Radio Chopin

Poczucie harmonii

Ostatnia aktualizacja: 27.04.2021 14:53
Gdy słucham muzyki / kremowy gołąb siada / na latarni koło okna (…) – wraz z Jakubem Beczkiem zapraszamy do przyjrzenia się muzycznej poezji Wandy Bacewicz.
Poczucie harmonii
Foto: Kjeuring/Wikimedia Commons/lic. CC 3.0

Poczucie harmonii przydaje się w różnych sytuacjach. Pomaga porządkować zdarzenia, ustala hierarchie i priorytety, wyznacza standardy odbioru. W muzyce poczucie harmonii ma swoją bogatą tradycję. Niegdyś cecha ta była niezbędna, w pracy kompozytora niemalże podstawowa. Miłe światu dźwięki powstawały dzięki doskonałemu poczuciu harmonii. Im bliżej jednak współczesności, tym częściej miejsce harmonii zajmowała dysharmonia, porządek ukrywał się za dysonansem, a delikatność brzmienia zastępował hałas. Oczywiście, bardzo często bywał to hałas piękny i poruszający, ale jednak… Hałas to hałas, coś dzikiego, pierwotnego i surowego. Czy naturalnego? Tu zdania są podzielone, niektórzy łączyć będą naturę z porządkiem, inni z nieokiełznanym chaosem, szaleńczą ekspresją rytuału. W jednym z wierszy Wandy Bacewicz muzyka i natura spotykają się w dość nietypowy sposób:

Gdy słucham muzyki

kremowy gołąb siada

na latarni koło okna

kręci głową

w zachwycie chłonie dźwięki1

To, że gołąb kręci głową, nic jeszcze nie znaczy. Może przecież chodzić o zupełnie zwyczajny odruch, niezależny od tego, co wokół gołębia się dzieje. Albo o reakcję na jakiś ruch, ale banalny, dajmy na to – na przejeżdżający samochód czy spadający liść. A jednak coś każe nam czytać te ostatnie wersy w sposób sugerowany przerzutnią: „kręci głową / w zachwycie”. W zachwycie, bo chłonie dźwięki.

Dwa eksponowane tu światy – przestrzeń kultury (muzyka) i natury (gołąb) – na razie istnieją obok siebie i w niczym sobie nie przeszkadzają. Moment właściwego spotkania inicjuje poetka w kolejnych wersach. Okazuje się, że gołąb nie przysiadł na pierwszej z brzegu latarni. Przeciwnie, był to wybór świadomy, coś go tu wyraźnie przyciągnęło. Może nawet zatrzymał się w tym miejscu po raz kolejny. Wygląda na to, że jest stałym bywalcem blaszanej loży, a z narratorką wyraźnie zaznajomiony. To słuchacz o wyrobionym guście, w kontakcie ze sztuką naprawdę konsekwentny. Symbioza świata kultury i natury nie odbywa się jednak bezwarunkowo. Gołąb ma bowiem pewną przypadłość, która w pewnym sensie go ogranicza. Jako wybredny odbiorca nie przyswaja całej muzyki, akceptuje dźwięki,

