Section08 - artykułowa

Skrzetuski, Kmicic i Wołodyjowski to bohaterowie swoich czasów

Jedynka
Andrzej Gralewski 06.09.2014
Zbigniew Zamachowski jako pan Wołodyjowski na planie filmu Ogniem i mieczem
Zbigniew Zamachowski jako pan Wołodyjowski na planie filmu "Ogniem i mieczem", foto: PAP/Wojtek Szabelski

Królowie na kartach "Trylogii" to postacie prawdziwe, książęta również, choć rysy charakteru uwiecznione przez Henryka Sienkiewicza w powieści często odbiegały od rzeczywistości. A czy inni bohaterowie to była tylko fikcja literacka?

- Skrzetuski, Kmicic i Wołodyjowski mają w epoce swych odpowiedników - mówi Władysław Zawistowski , autor książki "Kto jest kim w Trylogii". Gość "Lata z Radiem" wyjaśnia, że Henryk Sienkiewicz był bardzo oczytany i świetnie zorientowany w historii tego okresu dziejów Polski. Czytał pamiętniki, dokumenty, listy i diariusze. Na bohaterów wybrał postacie rzeczywiste, bo Skrzetuski, Kmicic i Wołodyjowski byli bohaterami swoich czasów.

>>> Zobacz narodowe Czytanie "Potopu" w Ogrodzie Saskim w Warszawie >>>

Skrzetuski, który w rzeczywistości miał na imię Mikołaj, faktycznie przedarł się ze Zbaraża do obozu króla. Czyn Wołodyjowskiego, czyli zakończona tragicznie obrona Kamieńca były powszechnie znane w XVII wieku. Byli na ustach szlachty i wojska, mówiono o nich i byli w legendzie.

Władysław Zawistowski podkreśla w radiowej Jedynce, że Sienkiewicz trochę idealizuje naszych przodków i nie pisze o wszystkim, co jest związane z ich osobami. - Bardzo mocno ich idealizuje, zwłaszcza wojskowych - mówi. Bo wojskowi to często byli ewidentni zbóje, a przemarsz wojsk był zaliczany do klęsk takich, jak pożar czy plaga szarańczy. Opowiada też historię pierwowzoru sienkiewiczowskiej Basieńki Wołodyjowskiej.

Krzysztof Łukaszewicz , obecnie reżyser i scenarzysta, karierę filmowca rozpoczynał na planie "Ogniem i mieczem". Był zafascynowany "Trylogią".

W 1997 roku na miejsce kręcenia zdjęć przyjechał jako student ekonomii i dziennikarstwa i powiedział Jerzemu Hoffmanowi, aby dowolnie dysponował jego osobą. - On chyba wziął mnie za takiego zapaleńca, który raczej nie będzie przeszkadzał, a można mu tę frajdę uczynić, niech się przygląda pracy filmowca - wspomina gość "Lata z Radiem". Łukaszewicz szybko awansował i już podczas wiosennego sezonu w 1998 roku był  asystentem reżysera. Wspomina, jak trzygodzinna praca całej ekipy poszła do kosza. Gość Jedynki mówił też o większej wpadce podczas kręcenia "Starej baśni".

Wszystko o Narodowym Czytaniu "Trylogii" na stronie trylogia.polskieradio.pl >>

Andrzej Haliński , scenograf "Ogniem i mieczem" opowiada, jak wyglądała praca na planie i z czego zrobiono dekoracje do sceny obrony Zbaraża. Przy okazji wspomina, jak odmówił współpracy z Quentinem Tarantino.

Dlaczego Andrzej Haliński nie chciał współpracować ze słynnym reżyserem, co spowodowało, że skomplikowaną scenę batalistyczną w "Ogniem i mieczem" trzeba było powtarzać, a także kto był pierwowzorem Basieńki Wołodyjowskiej. Posłuchaj wszystkich rozmów.

Rozmawiała Małgorzata Raducha.

(ag/mp)