Nauka

Benjamin w ogrodzie nauk

Ostatnia aktualizacja: 01.02.2007 15:37
W świadomości potocznej humanista to człowiek, który myśli niezbyt precyzyjnie i wyraża się w mętny sposób.

Według potocznych przeświadczeń, osoba, zamierzająca studiować dyscyplinę humanistyczną, kieruje się raczej emocjami niż rozumem i wybiera przedmiot zainteresowania według kryterium estetycznego. Osoba ta zapewne miała kłopoty z matematyką, dlatego zdecydowała się na "łatwiejsze" studia. Trudno powiedzieć, na ile takie opinie są słuszne. Z pewnością jednak wypadałoby się zgodzić, że fenomen nauk humanistycznych jest dość trudny do uchwycenia.

Gdyby przyszło nam odpowiedzieć na pytanie, czym są nauki humanistyczne, zapewne wskazalibyśmy na kilka dyscyplin do nich zaliczanych. Inna strategia polegałaby na wskazaniu, czym zajmują się ludzie, którzy określają siebie mianem humanistów. Nie ma chyba żadnej definicyjnej cechy nauk humanistycznych, cechy, która wskazywałaby na ich istotę. Czy są to nauki o człowieku? Medycyna, która jest wszak w pewnym sensie nauką o człowieku, nie mieści się w kanonie potocznego rozumienia terminu „nauki humanistyczne”. Psychologia już od dawna coraz bardziej się od nich oddala, zbliżając się do nauk eksperymentalnych. Lingwistyka, stanowiąca część filologii, bliska jest nauce o sztucznej inteligencji. Filozofia zaś nie mieści się w żadnych klasyfikacjach i nie ma określonego statusu. Krótko mówiąc, wydaje się, że nie sposób wskazać na ani jeden wspólny przedmiot, metodę bądź cel nauk humanistycznych. Czy są więc nauki humanistyczne naukami „naprawdę”?

Prawdę mówiąc, nie uważam, iż jest to dobre pytanie i nie sądzę, że odpowiedź na nie lub jej brak ma jakiekolwiek znaczenie dla przyszłości humanistyki. Naiwny strach humanistów przed odmówieniem ich dyscyplinom "naukowej" powagi, wyrażający się ciągle na nowo podejmowanymi próbami określenia własnej dziedziny i metody, może być niczym innym jak wyrazem uległości wobec tylko jednego z możliwych paradygmatów naukowych oraz jednej z wielu koncepcji poznania.

Problemy z tożsamością

Nauki humanistyczne, jakie przetrwały jeszcze do dziś w niektórych uniwersytetach, mają późny, bo dziewiętnastowieczny, niemiecki rodowód. Geisteswissenschaften (w języku niemieckim dosł.: nauki o duchu) uzyskały świadomość swej tożsamości w epoce, która nastąpiła po upadku wielkich idealistycznych systemów filozoficznych, zwłaszcza heglizmu. Wówczas narodził się historyzm, reprezentowany przez Jacoba Burkhardta czy Leopolda Rankego. Ich ambicją było przedstawiać rzeczy „tak, jak się one miały naprawdę”, nie angażując w to własnej subiektywności, a więc nie interpretując ani nie oceniając faktów. Prędko dostrzeżono jednak, iż beznamiętne przedstawianie historii jako sekwencji „suchych” faktów jest nie tylko mało interesujące dla czytelnika, ale także raczej niewykonalne dla autora. Historyk nie może być lustrem, w którym odbija się przeszłość, sam bowiem stanowi część historii. Nie może on opowiedzieć, jak to naprawdę było, gdyż musiałby przemawiać z pozycji wszystkowiedzącego, lecz nie uwikłanego w kontekst historyczny podmiotu.

Obiektywizm niemieckiej szkoły historycznej był wyrazem trendów epoki pozytywizmu. Także w naukach ścisłych dominowała wówczas skłonność do gromadzenia faktów i niechęć do konstruowania teorii. Według neokantystów ze szkoły marburskiej (W. Windelbanda czy H. Rickerta), humanistów miały interesować indywidualne, jednostkowe zdarzenia bądź postaci, a przedstawiciele nauk ścisłych odkrywali prawa przyrody. Już Schopenhauer zdecydowanie odmawiał humanistyce, a dokładniej historii, charakteru naukowego - właśnie z tego powodu, że na jej gruncie nie można formułować praw i przeprowadzać rozumowań dedukcyjnych. Wartość historii widział jednak w tym, że dostarcza ona samoświadomości jednostkom i społeczeństwom, czyli ułatwia im rozpoznanie tego, czym w rzeczywistości są.