ale tylko delikatne

płoszą go zawsze

głośne kulminacje

jego mała główka

nie wytrzymuje napięcia

patrzy z niepokojem

wreszcie odlatuje

Wynikałoby z tego, że kultura i natura „dogadują się” na poziomie łagodności, harmonii. Z kolei tam, gdzie okoliczności „głośno kulminują”, gołąb – czuły miernik emocjonalnego napięcia – „nie wytrzymuje” i… zrywa połączenie. Zdegustowany, opuszcza swoją lożę. Oczywiście, w wierszu mówi się raczej o tym, że gołąb po prostu ucieka ze strachu. Grunt, że odlatuje, rezygnując z muzyki zaproponowanej w takiej formie, w jakiej chciałaby słuchać jej właścicielka mieszkania. Podmiot tego utworu doskonale zdaje sobie sprawę, że dziś (czyli w XX wieku, kiedy wiersz powstawał) sama harmonia nie wystarcza. Człowiek domaga się czegoś więcej, szuka odbicia własnych przeżyć w tym, co zdeformowane, zwichnięte, wynaturzone. Albo po prostu głośne i hałaśliwe, niespokojne i niepokojące. Muzyka poddaje się takim tendencjom, ba – ulega im cała współczesna sztuka. Gołąb z wiersza Wandy Bacewicz jakby jeszcze tego nie rozumiał. Interesuje go tylko to, co delikatne, wyidealizowane. Czy nieprawdziwe? Z punktu widzenia człowieka – niepełne, pozbawione „kontrastu”. A gołąb… on właśnie nie domaga się żadnych zmian, płoszy go każdy głośniejszy moment, przeraża kontrast i deformacja. Uzależnienie od muzyki jest jednak silniejsze:

wiem że powróci

znęcę go muzyką

pełną łagodności

Muzyka to spokój i niepokój, podobnie w naturze – miły poranek, a wieczorem burza. Kultura i natura mogłyby dopełniać się na wszystkich swoich poziomach – w milczeniu i hałasie, swobodnej narracji i kulminacjach. Inaczej sztuka pozostanie nieadekwatna, zbyt piękna i łagodna, żeby była prawdziwa. Ale też nie o burzę tutaj chodzi. Taki rodzaj „naturalnego hałasu” gołąb z pewnością umiałby znieść. Wydaje się, że w „głośnych kulminacjach” mogą pobrzmiewać echa mrocznej rzeczywistości XX wieku, doznań skrajnych, bolesnych… nienaturalnych właśnie. Jedyny sposób jest więc taki: gdy gołąb powróci, spokojnie wysłucha łagodnych brzmień,

a z czasem może i pojmie

prawa kontrastu –

jedno jest pewne

nie potrafi zasmakować

w muzycznym zgiełku

jest to widać gołąb

z poczuciem harmonii

Na razie „nie potrafi zasmakować”, ale odpowiednio „przekonywany” kiedyś może zrozumie „prawo kontrastu”, które pozwala łączyć sprzeczności, kojarzyć rzeczy zupełnie odmienne. Czy sfruwający na latarnię gołąb podlega jakiejś tresurze? Ujętemu w ramy współczesnej estetyki – rygorowi? Zapewne tak. Plan rozpisany jest przecież na kolejne „podejścia” wracającego jak fala nieszczęśnika. Uzależniony od muzyki będzie zaglądał do okienka, wsłuchiwał się w „delikatne dźwięki”, by za moment uciec w popłochu przed „muzycznym zgiełkiem”. I tak w kółko.

Jest jednak coś, co rozbija ten niezdrowy układ. Mimo zasłaniania się przez podmiot „prawem kontrastu”, to właśnie „poczucie harmonii” wydaje się najważniejszym hasłem tego utworu. I wcale nie dlatego, że tak głosi tytuł. Można podejrzewać, że cały ten teatr z „głośnymi kulminacjami”, które gołębia płoszą, potrzebne są tylko po to, żeby kapryśny słuchacz mógł powracać – do muzyki łagodnej i delikatnej, bo przecież innej słuchać nie chce. I w tej jego determinacji, w tym dystansowaniu się wobec wrzawy i nieuporządkowania ludzkiego świata odnajdujemy jakieś bohaterstwo. Czy zatem nie jest tak, że zazdrościmy mu „poczucia harmonii” i trochę ze złości, ale i zwykłej bezsilności podkręcamy muzykę w momencie, gdy zaczyna w niej przeważać zgiełk i chaos naszego świata? A co, jeśli pewnego dnia kołujący gołąb wybierze zupełnie inne miejsce postoju i na dobre zrezygnuje ze słuchania nieprzewidywalnej muzyki. Stanie się może uboższy, ale za to wolny. Pozostawiony w świecie natury, nie będzie już musiał rozumieć żadnego „prawa kontrastu”.

Jakub Beczek