Radio Chopin

Maszyna akustyczna

Ostatnia aktualizacja: 25.12.2020 11:23
Muzyka tradycyjnie kojarzy się z życiem, a cisza ze śmiercią. Rytm serca, oddech, wzrost włosa – każdy, nawet najdrobniejszy ruch narusza strukturę powietrza, pozostawia mniej lub bardziej słyszalny ślad. Samotny wędrowiec, który zagubił się w lesie, nasłuchuje dźwięków.

Oczywiście, może się okazać, że nadziejny szmer lub szczęk pochodzi od dzikiego zwierzęcia lub przyniósł go wiatr (co też jest przejawem życia!), ale pierwszym skojarzeniem będzie żywy człowiek. Nie zawsze jednak cisza łączyć się musi z martwotą i bezruchem. Zwłaszcza w poezji bywa odwrotnie. Wiedział o tym dobrze Julian Tuwim, który pisał w tomie Biblia cygańska:


Ani spostrzeżesz, przyjacielu,

Jak się na muzykę przeniosę.

Dopłynę obudzonym głosem

Do jedynego celu1.


Dość nietypowo rozpoczyna się ten utwór. Bije z niego satysfakcja, a nawet pycha, rodzaj niezdrowego zadowolenia. Zwróćmy uwagę, że ów „przyjaciel”, do którego zwraca się podmiot, ma nawet nie zauważy

momentu przejścia na tę drugą, „muzyczną” stronę. Za to sama podróż jest „dźwięczna”. Bohater mówi, że dopłynie „obudzonym głosem”, co może oznaczać, iż u kresu – życie będzie się wzmagać i rosnąć, niczym ostatni (agonalny) oddech, który bardzo często kojarzymy z „akustyką przejścia”. Czasem składają się na tę akustykę dźwięki niemiłe, ostre i głośne, ale zawsze konieczne. Bardzo to ciekawe, że towarzysząca odchodzeniu „ostatnia muzyka” (a są nią także wszystkie dźwięki dodatkowe: skrzypienie szpitalnego łóżka, zasysanie strzykawki, miarowe opróżnianie kroplówki itp.) musi wybrzmieć do końca, aby nastała cisza.

A cisza zwiastuje już „drugą stronę”, gdzie pracy wcale nie mniej, tyle że nie potrzebuje ona muzycznego tła. Oto proces buchalteryjnej indeksacji, wypełniania nowych rubryczek – sam w sobie potwornie nudny i chyba niemy, skoro ani słowa o tym, w jakich „okolicznościach dźwiękowych” przebiega ten etap. Co prawda, pojawiają się jakieś kartki (szeleszczące?), ale zajęte nimi anioły nawet nie mruczą pod nosem:


A cel: by zgodził się r a c h u n e k

Na kartach niebios czy papieru.

(I w tym podobne są anioły

Do swoich ojców – buchalterów.)


Światłami słów, melodii linią

Składasz się w bóstwo, zdźwięczasz w gamę,

W ład, w sumę, w liczbę, którą czynią

Te same myśli, dni te same.

Jak widać, muzyka powraca. I to nie sama, albowiem sączy się w jakimś synestezyjnym ciągu, gdzie słowa już nie tyle dźwięczą, ile opalizują światłem, a sama melodia „dopomaga” w przeistoczeniu, metamorfozie. Niejasny to moment narracji. Być może kreśli poeta wizję pewnego porządku, który sprawia, że czas odejścia postrzegamy jako coś nieodzownego, wpisanego w wyższy ład. Bo przecież skandowane: gama, suma, liczba, myśli, dni – to dokładnie ustalony puls „rzeczy stałych” i trochę wygląda to wszystko na gorączkowe poszukiwanie oparcia i przejrzystości.