Wilhelm Dilthey, przedstawiciel historycznej szkoły filozofii życia, dzielił nauki ze względu na ich metodę: nauki ścisłe (przyrodnicze) miały wyjaśniać pewne zjawiska, nauki humanistyczne zaś miały za zadanie pewne zjawiska rozumieć - stąd takie określenia, jak psychologia czy socjologia rozumiejąca. Oczywiście w obu przypadkach chodziło o zgoła odmienne zjawiska: nauki humanistyczne miały badać fenomeny kultury i świata życia, nauki ścisłe – fenomeny świata przyrody. U Edmunda Husserla przyrodoznawstwo było nauką odkrywającą zależności przyczynowo-skutkowe, a nauki humanistyczne miały odkrywać związki motywacyjne. Te ostatnie nauki są człowiekowi bliższe: sfera społeczna, sfera kultury jest dla niego bowiem przestrzenią realizacji jego własnej natury.

Z tego, co napisałam powyżej, wyłonił się już pewien obraz nauk humanistycznych. Można powiedzieć, że obejmują one historie rozmaitych dziedzin, nauki społeczne i nauki o kulturze. Metoda nauk humanistycznych może polegać bądź to na pieczołowitym zbieraniu i systematyzowaniu wiadomości, bądź też na rozumiejącym „wczuwaniu się” w badany przedmiot lub zjawisko. I nie chodzi tutaj o jakiś mistyczny stan zjednoczenia z przedmiotem, lecz raczej o umiejętność odtworzenia przeżycia lub treści, jakie ów przedmiot wyraża. [----- Podzial strony -----]

Na co humanistyka?

Metoda historyczna i nauki humanistyczne, przeżywające swój renesans w połowie dziewiętnastego wieku, pod koniec tego stulecia zaczęły tracić na wartości na rzecz przyrodoznawstwa i matematyki. Powoli zaczęła upadać idea kształcenia uniwersyteckiego (Bildung), stworzona na początku dziewiętnastego wieku przez Wilhelma Humboldta. Była to nie tylko idea połączenia studiów teoretycznych z praktyką badawczą, ale także – przede wszystkim – klasyczna idea kształcenia jednostki do życia w społeczeństwie obywatelskim. Zastąpiło ją z gruntu odmienne nastawienie: po ludziach wykształconych zaczęto się spodziewać konkretnych umiejętności, dających się wykorzystać w praktyce, zwłaszcza umiejętności technicznych. Uniwersytet zaczęła zastępować politechnika. Tak jest zresztą do dziś: na rynku potrzebni są fachowcy, dysponujący wiedzą, którą można wykorzystać w produkcji czy biznesie. Rozwój osobowy to sprawa, jak się uważa, o marginalnym znaczeniu.

Jak w tej sytuacji odnalazły się nauki humanistyczne? Otóż po prostu tak, że uniwersytet przystosował się do potrzeb rynku: wydziały filologiczne produkują tłumaczy, historyczne archiwistów, a filozoficzne specjalistów od marketingu i reklamy. Sprawa jednak nie przedstawia się aż tak prosto, gdyż stare idee szybko nie umierają. Obecne trudności nauk humanistycznych z samookreśleniem się stanowią pochodną problematycznego stosunku współczesnego człowieka do samego siebie. Trafna, jak sądzę, jest tutaj diagnoza Miłowita Kunińskiego, że w świadomości współczesnego człowieka funkcjonują różne, wzajemnie przeciwstawne rozumienia osobowości, z których na uwagę zasługują dwa: kontekstualne (klasyczne) i indywidualistyczne (nowożytne). To drugie ujęcie zdecydowanie dzisiaj dominuje: osobowość jest tym, co w człowieku indywidualne i przygodne, nie ukształtowane przez jego własne otoczenie i należące do sfery emocji. Tylko rozum, pojmowany przez „indywidualistów” wąsko, jako intelekt, jest tym, co wspólne wszystkim ludziom i co nie ma znaczenia dla indywidualności osoby. Wiedza, którą zdobywa czy posługuje się intelekt, nie służy kształtowaniu osobowości, stanowi raczej narzędzie do „racjonalnej organizacji” świata i czerpania z niej zysków. Nie może to być wiedza humanistyczna – ta bowiem nie ułatwia owej „racjonalnej organizacji” – lecz matematyczna, przyrodnicza i techniczna. Dyscypliny humanistyczne nie byłyby wobec tego w ujęciu nowożytnym naukami. Przeciwnie, należałoby je pojmować jako pole twórczej aktywności, ekspresji własnych indywidualnych przeżyć, które nie mają większego wpływu na losy świata. Co najwyżej mogą czynić go barwniejszym.

