i odważnym do granic możliwości, przystojnym facetem z brodą. Niewątpliwie do cech wilka morskiego należy umiejętność podejmowania decyzji, bycia samemu ze sobą oraz miłość do oceanu i morza - powiedział gość radiowej Jedynki, który ponownie wypłynie w samotny rejs dookoła świata.

Początek wyprawy 24 lipca. Tego dnia w Gdańsku o godz. 13.00, odbędzie się tzw. restart, czyli  spotkanie prezentujące jacht, sponsorów i przyjaciół oraz oficjalne pożegnanie się ze wszystkimi w kraju. - Następnie wypłynięcie do Brestu we Francji, skąd 30 sierpnia popłynę dookoła świata szlakiem kliprów, czyli na wschód - tłumaczył kapitan Tomasz Cichocki, który ma nadzieję, że tym razem będzie to szybszy rejs. Poprzedni zajął mu 312 dni. Teraz jednak ma lepszy jacht i liczy, że podróż zajmie mu maksymalnie 250 dni.

Trzy lata temu, 1 lipca 2011 roku Cichocki wypłynął w samotny rejs dookoła świata. Wrócił chudszy o 32 kilogramy, ale bogatszy o niezapomniane przeżycia. - Straciłem jedną trzecią masy ciała. Związane było to z tym, że zgubiłem zapasy jedzenia i przez połowę rejsu musiałem jeść co drugi dzień - wyjaśnił gość audycji "Lato z Radiem". Niewiele brakowało, a zostałby trzecim polskim żeglarzem, który samotnie opłynął glob bez zawijania do portu. Niestety szans na rekord pozbawiała go awaria steru. Właśnie wtedy miał chwilę zwątpienia, że nie da rady. - Jeśli chodzi o sztormy i fale, utraty przytomności, złamania i pęknięcia, które zdarzają się podczas takich rejsów  to nie miałem myśli, że to już koniec i czas wracać do domu. Samotny rejs dookoła świata to przedsięwzięcie na własne życzenie, bardzo dobrze się w tym czuję, a wypadki są wkalkulowane w ryzyko - powiedział w rozmowie z Romanem Czejarkiem.

/

Tomasz Cichocki mówił, że podczas takiej wyprawy najbardziej dokuczliwa jest samotność. W czasie wielomiesięcznego rejsu rozmawia się ze wszystkim i wszystkimi. Z chmurami, ptakami, ze ścianą kabiny i z samym sobą. - Niestety zostaje to potem na lądzie. Do dzisiaj mam coś takiego, że chodząc po ulicach mówię do siebie. Przechodnie dziwnie na to reagują - przyznał kapitan. Wyjaśnił również, że podczas rejsu zdarzało mu się, iż nawet na urządzeniach, które sygnalizują obecność innych statków, nie pojawiała się przez dwa miesiące żadna jednostka. - Zastanawiałem się wtedy, czy cywilizacja jeszcze istnieje - przyznał.

Dziennik

Jego zdaniem, nie trzeba być  tzw. urodzonym przywódcą, by wybrać się w taką wyprawę. - Mówimy o samotnym pływaniu. Sam sobie nie będą rozkazywał, a przynajmniej nie będę słuchał rozkazów kogoś takiego jak ja - tłumaczył gość Jedynki. Obowiązują jednak rygory funkcjonowania związane m.in. z bezpieczeństwem np. śpi się przez 20 minut, by kolejne 40 minut poświęcić na czuwanie. Trwa to przez całą dobę, 10 miesięcy i ponad 300 dni. Jednak, wbrew pozorom, nie jest bardzo trudno i wykańczające. Nie zapada się w głęboką fazę snu, więc jest się trochę otumanionym, ale - jak tłumaczył Cichocki - takie są wymogi samotnego pływania na dłuższych dystansach. - Są takie obliczenia, które mówią, że w momencie w którym zasnę, a z przeciwka płynie bardzo szybki jacht to 20 minut pozwala nam go ominąć w każdej sytuacji. 25 już niekoniecznie, a 30 minut zupełnie nie. Nawet gdybym stał na oceanie - wyjaśnił kpt. Cichocki.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

Audycja "Lato z Radiem" na antenie Jedynki od poniedziałku do soboty między 9.00 a 13.00 oraz w niedziele od 10.00 do 13.00. Zapraszamy!

tj/ag