Muzyka odgrywa w tym mechanizmie bardzo ważną rolę. Myślę, że uspokaja i uzasadnia, a także – poprzez zdźwięczanie w gamę – wyraźnie już rytmizuje całe zdarzenie. Zauważmy, jak precyzyjnie rozmieszcza Tuwim wszystkie segmenty tej skomplikowanej, bądź co bądź, układanki. Można powiedzieć, że trochę nas tym opisem mesmeryzuje, usypia. I muzyka sprawdza się tu znakomicie! To przecież ona potrafi hipnotyzować, a więc pośrednio oszukiwać, zwodzić. Wydaje się, że autor – świadomy muzycznej siły, ale też będąc przekonanym o wielkich możliwościach poezji, specjalnie skonstruował taką „hałasującą” maszynę, która – jak się zdaje – ma zakłócić „wieczny spokój”.

Poezja i muzyka są w tym utworze silnie „wybudzone” po to, aby mogły stanowić tło zamierania. Myślę, że dla samego Tuwima takie właśnie uprzedmiotowienie sztuki nie było rzeczą łatwą. Zapewne chodziło więc o pewnego rodzaju eksperyment, który – uprzedźmy nieco wypadki – akurat na poziomie tego wiersza zakończy się sukcesem. Jeśli bowiem przyjmiemy, że „przejście” zostało mocno udźwiękowione, a i po drugiej stronie muzyka „kontroluje” sytuację, to gdzie tu miejsce dla ciszy, niechybnie kojarzonej z martwotą i stagnacją? Można przyjąć, że w przestrzeni kilkunastu wersów poeta podjął trud rozwiązania nierozwiązywalnego. Dlatego wypełnił swój wierszem dźwiękiem aż po ostatnie słowo. Jak gdyby chciał uszczelnić wszystkie zakamarki, którymi mogłaby przedostać się cisza. Światła słów, linia melodii, gama – porządek, porządek – praca, dzień za dniem, noc za nocą, myśl za myślą... maszyna akustyczna działa pełną parą. Ale wszystko na nic, bo oto na horyzoncie, ze strugi białego dymu, wyłania się nieuniknione. Żadna poezja i żadna muzyka nie jest w stanie wydostać się z zaklętego cyklu życia i śmierci. Tuwim zdaje sobie z tego sprawę, ale mimo wszystko sprawdza dalej:

Na dnie wszystkiego śmierć bezdźwięczna

Czeka, byś głucho stuknął głową.

Spadasz – melodia wieczna,

A kiedy spadniesz – słowo.

Z początku, aby zmylić przeciwnika, poeta udaje, że poddał się tradycyjnemu podziałowi na dźwięczność i bezdźwięczność. Okazuje się jednak, że to nie człowiek, a śmierć czeka, aby „było głucho”. Czeka, ponieważ przez lata przyzwyczajano ją do tego głuchego stuknięcia głową (o wieko trumny?). „Głuchy dźwięk” to dźwięk niewyraźny i stłumiony. Jeszcze słyszalny, ale stopniowo wygaszany (ku ciszy, ku śmierci) – ostatni odgłos „przejścia”.

I jest to właśnie najlepszy moment na przejęcie inicjatywy. Skoro słychać samo „spadanie” i (ledwo, ledwo, ale jednak) finalne stuknięcie, to może udałoby się przemycić coś więcej. Oczywiście, wiersz Tuwima nie rozwiązuje zagadki i nie odkrywa tajemnicy. Jest ledwie hipotezą, poetycką zabawą w „ciszę i dźwięk”, ale gdzieś u podstaw takiej „rozrywki” tkwi przekonanie, że śmierć niczego nie kończy. Owszem, „słowo”, które domyka wiersz, razi sztucznością, na siłę postawioną kropką, fałszywym zwycięstwem. Bo przecież po tym „dźwięcznym” finale, na poziomie kartki czy deklamacji, rozwija się pustka, bezkresna cisza, czyli – jak ustaliliśmy – domena śmierci. Wypowiedź się wyczerpała i poza nią już nic. A jednak… pozostał jakiś heroizm tej poezji. Słowo z Tuwimowego wiersza coś wieńczy i jednocześnie zaczyna. Maszyna akustyczna działa pełną parą.

Jakub Becze

1 Julian Tuwim, Muzyka, [w:] Dzieła. T. I, Wiersze 2, Warszawa 1955, s. 83.