Na gruncie klasycznego ujęcia osobowości sytuacja jest zupełnie inna. Indywidualnym osobom również tutaj wspólna jest racjonalność. Nie jest to jednak racjonalność instrumentalna, potrzebna jedynie do urządzania świata naokoło i siebie w tym świecie, lecz racjonalność, wyrażająca się w dążeniu do realizacji pewnych treści. Obejmuje ona osobę ludzką jako całość. Nauka w ujęciu klasycznym ma więc pewną społeczną rolę do spełnienia. Służy właśnie owej wspomnianej już Bildung – kształtowaniu ludzkiej osobowości według pewnych uniwersalnych wzorców czy norm (może to być tradycja, powszechne prawo moralne itd.). Indywidualność wyraża się zaś w sile trwania przy danym ukształtowaniu. Celem tak pojętego kształcenia – kształcenia, które ani nie zaczyna się wraz z podjęciem studiów nad daną dyscypliną naukową, ani wraz z ukończeniem owych studiów nie kończy – jest życie „rozumnej istoty” w społeczeństwie obywatelskim, zgodne z „wymogami” tego, co starożytni Grecy nazywali arete, a co współcześnie określamy pojęciem cnoty, zagubiwszy pierwotne znaczenie tego pojęcia.

Czy rzeczywiście nauki humanistyczne mogłyby spełniać tę etyczną w gruncie rzeczy rolę? Wszak wykształcenie na przykład dobrego filologa nie może być chyba równoznaczne wykształceniu człowieka etycznego. Czy nie popełniamy tutaj zresztą błędu ekwiwokacji, mówiąc o wykształceniu? Czym musiałoby być wykształcenie, by służyć czemuś więcej niż nabyciu pewnej umiejętności, którą cechuje przecież etyczna neutralność? A dalej: czy może istnieć dyscyplina, która temu „czemuś więcej” mogłaby służyć? Wątpliwości te zdają się prowadzić do konkluzji, iż podział nauk na ścisłe i humanistyczne, jakim obecnie dysponujemy, z uwagi na sformułowany powyżej etyczny cel kształcenia, traci sens. Ale jeśli cel ten przekracza rzeczywiście istniejące podziały, to w jaki właściwie sposób można by próbować go urzeczywistnić?

Problem tożsamości nauk humanistycznych zawiera się więc w obszerniejszym problemie celu nauki i kształcenia w ogóle. Jeśli cel ten utożsamić z jakoś pojętym dobrem, wówczas należy zapytać, czy istnieje jakaś nauka pokazująca, jak ten cel osiągać. Arystoteles w Metafizyce wskazywał na filozofię, pisząc, że „wszystkie inne rodzaje wiedzy mogą być pożyteczniejsze od niej, ale żadna nie może być lepsza” (983a). Nawet jeśli jesteśmy bardziej nieufni wobec doktryn, które podsuwają nam gotowe rozwiązania i całościowe wizje rzeczywistości, nie przesadzimy chyba stwierdzając, iż dobrze byłoby, gdybyśmy, dzięki naukom humanistycznym, a w szczególności filozofii, mogli stawać się odrobinę lepsi – bardziej krytyczni, świadomi znaczeń i odpowiedzialni za słowa.


Anna Tomaszewska

Zobacz więcej na temat: grunty inna
Czytaj także

Poradnik językowy

Ostatnia aktualizacja: 14.01.2010 19:10
Odpowiadamy na wątpliwości słuchaczy, którzy chcą mówić ładnie i poprawnie po polsku.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Nauka jest ciekawa

Ostatnia aktualizacja: 03.02.2010 07:49
Naukowcy protestują przeciwko zdjęciu z anteny TVP ostatniego naukowego programu produkcji polskiej - "Laboratorium".
rozwiń zwiń